16.04.2025, 22:15 ✶
– Ubraniu – powiedział, trochę może zbyt stanowczo, tak jakby właśnie tłumaczył pacjentowi, że kategorycznie nie może czegoś robić. Może i by doprecyzował, jaka dokładnie była to sytuacja, ale… Obawiał się, że to da Millie zbyt dużą podpowiedź o kogo tak naprawdę chodziło.
Pierwsza część porady Moody miała… Sens. Druga część… Na drugą część rzeczywiście trochę zakrztusił się herbatą. Najgorsze, że nie myślał o tym w taki sposób, ale… Naprawdę wątpił, czy ze wszystkich możliwych pozycji, to byłoby coś, co go akurat najbardziej interesowało. A jeśli rzeczywiście tak by było, to chyba jednak wolałby już się zakochać, bo byłoby to mniej żenujące. Nie, że leżał pod kimś. To przy jego kondycji i zdrowiu nie było dziwne. Bardziej chodziło o część z ciastem.
– Millie… – Zaczął poważnie, tak aby nie było żadnej wątpliwości, że chce usłyszeć szczerą rozmowę. – Czy ty właśnie oferujesz, że spróbujesz przyszpilić mnie do ziemi? – Nie oceniał. Po prostu powiedział to zdanie na poważnie, tak aby sama zrozumiała, jak ono brzmiało. Lubił Millie. Naprawdę. Uwielbiał wspólne rozmowy przy kawie i dalej wracał myślami do plaży, orientując się, że o ile wspomnienia strachu zaczynały blednąć, tak te przyjaciółki, kiedy go uspokajała, wciąż trwały barwne w jego głowie. Nie był jednak przekonany, że chciał, aby na nim siedziała, aby w ramach nauki, przetestować które pozycje lubił. – To… Dobra rada, ta pierwsza część, ale… Czekaj, co? Jaki kowen? Nie, czekaj, Millie żartowałem.
Kurwa mać. Dlaczego to powiedział? Przecież wiedział, jak to się mogło skończyć. Naprawdę nie spodziewał się takiej reakcji? Czemu nie spodziewał się takiej reakcji? Miał wrażenie, że z jednej strony Millie mogła zrobić, co chciała. Z drugiej nie był pewny, czy dostaniesz 25 galeonów, liczyło się jako dobra motywacja do takiej decyzji.
– Naprawdę jak chcesz 25 galeonów, możemy założyć się o coś innego. Albo po prostu ci je dam.
Pierwsza część porady Moody miała… Sens. Druga część… Na drugą część rzeczywiście trochę zakrztusił się herbatą. Najgorsze, że nie myślał o tym w taki sposób, ale… Naprawdę wątpił, czy ze wszystkich możliwych pozycji, to byłoby coś, co go akurat najbardziej interesowało. A jeśli rzeczywiście tak by było, to chyba jednak wolałby już się zakochać, bo byłoby to mniej żenujące. Nie, że leżał pod kimś. To przy jego kondycji i zdrowiu nie było dziwne. Bardziej chodziło o część z ciastem.
– Millie… – Zaczął poważnie, tak aby nie było żadnej wątpliwości, że chce usłyszeć szczerą rozmowę. – Czy ty właśnie oferujesz, że spróbujesz przyszpilić mnie do ziemi? – Nie oceniał. Po prostu powiedział to zdanie na poważnie, tak aby sama zrozumiała, jak ono brzmiało. Lubił Millie. Naprawdę. Uwielbiał wspólne rozmowy przy kawie i dalej wracał myślami do plaży, orientując się, że o ile wspomnienia strachu zaczynały blednąć, tak te przyjaciółki, kiedy go uspokajała, wciąż trwały barwne w jego głowie. Nie był jednak przekonany, że chciał, aby na nim siedziała, aby w ramach nauki, przetestować które pozycje lubił. – To… Dobra rada, ta pierwsza część, ale… Czekaj, co? Jaki kowen? Nie, czekaj, Millie żartowałem.
Kurwa mać. Dlaczego to powiedział? Przecież wiedział, jak to się mogło skończyć. Naprawdę nie spodziewał się takiej reakcji? Czemu nie spodziewał się takiej reakcji? Miał wrażenie, że z jednej strony Millie mogła zrobić, co chciała. Z drugiej nie był pewny, czy dostaniesz 25 galeonów, liczyło się jako dobra motywacja do takiej decyzji.
– Naprawdę jak chcesz 25 galeonów, możemy założyć się o coś innego. Albo po prostu ci je dam.