Victoria nie miała się tak źle, ale też i jej wieczór wyglądał znacznie inaczej od tego, co przeżywał Atreus. Przede wszystkim się nie rozszczepiła – o, to była ogromna przewaga w jakości tego dnia, który w tym momencie bił się o podium razem z nieszczęsnym Beltane. Być może przyczyniał się do tego fakt, że z natury była znacznie spokojniejsza od Blustrode’a, rzadko kiedy podejmowała się brawurowych akcji, nie była porywcza, choć to nie tak, że nie potrafiła działać całkowicie bez planu czy impulsywnie. To, co płynęło w jej krwi, też mogło w oczywisty sposób wpływać na to, jak toczyły się ich losy. Albo… może po prostu szczęście – o ile coś takiego w ogóle istniało. Jedni mówili, że szczęście sprzyja lepszym, ale niezależnie od wszystkiego, ta moneta prędzej czy później się wyczerpywała.
– Niektórym ludziom się jednak nie podobało, że nic mu nie jest – dodała ciszej i mimowolnie zacisnęła dłoń w pięść. Na nią nikt się nie rzucił, nikt nie wykrzyczał jej w twarz, że to wszystko to jej wina, że nosi nazwisko Lestrange, a więc powinna ponieść karę za to, że domy i dobytki wielu czarodziejów płoną – bo zakładali od razu, że to czystokrwiści podpalili Londyn. Nikt w tych emocjach nie myślał o tym, że to nie było im wcale na rękę.
– Dym napędzany magią, której nie da się rozproszyć? – zdumiała się wyraźnie, ale też przy tym zaniepokoiła. To musiała być magia, ale jak mieli z nią walczyć, skoro próba rozproszenia była na nic? Na wszystko był jakiś sposób, tylko trzeba był go znaleźć, tylko że… czasami to nie było takie oczywiste. – Rozszczepiłeś się? – nie powiedział tego wprost, ale osobiście naoglądała się trochę rozszczepień w swojej karierze w Czarodziejskim Pogotowiu Ratowniczym. Rzadko kiedy kończyło się dobrze, a skoro Atreus mówił, że go zaszyli… – Powinnam mieć przy sobie eliksir wiggenowy, jeśli chcesz – mruknęła i rzuciwszy jeszcze jedno spojrzenie na boki, ruszyła przed siebie, wybierając kierunek, a po drodze starała się mieć oczy dookoła głowy. Smród, jaki się tu unosił, był chyba taki, jak wszędzie, od wszechobecnego ognia, pyłu i dymu, słychać było krzyki mniej lub bardziej przytłumione z różnych stron. Trudno było powiedzieć, czy to akurat z Nokturnu, czy te głosy niosły się z innych części Magicznych Dzielnic.
// Percepcja – rozglądanie się
Akcja nieudana
!nokturn