Ubrała białą koszulę w bladoróżowe paski, brązową marynarkę i brązowe spodnie z wysokim stanem dołączając do tego skórzany pasek. Na to narzuciła czarodziejską, hebanową szatę, która miała chronić przed chłodem. Mężczyzna, który zaprosił ją na obiad był dla niej obcy, ale stwierdziła, że pomoże mu i odpowie na jego pytania. Niemożliwym jest to, aby zadawał jej zbyt trudnych pytań, prawda?
Był piątek po południu i specjalnie dla Ururu zerwała się szybciej z pracy. Jej szef był dla niej dobry i wyrozumiały. Miał jakieś tajemnice za uszami, ale nigdy nie wnikała. Wolała za dużo nie wiedzieć. Wiedziała też, że przeżył śmierć swojego ojca, więc nic dziwnego, że miał swoje tajemnice. Każdy radził sobie z takimi rzeczy na inny sposób.
Weszła do wskazanej wcześniej restauracji i od razu zdjęła z siebie płaszcz. Odszukała wzrokiem Ururu i uśmiechnęła się do niego od wejścia. Usiadła naprzeciwko niego i przywitała się z niepewnym uśmiechem. Swoim wyglądem powodował u niej dyskomfort, ale to nie było istotne. Chłopak był bardzo miły.
— Długo pan na mnie czekał? – zapytała zerkając do karty. Nie mogła się powstrzymać, ponieważ była naprawdę głodna. Zjadła dzisiaj tylko śniadanie, a potem nie miała wytchnienia w pracy, aby cokolwiek podgryźć.