15.04.2025, 20:50 ✶
Jego żarliwe zapewnienia, oswoiły ją z myślą, że jednak nie będzie musiała dorabiać sobie penisa, żeby móc dalej z nim rozmawiać. Bardzo jej się podobała rozmowa o lustrach, jej matka kochała lustra, rozmawiała przez lustra, więc trafić na kogoś kto na lustrach się zna... To było miłe, poznać to zagadnienie od zupełnie innej niż rytualna strony.
Rozluźniła się i słuchała go dalej, śmiejąc się, gdy powiedział jej, że mu przykro z powodu diety matki. Key nie była zbyt mądrą osobą, ale dziwne słowa przyklejały się do niej jak kocia sierść do czarnych ubrań. Czy fretkowa sierść. Ta tez mocno kłaczyła.
– Nie, to raczej ja z naszej dwójki byłam dziwna. Wielu szamanów tak je. Łączność z naturą. Owoce i orzechy, aby nie kalać ciała życiem. Głodowałam dopóki nie poszłam do szkoły, a tam och, zdarzało mi się robić bardzo dziwne rzeczy, by inne dzieciaki oddawały mi swoje ugali. Nikt nie był do końca pewien, gdzie to wszystko się we mnie w ogóle mieści. Ale tu na północy... och nie ma nic smaczniejszego niż gulasz Lewisa. Jadłeś go kiedyś? Aromat czosnku, wędzonej papryki i tego no... tego trzeciego... – zmarszczyła nos, bo zapomniała. No nic, zapyta go przecież znowu, gdy tam zajrzy. Machnęła w końcu ręką wiedząc, że i tak sobie nie przypomni. – Lewis prosił, żebym nie pytała z czego jest, w sensie z jakiego mięsa, ale szczerze mnie to nie to chodziło bo była to jedna z najlepszych rzeczy którą jadłam i już przy drugiej dokładce przez moment nawet chyba najprawdopodobniej całkiem tak myślę czułam się syta! – oczy zalśniły wspomnieniem tego uczucia, ale potem w pełni uwaga skupiła się na opowieści Eliasa.
– Na prawdę? Dziś był wyjątek... to... to szkoda. Pewnie nie można wchodzić do warsztatu? Czy macie tak, że można sobie przycupnąć przy piecu i patrzeć na robotę? Ja zawsze chciałam umieć robić coś rękami, coś więcej niż no... – niż kraść ugryzła się w język w ostatniej chwili. Zaraz czy nie miała przypadkiem gwizdnąć mu sakiewki w wolnej chwili? Nie po to była cała ta szopka? Ale Elias był dziwny. Ona też była dziwna. Lubiła dziwnych ludzi. Nie czuła się przy nich taka samotna.
– Takie figury brzmią obłędnie! Rzeźbisz je czy dmuchasz w ogniu? – zamyśliła się, bo w sumie nie wiedziała jak można rzeźbić szkło. – Czy może... podgrzewasz bardzo bardzo bardzo szkło aż ono się poddaje Twojej woli, gnie i wije jak mu zagrasz?– konspiracyjnie pochyliła się ku mężczyźnie, nieco bezmyślnie bo w takim pochyleniu przecież rozmawiali w sklepie, ona i on, Nico i sprzedawca luster. Ciało zmieniło się. Zapach niekoniecznie. Nie aż tak.
Rozluźniła się i słuchała go dalej, śmiejąc się, gdy powiedział jej, że mu przykro z powodu diety matki. Key nie była zbyt mądrą osobą, ale dziwne słowa przyklejały się do niej jak kocia sierść do czarnych ubrań. Czy fretkowa sierść. Ta tez mocno kłaczyła.
– Nie, to raczej ja z naszej dwójki byłam dziwna. Wielu szamanów tak je. Łączność z naturą. Owoce i orzechy, aby nie kalać ciała życiem. Głodowałam dopóki nie poszłam do szkoły, a tam och, zdarzało mi się robić bardzo dziwne rzeczy, by inne dzieciaki oddawały mi swoje ugali. Nikt nie był do końca pewien, gdzie to wszystko się we mnie w ogóle mieści. Ale tu na północy... och nie ma nic smaczniejszego niż gulasz Lewisa. Jadłeś go kiedyś? Aromat czosnku, wędzonej papryki i tego no... tego trzeciego... – zmarszczyła nos, bo zapomniała. No nic, zapyta go przecież znowu, gdy tam zajrzy. Machnęła w końcu ręką wiedząc, że i tak sobie nie przypomni. – Lewis prosił, żebym nie pytała z czego jest, w sensie z jakiego mięsa, ale szczerze mnie to nie to chodziło bo była to jedna z najlepszych rzeczy którą jadłam i już przy drugiej dokładce przez moment nawet chyba najprawdopodobniej całkiem tak myślę czułam się syta! – oczy zalśniły wspomnieniem tego uczucia, ale potem w pełni uwaga skupiła się na opowieści Eliasa.
– Na prawdę? Dziś był wyjątek... to... to szkoda. Pewnie nie można wchodzić do warsztatu? Czy macie tak, że można sobie przycupnąć przy piecu i patrzeć na robotę? Ja zawsze chciałam umieć robić coś rękami, coś więcej niż no... – niż kraść ugryzła się w język w ostatniej chwili. Zaraz czy nie miała przypadkiem gwizdnąć mu sakiewki w wolnej chwili? Nie po to była cała ta szopka? Ale Elias był dziwny. Ona też była dziwna. Lubiła dziwnych ludzi. Nie czuła się przy nich taka samotna.
– Takie figury brzmią obłędnie! Rzeźbisz je czy dmuchasz w ogniu? – zamyśliła się, bo w sumie nie wiedziała jak można rzeźbić szkło. – Czy może... podgrzewasz bardzo bardzo bardzo szkło aż ono się poddaje Twojej woli, gnie i wije jak mu zagrasz?– konspiracyjnie pochyliła się ku mężczyźnie, nieco bezmyślnie bo w takim pochyleniu przecież rozmawiali w sklepie, ona i on, Nico i sprzedawca luster. Ciało zmieniło się. Zapach niekoniecznie. Nie aż tak.