16.04.2025, 17:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2025, 18:28 przez Hannibal Selwyn.)
Hannibal siedział płasko na podłodze, rozciągając zmęczone mięśnie. Powinni skończyć trening dwie godziny temu, ale Lauretta była dzisiaj nieubłagana, tańczyła, jakby sam szatan następował jej na pięty. Han kochał tańczyć i kochał ten moment, kiedy wyczerpanie i ból mięśni przeganiały wszystkie trudne myśli i emocje z jego głowy, a jeszcze bardziej kochał dzielić z kimś te chwile. Był szczęśliwy w nieco histeryczny, podlany adrenaliną sposób.
Westchnął, niezgrabnie podniósł tyłek z podłogi i przyklęknął na jedno kolano.
- Będziesz cisnąć, aż zacznę błagać o litość? - zapytał z uśmiechem, spoglądając spod wilgotnej czupryny na partnerkę. Zdeterminowana, spocona tak, jak on, ale niemal doskonale ukrywająca własne wyczerpanie. Piękna.
Podniósł się ciężko. Jego uda drżały i groziły, że po prostu się poddadzą - nie mógł sobie na to pozwolić. Zwłaszcza nie teraz, kiedy Lori patrzyła na niego z zawziętą miną i jakby wyzwaniem w oczach. Napiął i rozluźnił jedną, potem drugą nogę.
Cofnął się na miejsce, z którego powinien zacząć pierwszą sekwencję. Z każdym krokiem jego ruchy nabierały na nowo tanecznej gracji.
Brakowało mu muzyki. Zawsze, kiedy jego ciało wydawało się być na skraju wytrzymałości, to ona odwracała uwagę, niosła i pozwalała wycisnąć z siebie jeszcze trochę.
- Jeszcze jeden raz z naliczeniem, potem chcę spróbować z muzyką.- oznajmił, dając jednocześnie znać, że ma w sobie przynajmniej jeszcze ze dwie próby Stanął na pozycji, przestąpił z nogi na nogę i ruszył.
- I raz, i dwa i piruet, i raz, dwa, trzy i w dół i ty - mamrotał pod nosem, jedna sylaba na każdy bit wyimaginowanej muzyki. Na “w dół i ty” opadł na kolano, nieco gwałtowniej, niż zamierzał - jego kolano boleśnie uderzyło o parkiet, ale sapnął i skrzywił się tylko na sekundę. Z zaciśniętymi zębami zastygł w oczekiwanej pozycji z głową i ramionami odrzuconymi w tył, czarodziej oddający się całkowicie we władanie muzy.
Westchnął, niezgrabnie podniósł tyłek z podłogi i przyklęknął na jedno kolano.
- Będziesz cisnąć, aż zacznę błagać o litość? - zapytał z uśmiechem, spoglądając spod wilgotnej czupryny na partnerkę. Zdeterminowana, spocona tak, jak on, ale niemal doskonale ukrywająca własne wyczerpanie. Piękna.
Podniósł się ciężko. Jego uda drżały i groziły, że po prostu się poddadzą - nie mógł sobie na to pozwolić. Zwłaszcza nie teraz, kiedy Lori patrzyła na niego z zawziętą miną i jakby wyzwaniem w oczach. Napiął i rozluźnił jedną, potem drugą nogę.
Cofnął się na miejsce, z którego powinien zacząć pierwszą sekwencję. Z każdym krokiem jego ruchy nabierały na nowo tanecznej gracji.
Brakowało mu muzyki. Zawsze, kiedy jego ciało wydawało się być na skraju wytrzymałości, to ona odwracała uwagę, niosła i pozwalała wycisnąć z siebie jeszcze trochę.
- Jeszcze jeden raz z naliczeniem, potem chcę spróbować z muzyką.- oznajmił, dając jednocześnie znać, że ma w sobie przynajmniej jeszcze ze dwie próby Stanął na pozycji, przestąpił z nogi na nogę i ruszył.
- I raz, i dwa i piruet, i raz, dwa, trzy i w dół i ty - mamrotał pod nosem, jedna sylaba na każdy bit wyimaginowanej muzyki. Na “w dół i ty” opadł na kolano, nieco gwałtowniej, niż zamierzał - jego kolano boleśnie uderzyło o parkiet, ale sapnął i skrzywił się tylko na sekundę. Z zaciśniętymi zębami zastygł w oczekiwanej pozycji z głową i ramionami odrzuconymi w tył, czarodziej oddający się całkowicie we władanie muzy.