Nie wątpiła w to, że gdyby chciała, to zrobiliby tu wszystko, żeby tylko zaciekawić Cathala. Ba, stanęłaby na głowie, założyłaby się, że byłaby w stanie tego dokonać, ale wolała to zostawić na ostatnią deskę ratunku. Póki co trzeba go było wyciągać z tej jego męskiej jaskini innymi sposobami… To jednak można było odsunąć w czasie, bo jednak pojawił się tu dzisiaj; pognieciony, nieogolony i ewidentnie zmęczony, ale pojawił.
A teraz raczyli biednego Tima swoimi przekomarzankami.
– Może… – odparła i niewinnie zatrzepotała rzęsami. – Ale tylko wtedy, kiedy nie słucha się uzdrowicielskich zaleceń – o wtedy wychodził z niej ten diabełek. Ginny miała jednak dobre serce i gdyby mogła, to chciałaby pomóc wszystkim. Wiedziała jednak doskonale, że nie każdemu pomóc się da. I mimo wszystko to tez nie było tak, że zaatakowana się nie broniła, albo nie broniłaby ludzi, na których jej zależało – jak to się działo w przypadku tej tajemniczej osoby, która podszyła się pod Nell…
Cal i Tim nie zdążyli się powymieniać tymi morderczymi spojrzeniami dotyczącymi Lety – niestety, bo te kilka sekund później Ginny oddałaby wszystko, by to na tę interakcję patrzeć. A nie biec na przełaj w kierunku bramy, przy której pracowała część ekipy, a skąd dobiegł ten okropny huk. McGonagall, nie tak wysportowana jak być może powinna, biegła za Calem, by ostatecznie zatrzymać się i ręką zakryć sobie usta i nos dość odruchowo, gdy pył i dym próbowały wedrzeć się do gardła. Zmrużyła oczy, z początku nie dostrzegając tego, czego szukała. Być może kocie oczy to był w tej chwili błąd, bo zamiast dostrzec więcej szczegółów – nastąpiło swoiste przebodźcowanie. I dopiero po chwili, gdy tak stała, dostrzegła ogień na płachcie, zobaczyła wciąż osuwającą się ziemię; usłyszeli krzyk, a panika była wyczuwalna przez każdy por odsłoniętej skóry.
Cathal przy niej zaklął po rosyjsku. Już po takim czasie zdołała się nauczyć, kiedy przeklina w obcym dla niej języku, nawet jeśli się nim nie posługiwała – w tej chwili wcale nie musiała, bo te emocje można było chłonąć. I sama rzuciłaby się na pomoc, taka zresztą była też w tym wszystkim jej rola, ale w pierwszej kolejności musiała się zorientować gdzie kto jest i kto tej pomocy potrzebuje najbardziej. Przecież się nie rozdwoi. I w czasie, kiedy Cathal przywoływał wiatr, sama spróbowała wytworzyć strumień wody i zgasić zapaloną płachtę, bo jeszcze pożaru im tutaj brakowało…
Kształtowanie – strumień wody
Slaby sukces...