18.04.2025, 18:21 ✶
– Wydaje mi się, że pierwotnie się zeszli, ale nawet nie zdążyli wszystkich o tym poinformować, kiedy już się rozstali. I tak przynajmniej dwa razy – powiedział zastanawiając się nad tym przez chwilę, bo prawdę mówiąc on sam nie do końca orientował się w tym związku. Jeśli chodziło o relacje romantyczne, Prewett był raczej dość praktyczny, albo przynajmniej na tyle normalny, by nie rozumieć sensu kontynuowania czegoś tak chaotycznego, jak relacja tamtej dwójki. – W każdym razie podobno Lucas dzisiaj popłakał się przy pacjentce i ta myślała, że zareagował tak na jej ranę. Biedna założyła, że jest bardzo źle. Nie było. Ale z lepszych wiadomości, słyszałem, że Dorian wreszcie szykuje się, aby oświadczyć się swojej dziewczynie. Po ilu? Dziesięciu latach?
Basilius wziął łyka herbaty. Sam za dramatami miłosnymi szczególnie nie przepadał. Szczególnie tymi, które były związane z jego życiem prywatnym, ale prawdę mówiąc po przeczytaniu kilku pozycji o tej tematyce, też nie uważał się za fana fikcyjnych romansów. Te książki, z którymi się zapoznał były... Nudne. Bohaterowie schematyczni, dramaty nienaturalnie wyolbrzymione, kłótnie głupie, a wiadome sceny do bólu powtarzalne i niemal identyczne w każdej książce. Nawet humoru nie było tam za wiele. A szkoda. Książce romantycznej z humorem, może i dałby szansę. Wołał jednak inne publikacje.
Ale plotkowanie na temat współpracowników było czymś innym. Nie umiał tego wytłumaczyć, ale jednak tego typu spotkania z panią Bletchley, podczas którym wymieniali się szpitalnymi aferami, należały do grupy jego ulubionych przerw w pracy.
– Szczęśliwie dzisiaj jest na razie spokojnie – powiedział, zerkając na kolejnego papierosa w dłoni kobiety, przez chwilę rozważając, czy nie poprosić jej jednak o nie palenie przy nim, ale uznał, że dopóki dym nie będzie mu szalenie przeszkadzać, nie będzie odbierać pani Bletchley możliwości palenia na przerwie. Zwłaszcza, że przecież ewidentnie starała się nie dmuchać w jego stronę. – Mam nadzieję, że u pani podobnie.
Basilius wziął łyka herbaty. Sam za dramatami miłosnymi szczególnie nie przepadał. Szczególnie tymi, które były związane z jego życiem prywatnym, ale prawdę mówiąc po przeczytaniu kilku pozycji o tej tematyce, też nie uważał się za fana fikcyjnych romansów. Te książki, z którymi się zapoznał były... Nudne. Bohaterowie schematyczni, dramaty nienaturalnie wyolbrzymione, kłótnie głupie, a wiadome sceny do bólu powtarzalne i niemal identyczne w każdej książce. Nawet humoru nie było tam za wiele. A szkoda. Książce romantycznej z humorem, może i dałby szansę. Wołał jednak inne publikacje.
Ale plotkowanie na temat współpracowników było czymś innym. Nie umiał tego wytłumaczyć, ale jednak tego typu spotkania z panią Bletchley, podczas którym wymieniali się szpitalnymi aferami, należały do grupy jego ulubionych przerw w pracy.
– Szczęśliwie dzisiaj jest na razie spokojnie – powiedział, zerkając na kolejnego papierosa w dłoni kobiety, przez chwilę rozważając, czy nie poprosić jej jednak o nie palenie przy nim, ale uznał, że dopóki dym nie będzie mu szalenie przeszkadzać, nie będzie odbierać pani Bletchley możliwości palenia na przerwie. Zwłaszcza, że przecież ewidentnie starała się nie dmuchać w jego stronę. – Mam nadzieję, że u pani podobnie.