• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin

[08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
17.04.2025, 01:16  ✶  
Londyn płonął, ogień zżerał miasto. Pożar rozprzestrzeniał się z szybkością, która przyprawiała o dreszcze. Wiedziałem, że powinienem się stąd wynosić, jeszcze zanim zrobiło się gorąco, ale jak to zwykle bywa, życie potrafi zaskakiwać. Powinienem był już dawno opuścić to miejsce, zabrać się do domu w Exmoor, ale nie - zamiast tego przez blisko dwie godziny kluczyłem po Londynie, odprowadzając nieznaną mi kobietę do Ministerstwa Magii. Nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie początek lawiny kłopotów - to był moment, w którym cała moja ostrożność wzięła w łeb. Później, w mgnieniu oka, znalazłem się w sytuacji, w której musiałem ratować drugą kobietę, która nagle znalazła się w niebezpieczeństwie.
Od samego początku czasu na ucieczkę było mało, jednak los postanowił zagrać ze mną w niebezpieczną minigrę, rzucić mi kilka pobocznych questów, których ani nie chciałem, ani nie potrzebowałem - niespecjalnie czułem konieczność dbać o mój character development i okazywać się lepszą osobą, niż w rzeczywistości, ale oto byłem, dwukrotnie zachowując się bohatersko w zamian za zupełne nic, pro publico bono - mimo to zostałem wciągnięty w wir wydarzeń, które związały mnie z tym piekłem na znacznie dłużej, niż planowałem.
Nie miałem czasu na refleksję, gdy wpadłem do mieszkania, gdzie przechowywałem swoje rzeczy, zdążyłem zgarnąć tylko część gratów, zanim ogień zbliżył się do mojego piętra. Zabrakło mi zarówno czasu, jak i cierpliwości. Moje myśli przez cały czas krążyły wokół jednego - trzeba działać, nadrobić stracony czas, spierdalać stąd i to jak najszybciej. Musiałem wpaść, zgarnąć co mogłem, zanim wszystko zamieniło się w popiół i wypaść. W pośpiechu zapakowałem tylko najpotrzebniejsze przedmioty, zanim gęsty dym pochłonął cały budynek, zmuszając mnie do ucieczki. Wybór był prosty - albo zostawić część dorobku, albo jeszcze bardziej się narazić. Być może nie miałem czasu na zbieranie wszystkich rzeczy, ale mogłem przynajmniej wziąć to, co najważniejsze, i nie dać się zaczadzić. Nie miałem czasu na sentymenty, ale w głębi duszy żałowałem, że muszę zostawić część swoich rzeczy.
Tym bardziej, że przez to, po szybkim przeglądzie inwentarza, byłem zmuszony wpaść do mieszkania przyjaciela, gdzie na strychu miałem część swoich dodatkowych gratów. Miałem nadzieję, że jego kamienica będzie w lepszym stanie, ale w obliczu tego, co działo się na zewnątrz, wątpiłem, czy to w ogóle miało znaczenie. Najważniejsze, żeby nie było tam zbyt gęsto od dymu... I nie było. Całe szczęście mogłem dostać się na ostatnie piętro, zgarniając dodatkowe fanty.
Rzuciłem okiem na swoje buty - były w porządku, lekko zniszczone, ale wciąż nadawały się do ucieczki. Tył kurtki zdecydowanie był osmolony, ale nie przypalony. Poza tym reszta była w porządku. Kefija zawiązana wokół twarzy miała mnie chronić przed dymem i pyłem, który unosił się w powietrzu, i w miarę spełniała swoje zadanie, chociaż i tak czułem, że nawdychałem się zbyt dużo syfu. Poprawiłem włosy związane w kitkę, czując, jak pot spływa mi po karku, i obiecując sobie, że nie tylko nie zrobię sobie po tym grzywki, o której rozmawiałem z jedną z nieznajomych, lecz w ogóle obetnę się na krótko, jak najkrócej, może nawet opitolę się praktycznie na łyso.
Nerwowo zlustrowałem korytarz, z każdą sekundą czując, jak powietrze staje się coraz bardziej duszne. Musiałem działać - w tej chwili nie miałem czasu na dalsze rozważania. Zgarnąłem plecak i torbę, sprawdzając, czy na pewno mam wszystko, co niezbędne. Każdy z tych ruchów był automatyczny, ale wciąż pełen napięcia - nic dziwnego, bo w końcu dźwięk ognia za oknami, z minuty na minutę, stawał się coraz głośniejszy. Zbierałem się w pośpiechu, dorzucając do plecaka tylko to, co wydawało się przydatne. Sprawdziłem zapięcia na pasie do noży, upewniłem się, że różdżka jest na swoim miejscu w rękawie, a gnat przy pasku był naładowany. Miałem nadzieję, że tym razem nie będę musiał ich używać, ale w obliczu tego, co się działo, nigdy nie mogłem być pewny.
Zmusiłem się do skupienia, poprawiłem włosy i wziąłem głęboki oddech, zanim nasunąłem chustkę na twarz. Czas płynął nieubłaganie - wiedziałem, że nie mogę dłużej zwlekać. Upewniwszy się, że wszystko jest gotowe, ruszyłem w stronę zejścia na trzecie piętro. Torba grzechotała przy każdym moim kroku, w głowie miałem tylko jedną myśl - spierdalać. Planowałem w końcu zniknąć z Londynu, poprzysięgając sobie, że już nic nie mogło mnie przed tym powstrzymać, ale najpierw musiałem spróbować złapać jeszcze kogokolwiek z moich własnych towarzyszy. To wydawało mi się wyjątkowo zrozumiałe, skoro jednego widziałem w tłumie, najpewniej zmierzającego w tym kierunku - po drodze na dół musiałem spróbować zgarnąć Eliasa, jeżeli rzeczywiście wrócił do siebie, bo nie zamierzałem zostawiać go samego w tym piekle, wcześniej ratując zupełnie obce osoby, żeby później nie zainteresować się kimś swoim.
Starałem się pokonać schody jak najszybciej, zeskakując po kilka stopni na raz. Zaledwie kilka kroków dzieliło mnie od drugiego piętra, potem pierwszego, parteru i wolności, ale w momencie, gdy wypadłem na półpiętro, zamachnąwszy się torbą, prawie cisnąłem nią w zupełnie nieoczekiwaną osobę stojącą przed drzwiami Corneliusa. Geraldine - wygodnie pominąłem fakt, że ja z nią też byliśmy spokrewnieni i to całkiem blisko - babsztyl Ambroise'a.
- Melde! - Wyrwało mi się, gdy szarpnąłem rzeczami do tyłu, zamiast zrzucić je z półpiętra, żeby w nią nimi nie uderzyć, przy czym prawie straciłem równowagę i ostatnie schody pokonałem wymuszonym skokiem z twardym lądowaniem, asekuracyjnie łapiąc się poręczy. Złapałem bardzo gwałtowny oddech, prostując się i nie czekając na jej reakcję.
- Daluj szobie... - Zacząłem, w tym samym momencie, w którym odzyskałem dech, bo bez względu na to, co zamierzała powiedzieć, nie miałem na to czasu. Byłem pewien, że nie ma sensu wyjaśniać sytuacji, bo ostatnie, czego potrzebowałem, to wdanie się w dialog z kimś, kto mógł mnie spowolnić. - Nie ma ich. Są bespieszni. - Stwierdziłem, że to powinno jej wystarczyć, zwłaszcza, że w tym samym momencie uniosłem wzrok nad jej ramię, dostrzegając młodego mężczyznę, który stał za nią. Moje zmysły były wyostrzone jak nigdy dotąd, bo w obliczu szalejącego ognia każdy detal miał znaczenie, więc szybko wyłapałem, co mi w nim nie gra. Do listy rzeczy, jakie pojawiły mi się w głowie, dorzuciłem fakt, że był oblany czymś czerwonym. Krew? Nie, to nie była krew. Zmrużyłem oczy, próbując dostrzec więcej szczegółów. Miał na sobie coś, co wyglądało jak farba, ale nie miałem czasu, by to zbadać. W mojej głowie pojawiły się same niecenzuralne słowa, które idealnie oddawały moją frustrację, ale czekałem na jakąś reakcję z którejkolwiek strony.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2818), Astaroth Yaxley (2073), Benjy Fenwick (4414), Elias Bletchley (1859), Geraldine Greengrass-Yaxley (2460)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.04.2025, 22:10
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Benjy Fenwick - 17.04.2025, 01:16
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Astaroth Yaxley - 17.04.2025, 20:10
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Elias Bletchley - 17.04.2025, 21:43
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.04.2025, 21:32
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.04.2025, 22:24
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Benjy Fenwick - 25.04.2025, 19:58
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Astaroth Yaxley - 25.04.2025, 23:30
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Elias Bletchley - 26.04.2025, 13:53
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 28.04.2025, 18:34
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 29.04.2025, 08:14
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Benjy Fenwick - 29.04.2025, 14:34
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Astaroth Yaxley - 29.04.2025, 16:45
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Elias Bletchley - 04.05.2025, 21:47
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.05.2025, 00:38
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.05.2025, 08:53
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Benjy Fenwick - 08.05.2025, 00:13
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Astaroth Yaxley - 09.05.2025, 14:16
RE: [08.09.1972] team meeting | Ambroż, Asek, Benek, Eliasz i Żeraldin - przez Elias Bletchley - 18.05.2025, 16:10

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa