Geraldine miała odmienne zdanie od Ambroisa. Roth nie mówił, że na pewno pójdzie do ministerstwa, bardziej brała pod uwagę tę drugą opcję o której wspomniał - że sam zajmie się problemem, właśnie dlatego podjęła taką, a nie inną decyzję, dlatego go poparła, bo chciała, żeby jej brat czuł się potrzebny, dzięki temu w jego nieżyciu mógł się pojawić jakiś cel. Jasne, zemsta nie była szczególnie dobrym wyjście, ale od czegoś było warto zacząć. Małymi krokami, powoli, powinno mu się jakoś udać wrócić do życia, przynajmniej tego względnego. Właśnie przez to postanowiła pozwolić mu to zrobić, zresztą, czy w ogóle pytał o zgodę? Byli rodzeństwem, wiedziała, że jeśli się na coś uprze, to nie było zmiłuj, ona przecież miała tak samo.
Co oni by zrobili bez Roisa, który zawsze miał rację... Na szczęście nie musieli tego sprawdzać, bo może nie udało im się odwrócić uwagi typów, jednak wszyscy całkiem zgrabnie zaczęli spierdalać. Tamci nie powinni dogonić ich w tłumie, był za duży ścisk, wiedziała, że cała ich trójka była wysoka, więc nie mogli się czuć specjalnie bezpiecznie, bo zwracali na siebie uwagę, ale i tak minie chwila, zanim do nich dotrą.
Cel może nie został do końca osiągnięty, chociaż czy na pewno? Uciekli, zapamiętali twarz, nie chcieli dzisiaj robić nic więcej, więc wszystko nie poszło wcale tak źle, wręcz przeciwnie, całkiem gładko, prawda? Oczywiście, że Yaxleyówna widziała to raczej jako sukces, bo żadnemu z nich nie stała się krzywda, niby mogła, no ale nie stała, nie było więc sensu nad tym spuszczać. Podejrzewała, że jej chłopak miał na ten temat inne zdanie, ale jeszcze się nim z nimi nie dzielił, na pewno ich to nie ominie. Zbierało się coraz więcej tematów, które będą musieli poruszyć, gdy wreszcie znajdą się w bezpiecznym miejscu, na szczęście mieli do tego trochę czasu. Może Ambroise nieco złagodnieje, czy coś.
W końcu we trójkę znaleźli się niedaleko siebie, byli bezpieczni, no przynajmniej chwilowo, ani nikt w nich nie ciskał zaklęciami, ani nie oberwali szkłem, czy czymś innym, więc nie było z nimi tak najgorzej. - To ta kamienica. - Pokazała głową Astarothowi budynek, który znajdował się kilka metrów od nich.
Dopiero teraz spojrzała również na Ambroisa, chcąc zobaczyć, jak bardzo wkurwiony na nich był. Starała się to wyczytać z jego oczu, musiała wiedzieć na co powinna się szykować, ten wieczór dopiero się rozkręcał, a wiedziała, że zdążyła już go zirytować co najmniej dwiema podjętymi przez siebie decyzjami, noc była młoda, może przy trzeciej się wykasuje i będzie miała czystą kartę? Nie, nie powinna w to wierzyć, wiedziała, jakie miał podejście do jej spontaniczności.
Nie sądziła jednak, żeby zachowała się jakoś mocno kontrowersyjnie, raczej podejmowała decyzje zgodne z jej moralnością, udało im się dotrzeć do kamienicy, więc też ich założenia zostały spełnione, wcale nie było tak źle.