16.04.2025, 09:37 ✶
- Z takiej racji, że to pieprzone świry - burknął, pocierając dłonią kark. Nie wydawał się być zadowolony, niespecjalnie dotknęły go wyzwiska, ale ludzka niewdzięczność: już owszem. - Stwierdzili, że na pewno popieram tego zjeba, który za to odpowiada, bo mam na nazwisko jak mam. Niewdzięczne kurwy, bo właśnie wyniosłem nieprzytomną osobę z płonącego budynku. Och tak, na pewno sam podpaliłem ten budynek, bo miałem za mało pracy. Plan doskonały, nie?
Prychnął z irytacją, przewracając oczami, żeby Victoria na pewno zrozumiała, że to nie tyle co żart, a kwaśna ironia. Przecież to nie trzymało się kupy, żeby on jakkolwiek był za to odpowiedzialny. Ale ludzie chyba wyjebali mózgi przez okna, co było po części zrozumiałe - tylko powinni teraz uciekać, a nie się szarpać z przypadkowymi ludźmi.
- Chwila, co to znaczy, że mnie TEŻ? - spojrzał na kuzynkę podejrzliwie. Była na tyle znana, że domyślał się, że i ona mogła oberwać bluzgami za nazwisko. Ale kurwa mać, była też znana z tego, że narażała swoje życie na Beltane. Że była doskonałą aurorką, która chroniła całą magiczną społeczność. Kto mógł być aż takim debilem, żeby chociaż zasugerować jej, że to po części jej wina?
No i stało się. Kolejny raz musieli zgrywać bohaterów, bo ktoś potrzebował pomocy. Oboje dostali gnojem w mordę, a i tak rzucali się w pogoń za ludzkim życiem, które miało w każdej chwili ulecieć jak dym z peta. Aidan przesunął dziewczynę, bo oczywistym było, że nie zamierza jej niańczyć.
- Stój i czekaj - warknął tylko, widząc że kobieta chce biec za Victorią. - Vika, kurwa mać!
Ciekawa to była prośba o to, by na niego poczekała, ale odbiła się jak gumowa piłeczka od ściany. Ruszył za kuzynką, wyciągając różdżkę po drodze. Tej nocy jego umiejętności zawiodły kilkukrotnie, ale nie był nawet zdziwiony takim obrotem spraw: rzucał zaklęcia na oślep, dusząc się od dymu, zaciskając powieki żeby oczy przestały szczypać - nawet mistrz różdżki rzuciłby pierda zamiast porządnego zaklęcia.
Aidan rzucił się w pogoń za Victorią - nie bał się ognia nie tylko dlatego, że nie mógł spłonąć. Nie bał się ognia też dlatego, że gdy dochodziło do takich sytuacji, to po prostu wyłączał myślenie. Nie ratował tego typa, bo miał dobre serduszko: musiał towarzyszyć Lestrange, żeby nic jej się nie stało. To był czysty odruch, chociaż kto wie jak by zareagował, gdyby był sam i ta dziewczyna zaczęła prosić jego? W końcu to nie byłby pierwszy raz dzisiaj, gdzie wpieprzałby się prosto w ogień.
Victoria miała przewagę, więc odpuścił sobie prześciganie jej - zamiast tego widząc, że płomienie na schodach zatrzymały dziewczynę, chciał wyczarować wodę, która utorowałaby Vice przejście na górę.
Przewaga rodowa, przewaga odwaga, kształtowanie 4K na wytworzenie wody która ugasi dróżkę na górę po schodach
Prychnął z irytacją, przewracając oczami, żeby Victoria na pewno zrozumiała, że to nie tyle co żart, a kwaśna ironia. Przecież to nie trzymało się kupy, żeby on jakkolwiek był za to odpowiedzialny. Ale ludzie chyba wyjebali mózgi przez okna, co było po części zrozumiałe - tylko powinni teraz uciekać, a nie się szarpać z przypadkowymi ludźmi.
- Chwila, co to znaczy, że mnie TEŻ? - spojrzał na kuzynkę podejrzliwie. Była na tyle znana, że domyślał się, że i ona mogła oberwać bluzgami za nazwisko. Ale kurwa mać, była też znana z tego, że narażała swoje życie na Beltane. Że była doskonałą aurorką, która chroniła całą magiczną społeczność. Kto mógł być aż takim debilem, żeby chociaż zasugerować jej, że to po części jej wina?
No i stało się. Kolejny raz musieli zgrywać bohaterów, bo ktoś potrzebował pomocy. Oboje dostali gnojem w mordę, a i tak rzucali się w pogoń za ludzkim życiem, które miało w każdej chwili ulecieć jak dym z peta. Aidan przesunął dziewczynę, bo oczywistym było, że nie zamierza jej niańczyć.
- Stój i czekaj - warknął tylko, widząc że kobieta chce biec za Victorią. - Vika, kurwa mać!
Ciekawa to była prośba o to, by na niego poczekała, ale odbiła się jak gumowa piłeczka od ściany. Ruszył za kuzynką, wyciągając różdżkę po drodze. Tej nocy jego umiejętności zawiodły kilkukrotnie, ale nie był nawet zdziwiony takim obrotem spraw: rzucał zaklęcia na oślep, dusząc się od dymu, zaciskając powieki żeby oczy przestały szczypać - nawet mistrz różdżki rzuciłby pierda zamiast porządnego zaklęcia.
Aidan rzucił się w pogoń za Victorią - nie bał się ognia nie tylko dlatego, że nie mógł spłonąć. Nie bał się ognia też dlatego, że gdy dochodziło do takich sytuacji, to po prostu wyłączał myślenie. Nie ratował tego typa, bo miał dobre serduszko: musiał towarzyszyć Lestrange, żeby nic jej się nie stało. To był czysty odruch, chociaż kto wie jak by zareagował, gdyby był sam i ta dziewczyna zaczęła prosić jego? W końcu to nie byłby pierwszy raz dzisiaj, gdzie wpieprzałby się prosto w ogień.
Victoria miała przewagę, więc odpuścił sobie prześciganie jej - zamiast tego widząc, że płomienie na schodach zatrzymały dziewczynę, chciał wyczarować wodę, która utorowałaby Vice przejście na górę.
Przewaga rodowa, przewaga odwaga, kształtowanie 4K na wytworzenie wody która ugasi dróżkę na górę po schodach
Rzut PO 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!