15.04.2025, 18:50 ✶
Nie tylko Felix nie był sobą - wszyscy z jakiegoś powodu snuli się niczym struci, jakby miasto wysysało z nich tym razem jakieś większe pokłady ich własnego jestestwa. Layla patrzyła na to, ale nie bardzo wiedziała co mogła z tym zrobić i czy w ogóle powinna. W końcu nie mieli tutaj siedzieć już w nieskończoność. Mogli zapakować wozy i ruszyć dalej, odsapnąć od miejskiego zgiełku do Mabon. Tak, czekanie wydawało się w miarę dobrą opcją, bo przecież nie pierwszy raz Flynn znikał z cyrku, a Alexander zamykał się w sobie.
Skrzywiła się, niezadowolona z jego odpowiedzi i kiedy strącił z siebie jej dłonie, szybko zmieniła podejście. Przed chwilą jeszcze się martwiła i była gotowa to samo zmartwienie przelać na niego, ale teraz złapała go za ucho, tarmosząc za nie złośliwe.
- W dupie to ty zaraz będziesz. Zobaczysz swoją własną od środka - fuknęła, ale brakowało jej nieco zwykłego zacięcia i złości. Brakowało jakiegoś ostrego przekleństwa, które ubarwiłoby całą wypowiedź. - A bo gówno - pociągnęła go za sobą, za ucho, przed namiot gdzie do tej pory siedział i dopiero wtedy go puściła.
Popiołu było jakby więcej. Może uznałaby, że pewnie jej się wydawało, ale poruszenie dookoła też przybrało jakby na sile. Mimowolnie wyciągnęła rękę przed siebie, pozwalając by szarawe płatki opadły na dłoń, jakby wciąż nie do końca ufała sama sobie w to co widzi.
- Nie - powiedziała cicho. - To jebany popiół - roztarła płatki między palcami, barwiąc je na szarawo.
Ktoś obok zaczął krzyczeć głośno i kiedy obydwoje spojrzeli w tamtą stronę, dało się zauważyć że Nocturne szarpał się z jakimś brygadzistą. Młodym chłystkiem, który pewnie ledwo co wyskoczył zza szkolnych murów, a w obliczu tak nietypowej sytuacji rzucał się na pierwszą lepszą osobę, która znalazła się w zasięgu jego wzroku.
- Masz moją różdżkę? - zapytała Felixa, chociaż słowo 'moja' było tutaj dość luźnym określeniem. Ukradła ją oczywiście, ale z jakiegoś powodu była jej posłuszna bardziej jak innym - bo przez fakt że Layla sama w sobie różdżki nie potrzebowała, to ta znaleziona w szacie widza robiła obiegówkę po wszystkich w cyrku, którzy swoją akurat zgubili. Ale kiedy zrobili parę kroków w stronę zamieszania, ktoś pociągnął ją za rękę.
- Ej, cholerna złodziejko - szarpnął ją, a ona nie spodziewając się tego, wylądowała na ziemi - Zasrani żebracy, oddajcie moją sakiewkę. Myślicie że nie wiem, że ją podjebaliście? - Layla spojrzała na niego, jak na skończonego wariata, ale coś w kacie oka jej zamigotało ciepłym światłem. Ogień. Czy ten dzień mógł być jeszcze gorszy?
Skrzywiła się, niezadowolona z jego odpowiedzi i kiedy strącił z siebie jej dłonie, szybko zmieniła podejście. Przed chwilą jeszcze się martwiła i była gotowa to samo zmartwienie przelać na niego, ale teraz złapała go za ucho, tarmosząc za nie złośliwe.
- W dupie to ty zaraz będziesz. Zobaczysz swoją własną od środka - fuknęła, ale brakowało jej nieco zwykłego zacięcia i złości. Brakowało jakiegoś ostrego przekleństwa, które ubarwiłoby całą wypowiedź. - A bo gówno - pociągnęła go za sobą, za ucho, przed namiot gdzie do tej pory siedział i dopiero wtedy go puściła.
Popiołu było jakby więcej. Może uznałaby, że pewnie jej się wydawało, ale poruszenie dookoła też przybrało jakby na sile. Mimowolnie wyciągnęła rękę przed siebie, pozwalając by szarawe płatki opadły na dłoń, jakby wciąż nie do końca ufała sama sobie w to co widzi.
- Nie - powiedziała cicho. - To jebany popiół - roztarła płatki między palcami, barwiąc je na szarawo.
Ktoś obok zaczął krzyczeć głośno i kiedy obydwoje spojrzeli w tamtą stronę, dało się zauważyć że Nocturne szarpał się z jakimś brygadzistą. Młodym chłystkiem, który pewnie ledwo co wyskoczył zza szkolnych murów, a w obliczu tak nietypowej sytuacji rzucał się na pierwszą lepszą osobę, która znalazła się w zasięgu jego wzroku.
- Masz moją różdżkę? - zapytała Felixa, chociaż słowo 'moja' było tutaj dość luźnym określeniem. Ukradła ją oczywiście, ale z jakiegoś powodu była jej posłuszna bardziej jak innym - bo przez fakt że Layla sama w sobie różdżki nie potrzebowała, to ta znaleziona w szacie widza robiła obiegówkę po wszystkich w cyrku, którzy swoją akurat zgubili. Ale kiedy zrobili parę kroków w stronę zamieszania, ktoś pociągnął ją za rękę.
- Ej, cholerna złodziejko - szarpnął ją, a ona nie spodziewając się tego, wylądowała na ziemi - Zasrani żebracy, oddajcie moją sakiewkę. Myślicie że nie wiem, że ją podjebaliście? - Layla spojrzała na niego, jak na skończonego wariata, ale coś w kacie oka jej zamigotało ciepłym światłem. Ogień. Czy ten dzień mógł być jeszcze gorszy?