Mina Victorii mogła wyrażać, jak bardzo próbuje się powstrzymać, przed rzuceniem czegoś w stylu „to niech się pierdolą, niewdzięcznicy jebani” słysząc rewelacje Aidana. Miała zaciśnięte usta, lekko poruszające się płatki nosa, zmrużone oczy; ewidentnie zmełła przekleństwo, ale nic nie powiedziała. Nie to, że nie chciała – chciała, ale była tą osobą, która w większości najpierw myślała, a potem robiła, rzadko kiedy poddając się emocjom aż tak, by działać na ich fali. Ta już przeminęła, uderzyła o brzeg i obmyła jej stopy, gdy upewniła się, że Aidanowi nic nie jest, a reszta… Reszta miała zostać niewypowiedziana i niedopowiedziana. Nie, nie uważała, żeby Aidan był tu za cokolwiek odpowiedzialny. Ale chyba oboje mieli świadomość i pomysł co do tego, kto mógł być – i bała się tego bardzo. Konsekwencji. Łatwiej było się po prostu zatopić w pracy, w akcji, w działaniach – i nie myśleć. Nie analizować tego za bardzo. Było zbyt dużo osób, o które się tu martwiła. I o które jej serce truchlało.
– Ty tak powiedziałeś – to były wszak jego słowa: że jego też obrzucono błotem. Nie ją, nie. Ile osób odważyłoby się obrażać funkcjonariusza na służbie, w pełnym mundurze? Pewnie znalazłoby się kilkoro. Ale Victoria nie miała sobie nic do zarzucenia pod tym względem, przecież weszła do Limbo, i choć nigdy tego oficjalnie i publicznie nie potwierdziła, to i tak o tym plotkowano – o tym, że zmierzyli się tam z Voldemortem.
Sądziła, że ktoś musiał ich podsłuchać, gdy rozmawiali w lazarecie, bo jak inaczej…?
Victoria potknęła się w biegu po schodach. Co prawda szybko odzyskała równowagę, ale straciła na tym kilka cennych sekund, w trakcie których Aidan zdążył ją dogonić i ugasić ogień na drewnianej konstrukcji. Nie zdążyła mu podziękować, nie chciała tracić na to kolejnych sekund – zaraz wbiegła więc po schodach na piętro i co prawda zamierzała się rozejrzeć, ale w pierwszej kolejności zawołała:
– HALO, GDZIE PAN JEST? WYCIĄGNIEMY PANA! – otwarła drzwi do pierwszego pomieszczenia, które miała pod ręką, na wypadek, gdyby to akurat tam ojciec dziewczyny został uwięziony, ale na wszelki wypadek i tak nasłuchiwała, czy gdzieś nie stęka… Wypatrywała też, czy zaraz jakaś belka nie spadnie jej na głowę. Była przy tym gotowa wyczarować wodę, by ugasić ogień, chcąc utorować sobie drogę do mężczyzny, choć pilnowała, by nie była pod zbyt dużym ciśnieniem, nie chcąc bardziej uszkodzić płonącego budynku. Jeszcze tego brakowało, by wybiła dziurę w ścianie i coś zaczęło się tutaj walić…
// Percepcja ◉◉◉○○ na nasłuchiwanie/próbę dostrzeżenia mężczyzny i ewentualnego zagrożenia
Akcja nieudana
// Kształtowanie ◉◉◉◉○ na wodę do ugaszenia części ognia na piętrze
Akcja nieudana