17.04.2025, 13:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.03.2026, 10:14 przez Rodolphus Lestrange.)
Gdy Lestrange patrzył w lustro jeszcze kilka tygodni temu, widział kogoś, kim w obecnej sytuacji by gardził. Widział osobę słabą, zależną od innych - widział kogoś, kto był na każde skinienie ludzi w zasadzie mu obcych. A teraz? Teraz, gdy opuścił Mauzoleum, gdy Robert nie żył, w końcu mógł spojrzeć w lustro i myśleć, że znalazł się nareszcie w miejscu, w którym chciał być od zawsze. To on pociągał za sznurki, to on nadawał tor kolejnym wydarzeniom. To on sterował tym okrętem, nawet jeżeli codziennie musiał zmagać się z falami, które próbowały go zmyć z pokładu. Czy zgubił siebie? Nie - prędzej się odnalazł. W końcu stał pewnie na nogach, ale żeby to osiągnąć, musiał metaforycznie umrzeć. Jeden raz, drugi. Być może umrze niedługo po raz trzeci, a wtedy będzie na tyle godny, by stanąć bezpośrednio u boku Mistrza, razem ze swoim kuzynem. A może, tak jak do tej pory, wciąż będzie tylko pionkiem? Nie miał ambicji, by zajmować konkretne pozycje: miał jednak ambicje, by być użytecznym narzędziem w rękach Voldemorta. Narzędziem jednak, które myśli, a nie jest tylko szmacianką, którą można sterować tak, jak się komuś podoba.
Spodobał mu się ten chłód w jej oczach. Podejrzewał, że gdyby Mulciber nie gryzł teraz ziemi, to cały ten projekt mógłby runąć jak domek z kart. W tego typu działaniach konieczne było zaufanie, nawet jeżeli nie znali się jeszcze na tyle, by ochraniać własne plecy. Jednak w Cynthii widział to, co w sobie samym - głód wiedzy i zrozumienie dla przekraczania granic. Kolejnych i kolejnych, aż w końcu te granice zatrą się i przestaną być czymś, co ich będzie ograniczało. Musieli działać ostrożnie, owszem, lecz w końcu będą musieli podjąć ryzyko. On jedno ryzyko podjął dzisiaj, sprowadzając Cynthię do tej piwnicy. Kolejne podejmą pewnie już niedługo, gdy będą dopadać inny, bardziej wdzięczny obiekt od tego, którego uspokoiła Flint.
Mężczyzna był otępiały nie tylko przez energię, którą mu przekazała - był otępiały przez nieustanny ból tak fizyczny, jak i psychiczny. Patrzył na kobietę z początku bez wyrazu, jakby nie do końca wiedział, co się wokół niego dzieje i co miało się zaraz stać. Lestrange z kolei doskonale wiedział, co się wokół niego działo: widział, jak Cynthia podwija sukienkę, jak odsłania kawałek uda, do którego przytroczona była zarówno różdżka, jak i skalpel. Kulturalnie odwrócił wzrok, chociaż z trudem, zastanawiając się przez chwilę czy to była natura Cynthii, czy też robiła to w pełni świadomie, tak jak mu czasem zdarzało się w pełni świadomie przesuwać dłonią po skórze kobiet, by poczuły przyjemny dreszcz emocji, które niósł za sobą ten dotyk.
- Wstań - powiedział zdecydowanie, acz wciąż cicho, sięgając po swoją różdżkę. Nie był nigdy dobry w translokacji, lecz był niemalże doskonały w urokach. Gdy tylko pochwycił wzrok ich obiektu, wycelował w niego różdżką. Mężczyzna z widocznym trudem dźwignął się na nogi, tak że Lestrange bez przeszkód mógł otworzyć niewielką jak dla rozmiarów dorosłego człowieka klatkę. - Przejdź do stołu.
Jego polecenia nie były zimne i twarde, nie smagały niczym bicz. Były łagodne, niemalże akademickie, jeżeli chodzi o ton. Mówił jak nauczyciel, który jest surowy, lecz jednocześnie sprawiedliwy. Lecz czy można było nazwać go sprawiedliwym w tej chwili? Czy sprawiedliwe było to, co mieli zamiar za chwilę zrobić z Cynthią? Czy było sprawiedliwe mieć w planach morderstwo z zimną krwią?
Mężczyzna powłóczył nogami niczym zombie. Nie dlatego, że się w niego zamienił lecz dlatego, że mrowiło mu całe ciało od niewygodnej pozycji i zimna. Był tak osłabiony, że nie było możliwości, by się bronił przed Rodolphusem. Był podatny, cholernie podatny na jakiekolwiek polecenia - zmęczony umysł nie potrafił się bronić.
- Połóż się - Lestrange wciąż patrzył na mężczyznę, mrużąc przy tym nieznacznie oczy. - Cynthio, będziesz tak miła i zapniesz pasy?
Pasy... Przy stole, do którego mieli przywiązać mężczyznę, znajdowały się zarówno skórzane, mocne pasy, jak i łańcuchy, które miały je wzmocnić. Zanim zaczną, należało się upewnić, że obiekt nie przysporzy im kłopotów - nie spróbuje się uwolnić, nie będzie się szarpać. Unieruchomić można było mu nie tylko kończyny, lecz także głowę.
- Zwykle wdzieram się do ich umysłów, by wyciągnąć na wierzch najbardziej bolesne wspomnienia - powiedział, będąc gotowym by pomóc Cynthii w przywiązaniu mężczyzny do stołu. - Potem wtłaczam przy pomocy magii obrazy, które przepowiedzą im przyszłość. Śmierć. Żeby wiedzieli, że to już koniec. Dla osobnych badań zostawiam furtkę, żeby porównać jak się zachowają, gdy wszczepię im nadzieję.
Spodobał mu się ten chłód w jej oczach. Podejrzewał, że gdyby Mulciber nie gryzł teraz ziemi, to cały ten projekt mógłby runąć jak domek z kart. W tego typu działaniach konieczne było zaufanie, nawet jeżeli nie znali się jeszcze na tyle, by ochraniać własne plecy. Jednak w Cynthii widział to, co w sobie samym - głód wiedzy i zrozumienie dla przekraczania granic. Kolejnych i kolejnych, aż w końcu te granice zatrą się i przestaną być czymś, co ich będzie ograniczało. Musieli działać ostrożnie, owszem, lecz w końcu będą musieli podjąć ryzyko. On jedno ryzyko podjął dzisiaj, sprowadzając Cynthię do tej piwnicy. Kolejne podejmą pewnie już niedługo, gdy będą dopadać inny, bardziej wdzięczny obiekt od tego, którego uspokoiła Flint.
Mężczyzna był otępiały nie tylko przez energię, którą mu przekazała - był otępiały przez nieustanny ból tak fizyczny, jak i psychiczny. Patrzył na kobietę z początku bez wyrazu, jakby nie do końca wiedział, co się wokół niego dzieje i co miało się zaraz stać. Lestrange z kolei doskonale wiedział, co się wokół niego działo: widział, jak Cynthia podwija sukienkę, jak odsłania kawałek uda, do którego przytroczona była zarówno różdżka, jak i skalpel. Kulturalnie odwrócił wzrok, chociaż z trudem, zastanawiając się przez chwilę czy to była natura Cynthii, czy też robiła to w pełni świadomie, tak jak mu czasem zdarzało się w pełni świadomie przesuwać dłonią po skórze kobiet, by poczuły przyjemny dreszcz emocji, które niósł za sobą ten dotyk.
- Wstań - powiedział zdecydowanie, acz wciąż cicho, sięgając po swoją różdżkę. Nie był nigdy dobry w translokacji, lecz był niemalże doskonały w urokach. Gdy tylko pochwycił wzrok ich obiektu, wycelował w niego różdżką. Mężczyzna z widocznym trudem dźwignął się na nogi, tak że Lestrange bez przeszkód mógł otworzyć niewielką jak dla rozmiarów dorosłego człowieka klatkę. - Przejdź do stołu.
Jego polecenia nie były zimne i twarde, nie smagały niczym bicz. Były łagodne, niemalże akademickie, jeżeli chodzi o ton. Mówił jak nauczyciel, który jest surowy, lecz jednocześnie sprawiedliwy. Lecz czy można było nazwać go sprawiedliwym w tej chwili? Czy sprawiedliwe było to, co mieli zamiar za chwilę zrobić z Cynthią? Czy było sprawiedliwe mieć w planach morderstwo z zimną krwią?
Mężczyzna powłóczył nogami niczym zombie. Nie dlatego, że się w niego zamienił lecz dlatego, że mrowiło mu całe ciało od niewygodnej pozycji i zimna. Był tak osłabiony, że nie było możliwości, by się bronił przed Rodolphusem. Był podatny, cholernie podatny na jakiekolwiek polecenia - zmęczony umysł nie potrafił się bronić.
- Połóż się - Lestrange wciąż patrzył na mężczyznę, mrużąc przy tym nieznacznie oczy. - Cynthio, będziesz tak miła i zapniesz pasy?
Pasy... Przy stole, do którego mieli przywiązać mężczyznę, znajdowały się zarówno skórzane, mocne pasy, jak i łańcuchy, które miały je wzmocnić. Zanim zaczną, należało się upewnić, że obiekt nie przysporzy im kłopotów - nie spróbuje się uwolnić, nie będzie się szarpać. Unieruchomić można było mu nie tylko kończyny, lecz także głowę.
- Zwykle wdzieram się do ich umysłów, by wyciągnąć na wierzch najbardziej bolesne wspomnienia - powiedział, będąc gotowym by pomóc Cynthii w przywiązaniu mężczyzny do stołu. - Potem wtłaczam przy pomocy magii obrazy, które przepowiedzą im przyszłość. Śmierć. Żeby wiedzieli, że to już koniec. Dla osobnych badań zostawiam furtkę, żeby porównać jak się zachowają, gdy wszczepię im nadzieję.
Koniec sesji