Ricie ulżyło, naprawdę jej ulżyło, kiedy zobaczyła w tłumie swojego brata. Był bezpieczny, nie wyglądał może najlepiej, ale nie ma się co dziwić, w końcu był tutaj, zupełnie sam kiedy wszystko się zaczęło. Ona miała więcej szczęścia, bo przecież była z częścią urodziny, wiedziała, że jest bezpieczna. On nie miał tego poczucia, przeżywał to wszystko samotnie. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak musiało to w niego uderzyć. Nie wiedział na pewno co się dzieje, spanikowani ludzie biegali ulicami miasta, a on między nimi, zupełnie sam. To było przytłaczające, ta myśl, że nie było jej przy swoim bliźniaku, w końcu łączyła ich ta wyjątkowa więź. Na szczęście nic strasznego mu się nie przytrafiło. Wydawał się może być nieco zagubiony w tym wszystkim, ale chyba każdy był. To była zupełnie niespodziewana sytuacja, pożary zaczęły się nagle, nie można było tego przewidzieć.
- Przyszliśmy po Ciebie. - Miała świadomość, że nie było tu bezpiecznie, ale czy ją to obchodziło jakoś szczególnie? No nie, nie kiedy jej brat nie znajdował się z nimi w ministerstwie, nie kiedy nie miała pewności, że i jemu nie stała się krzywda. Rodzina od zawsze była jej priorytetem, nie mogłaby siedzieć w Ministerstwie ze świadomością, że Jessie jest sam pośród tego chaosu.
- Mama też Cię szukała. - O Charlotte można było powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że miała gdzieś swoje dzieci, może bywała nieco zaborcza i lubiła narzucać swoje zdanie, jednak dzieci były zawsze dla niej najważniejsze. Rita miała tego świadomość.
- Rozdzieliliśmy się, żeby Was znaleźć. - Tak było zdecydowanie szybciej, mogli szukać w dwóch miejscach równocześnie, zamiast iść po braci pojedynczo, większe szanse na to, że dotrą do każdego z nich na czas. Zresztą czuła, że Theo sobie poradzi, miał te samą umiejętność co ona, ogień nie mógł go skrzywdzić, to Jessie wydawał się być w największym niebezpieczeństwie.
Spojrzała na wujka mrużąc oczy. Wyszła z ministerstwa tak jak stała, poza różdżką nie miała przy sobie niczego, nie miała pojęcia dlaczego zakładał, że ma przy sobie wodę, mogłaby ją ewentualnie wyczarować? Tylko po co, musieli spadać stąd jak najszybciej, przegrupować się i pomyśleć o tym, co mieli robić dalej.
- Nie mam. - Odpowiedziała jeszcze, bo wymagała tego kultura, chociaż odpowiedź na jego pytanie wydawała się być oczywista.
Nie wydawało jej się, aby stan mieszkania, był aktualnie najbardziej palącą sprawą, była to tylko rzecz materialna, która nie miała większego znaczenia patrząc na tę tragedię, która działa się na ich oczach, nie zdziwiłoby jej wcale, jeśli rankiem nie mieliby dokąd wrócić, obawiała się, że może to spotkać wiele kamienic w Londynie.