18.04.2025, 16:22 ✶
– Odkąd sięgam pamięcią, Widzący dostrzegali rzeczy na przeróżne, niekoniecznie zrozumiałe dla mnie sposoby. Nie myślałaś o tym, że być może twój dar objawia się inaczej niż u reszty rodziny? – Od razu po powiedzeniu tego pożałował. Ha, oto coś, co cię gnębi od lat – na pewno tego do końca nie przemyślałaś. Może jeszcze wyjaśni jej męskim językiem inne prawdy tego świata? Bo przecież kobietki były takie drobne, takie bezbronne, takie potrzebujące wiecznej pomocy… Ha, nie w jego języku. Nie w języku kogoś, kto całe swoje ciało wytatuował mądrościami Pani Księżyca. Któż miał szanować kobiety bardziej niż ktoś, kto z taką pasją spoglądał w stronę Matki? I ta niechęć do czegoś, co sam wygłosił, znalazła odbicie w tym jak wyglądał. Żałował własnych słów! Nawet przesunął palcami po twarzy, a później zaczesał za ucho niesforny kosmyk włosów, ale nie wycofał się z tego, nie wydusił żadnego, panicznego „wiesz co, nieważne” – zwyczajnie oczekiwał puszczenia tego mimo uszu. Zamiast wyczekiwać „co ty nie powiesz”, szybko przeszedł do złożonej mu propozycji. – Ja wierzę. – Przyznał to bez ogródek. I nie była to najdziwniejsza rzecz, w jaką wierzył. Cichy chichot Wulfwyn, kiedy wypowiedział te słowa sprawiał, że wykrzywił nieco usta. Potrzebował kilku sekund, aby powrócił na nie spokojny, ciepły uśmiech. – W tarot, przepowiednie. – W ciebie. Czy to nie za szybko? Pragnął ją poznać, nie zaś zalać gradem własnych oczekiwań. – I chciałbym. – Mógłby nawet i teraz, o ile nosiła przy sobie karty na pierwsze randki. – Wielu czarodziejów unika wróżbiarstwa jak ognia, bo im się wydaje, że to zaprzeczenie ich wolnej woli. Jakby wszystko zostało już zaplanowane. Ale to przecież nie jest prawda, czyż nie? Ja postrzegam to raczej jako krzyżowanie się ludzkich zamiarów i intencji, chociaż… Przez to, że lubię takie ciekawostki, ostatnio poprosiłem kolegę, żeby mi wyciągnął kartę na „teraz” i druga wróżbitka kazała mi patrzeć pod nogi. Wywróciłem się ledwie kilka sekund później. Czasami… bogowie lubią dawać mi pstryczka w nos.
Niby się wygłupił, jeśli szło o jego standardy przynajmniej, ale po nabraniu powietrza w usta, najbardziej wygłupił się zapewne reakcją. Trochę jak wtedy, kiedy ludzie przepraszają lub zamykają się w sobie po powiedzeniu niewidomemu „dowidzenia”, chociaż ludzie bez nóg twierdzili, że gdzieś „poszli” – problem w tym wszystkim widzieli tylko ci, którzy się nadmiernie, do przesady wręcz, skupiali na doborze słów. Ale któż miał bronić dobrych dialogów, kobiet i języka, jeżeli nie poeci?
Niby się wygłupił, jeśli szło o jego standardy przynajmniej, ale po nabraniu powietrza w usta, najbardziej wygłupił się zapewne reakcją. Trochę jak wtedy, kiedy ludzie przepraszają lub zamykają się w sobie po powiedzeniu niewidomemu „dowidzenia”, chociaż ludzie bez nóg twierdzili, że gdzieś „poszli” – problem w tym wszystkim widzieli tylko ci, którzy się nadmiernie, do przesady wręcz, skupiali na doborze słów. Ale któż miał bronić dobrych dialogów, kobiet i języka, jeżeli nie poeci?
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr