19.04.2025, 13:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 17:59 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Exmoor, poranek, 10 września, piwnica
Był bardzo wczesny, mglisty poranek, niebo było zasnute chmurami, które zdawały się pochłaniać każdy promień słońca. Nie była to jeszcze połowa września, a jednak czułem się tak, jakby lato już dawno odeszło, pozostawiając po sobie tylko chłód i nostalgię. Szarość poranka spowijała wszystko wokół - jezioro, drzewa, pola, góry. Mgła snuła się nisko nad ziemią, sprawiając, że cała okolica wydawała się odcięta od świata, zamknięta w pomiędzy jawą i snem. W porównaniu z gwarnym Londynem, ogarniętym paniką i zniszczeniem, tu panowała prawie całkowita cisza. Tylko od czasu do czasu zakłócał ją odległ krzyk odlatujących ptaków lub odgłos kroków, które słychać było z oddali, gdy ktoś się kręcił po pomieszczeniach. W tej ciszy, przerywanej tylko od czasu do czasu, można było poczuć coś grobowego - coś, co nie dawało spokoju. Od wczoraj miałem wrażenie, że powtarzaliśmy ten sam scenariusz - scena po scenie, jakbyśmy znaleźli się w pętli czasowej - cichy, nerwowy dzień w Exmoor, który kontrastował z wczorajszą nocą, kiedy to Londyn płonął.
Było nas sześcioro - z wyłączeniem Fabiana, nie licząc skrzatów domowych i zwierząt. Ci ludzie, chociaż tuż obok siebie, wydawali się odlegli, jakby każdy z nich był zamknięty w swoim własnym świecie. Wciąż kręcili się po pomieszczeniach, od czasu do czasu rozmawiając cicho, wymieniając spojrzenia, które niosły więcej pytań niż odpowiedzi. Te rozmowy, chociaż krótkie, miały swój ciężar, jakby każde słowo ważyło więcej, niż powinno, podkreślając napięcie tego poranka.
Ciotka Ursula chodziła poirytowana, nerwowo przestępując z nogi na nogę, czekając na powrót Corneliusa, który pracował w ministerstwie i jeszcze nie wrócił, i Ambroise'a, który nadal był w Mungu. Widok jej nerwowych kroków i dźwięk zniecierpliwionego pocmokiwania nie pomagał mi się rozluźnić. Jej ruchy były nerwowe, a spojrzenie pełne niepokoju, choć próbowała je ukrywać. Zawsze była taką osobą, która potrafiła sztywno usiedzieć na miejscu, nie ruszając się przez wiele godzin, a więc jej ciągły ruch tylko podkreślał napięcie, które odczuwała z powodu niepewności.
W końcu poczułem, że muszę coś ze sobą zrobić. Nie potrafiłem siedzieć bezczynnie, gdy wszystko wokół zdawało się być zatrzymane w bezruchu. Postanowiłem więc wyjść na zewnątrz na poranną przebieżkę, choć chłód i mgła nie zachęcały do długich spacerów. Po powrocie do sypialni, w której przed powrotem do Exmoor, nie byłem od piętnastu lat, i po prysznicu, postanowiłem zacząć od czegoś prostego, ale konkretnego. To był mój dawny azyl, miejsce, które pamiętało jeszcze czasy, gdy byłem młodszy, pełen nadziei i planów - pokój pełen porzuconych wspomnień i mebli, które przypominały mi zamierzchłą przeszłość.
W głębi duszy wiedziałem, że muszę uporządkować te skrawki przeszłości, bo inaczej nie znajdę spokoju. Zaczerpnąłem głęboki oddech, wziąłem się w garść i zacząłem przeglądać swoje rzeczy, które od dawna leżały tu zapomniane. Najpierw wyniosłem kilka kartonów do piwnicy, próbując odłożyć na bok to, co już nie było mi potrzebne, ale mogło się kiedyś przydać, a potem zacząłem zabierać część rzeczy z piwnicy na górę. Wiedziałem, że muszę najpierw przejrzeć te drugie, zanim zdecyduję, co z nimi zrobić, jednak głowa nadal pulsowała mi od bólu po wczorajszym piciu, a mgła za oknem nie ustępowała, jakby chciała pochłonąć wszystko dookoła, więc odłożyłem segregację na później - chwilowo przenosiłem i wynosiłem.
Po zaniesieniu kilku kartonów do sypialni i powrocie po kolejne, postanowiłem usiąść na podłodze w ciemnym, chłodnym kącie piwnicy i otworzyć trzymane tam pudełka, które nie powinny trafić na górę, tylko raczej od razu do pieca. To był moment, w którym miałem podjąć decyzję, co z tym wszystkim zrobić - zwłaszcza, że podświadomie szukałem czegoś konkretnego. Gdy usiadłem na chłodnej, wilgotnej podłodze, od razu poczułem, jak ból głowy, który mi towarzyszył od wczoraj, zaczyna się nasilać.
Potrzebowałem czegoś, co zniweluje ten dyskomfort, a bourbon, o którym wiedziałem, że występuje w niedalekiej odległości, wydawał się być najlepszym rozwiązaniem - choć może nie do końca rozsądnym. Może jeszcze było rano, ale czułem, że czas w oczekiwaniu na powrót bliskich płynie inaczej, jakby zatrzymał się w miejscu, nie mogąc ruszyć dalej, więc picie było jak najbardziej usprawiedliwione. Zostawiłem rzeczy na podłodze, tak jak leżały, i ruszyłem do części, gdzie Ursula trzymała alkohole... W powietrzu unosił się ten sam odór wilgoci i starego drewna, które od lat trzymały się na ścianach i podłogach w tej części piwnicy. Przeskanowałem kilka półek, znajdując to, na czym mi zależało - chwilę później usiadłem na podłodze, z głową opartą o ścianę i jednym kolanem podciągniętym do klatki piersiowej, jednocześnie otwierając zakorkowaną butelkę przy pomocy zębów i wypluwając korek, który odbił się od desek. Spróbowałem zagłuszyć pulsujący ból głowy, pociągając alkohol z butelki prosto z gwinta. Bourbon smakował mocno, gorzko, ale przyniósł chwilową ulgę. Liczyłem na to, że posiedzę w ciszy, ile to tylko możliwe, ale w tym samym momencie usłyszałem głośne tąpnięcie, które sprawiło, że zaintrygowany drgnąłem, nasłuchując.
!Strach przed imieniem
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)