Ludzie mieli to do siebie, że momentami za bardzo ufali drugiej osobie. Za bardzo wierzyli w niektóre sprawy. Za bardzo powierzali swoje życie innym.
W końcu Vulturis kłamał niczym z nut, a młodzi adepci Proroka, uważali, że mogą coś uczynić słowem. Coś więcej, niż rozsierdzenie grupy zwolenników Czarnego Pana. Czy nie należało dokonać zemsty? Czy to właśnie nie było źródło nienawiści, która była kierowana w nich - Czarodziejów czystej krwi? Czy Stanley powinien był nie dotrzymać własnych kłamstw, aby zamienić ich żywota w cierpenie i pożogę?
Propozycja była kusząca, ale musiała zostać odłożona jeszcze na kilka chwil. Na parę minut. Na kwadrans.
Nie mogli spalić całego budynku, ot tak. Nie byli barbarzyńcami - szanowali sztukę. Nie chcieli nawet złota czy kosztowności. To nie był ich cel.
- Piękna pani... - zwrócił się do wystraszonej kobiety - Proszę się nie bać. Nie stanie się pani krzywda - zapewniał ją - Gdyby sytuacja nie była, aż tak niesprzyjająca... Byłbym skłonny zaprosić panią do kawiarni, a tak? Cóż. Wielka szkoda - pokiwał głową z pewnym smutkiem w głosie. Teatralnym? Być może, chociaż nigdy nie ukończył żadnych kursów z tym związanych. Mimo wszystko, odgrywali pewnie postacie - swoje alter ego, a Vulturis mówił mu jedno - spalmy to do cna.
Na kolejne słowa kobiety, dało się usłyszeć śmiech Borgina. Rozbawiła go co nie miara.
- Nie możemy? - zdziwił się - Serpensie. Słyszałeś. Musimy chyba się odwrócić na pięcie i wyjść... - zakomunikował Mulciberowi, pociągając nosem na to jakże wielkie odrzucenie ze strony blondwłosej kobiety - Na całe szczęście to my decydujemy o tym kto może, a kto nie może tu być w tej chwili - przedstawił jej sprawę jasno. Źle zagrała swoje karty. Stanley chciał ją oszczędzić, ale za takie gadanie? Zdenerwowała go.
- Redakcja może sobie podlegać komukolwiek. Nie mniej jednak, mój przyjaciel jest pod moją ochroną, więc jeżeli ktokolwiek podniesie na niego dłoń... - celował różdżką po gawiedzi, obracając się przy tym, aby spojrzeć na ich twarze - To zrobi się tutaj bardzo niemiło. Nasze wtargnięcie to początek tej wolności - dodał - Jako, że formalności już za nami. Wiemy kto, kogo chroni. Wiemy kto mówi, a kto siedzi cicho... Więc możemy kontynuować - stwierdził, ruszając powolnym krokiem w kierunku głębi biura. Nie spieszył się. Szedł jakby był na jakimś spacerze. Pogwizdywał melodycznie, machając swoją różdżką na lewo i prawo. Bawił się. Czerpał siłę z ich strachu - taki już był Vulturis. Akt I, scena 2
Stanley poczekał chwilę, aż Mary Anne do niego dołączy. Nie zajęło jej to szczególnie długo, ponieważ Alexander miał ten dar przekonywania. Pewnie nie raz, ani nie dwa udało mu się przekonać Rosie, aby nie nastukała mu po tym głupim łbie za jego mądrości i świetne pomysły. Pomyśleć, że praktyka czyniła mistrza i tak też było tym razem.
Mulciber zaczął prowadzić jakiś quiz dla dziennikarzy, co by się przypadkiem nie nudzili, a ich miła koleżanka, otworzyła drżącymi dłońmi pokój.
- Bardzo dziękuję - zwrócił się do kobiety, a następnie przekroczył próg.
Borgin rozłożył ręce jakby zobaczył swojego serdecznego przyjaciela. Ucieszył się na widok Bacona, który był w szoku na widok, który go zastał. Dobrze mieli wygłuszone te drzwi Chwalił je Stanley.
- Bacon... Przyjacielu. Jest mi niezmierne miło - przyznał - Powiedz mi proszę jedno - Vulturis zaczął się przechodzać po jego biurze, oglądając te wszystkie nagrody i statuteki, które udało mu się uzyskać. To była pokaźna kolekcja i żaden autor by się jej nie powstydził.
- Oh, przepraszam. Gdzie moje maniery... - poprawił się szybko - Panie Redaktorze. Proszę mi powiedzieć jedna rzecz. Jedna bardzo ważna rzecz. Dlaczego w dolnej krzyżówce 34 wydania był błąd? Czy nie zdaje sobie pan sprawy z tego jak wielka przykrość wywołało to u czytelnika? Czy nie obchodzi Pana los tych wszystkich biednych istot, które nie mogły dokończyć swojego porannego rytuału opiewającego na filiżankę kawę i właśnie sekcje rozrywkową... z tego Waszego "czegoś"? Smutne, że tak się traktuje wieloletniego czytelnika - wycelował różdżkę w Bacona - Powiedz mi teraz... Co z tym zrobimy? - zapytał, dając redaktorowi chwilę na przemyślenie swoich kolejnych słów.
Rzut na charyzmę, aby wpłynąć na poczynania Bacona. Nie chcemy przecież rozlewu krwi
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972