Decyzja, którą podjęła nie należała do najprostszych, musiała wybierać między rodzonymi braćmi, nie spodziewała się, że kiedyś nadejdzie taki moment, jak widać trzeba było spodziewać się niespodziewanego, czy coś. Stwierdziła, że pójdzie poszukać Jaspera tylko dlatego, że on jako jedyny z ich trójki nie posiadał tej umiejętności związanej z wchodzeniem w ogień. Theo na pewno miał większe szanse na przetrwanie od niego zważając na to, że Londyn się palił.
Nie przejmowała się zbyt mocno ogniem, wiedziała, że nie może zrobić jej krzywdy, to znaczy mógłby być magiczny, wtedy pewnie zaczęłaby się tym martwić, póki co - wolała jednak nie panikować.
Z nieba sypiał się popiół, dym uderzał ją w nozdrza, ogień trawił kamienice. Znaleźli się z wujkiem w samym sercu wydarzeń, chociaż, czy na pewno, dostrzegła łunę unoszącą się nad horyzontem, najwyraźniej płonęło całe miasto.
Nie miała pojęcia, gdzie jest jej brat. Czy w ogóle uda im się go odnaleźć? Trudno było stwierdzić, pośród tego tłumu ludzi, to mogłoby być niczym szukanie igły w stogu siana. Musiała wierzyć w to, że fortuna będzie im sprzyjać, że jeszcze trochę, a ich rodzina będzie bezpieczna w ministerstwie, nastawienie było przecież istotne.
- Próbuję go wypatrzyć, ale jest tutaj tak dużo ludzi... - Że nie musiała chyba kontynuować. Obawiała się najgorszego, mimo wszystko nie przestawała rozglądać się wokół. Musieli do go odnaleźć.
- Jakoś mnie to nie dziwi, niech spróbują po nas przyjść. - Odezwała się w niej najwyraźniej wola walki. Nie, żeby należała do osób, które potrafiły to robić, ale chętnie się zmierzy z kimś, kto postanowiłby skrzywdzić jej najbliższych. Rodzina była dla Kelly najważniejszą wartością.
Wujek miał chyba więcej szczęścia od niej, bo dosyć szybko zauważył znajomą sylwetkę. Ulżyło jej, naprawdę jej ulżyło, że Jessie znajdował się w tym tłumie. To oznaczało, że żył, nie, żeby zakładała inaczej, ale wiadomo, że mogło być różnie.
- Jessie! - Krzyknęła ile miała sił w płucach, musiał ich usłyszeć, musiał się odwrócić, musieli się stąd zmywać.
Ruszyła za Jonathanem, żeby jak najszybciej znaleźć się przy swoim bliźniaku. Nie mogli teraz go zgubić. Na szczęście, jakoś udało im się przepchnąć ku niemu.
- Chyba nigdy nie cieszyłam się na Twój widok tak jak teraz. - Postawiła na szczerość, bo czemu by nie. Naprawdę cieszyło ją to, że brat był w całym kawałku. Pochyliła się, aby pogłaskać psa za uchem, dobrze było widzieć ich całych i zdrowych - przynajmniej na pierwszy rzut oka.