Rita wyszła z ministerstwa tak jak stała, z różdżką w dłoni, nie zabierała ze sobą niepotrzebnych rzeczy, bo liczył się przecież czas, musieli znaleźć jak najszybciej jej brata. Nie zastanawiała się nad tym, czy powinna brać ze sobą cokolwiek innego. Mieli dotrzeć do Jessiego, tyle, później będą martwić się co dalej, właściwie to wiedziała, że jak wrócą do ministerstwa to będą bezpieczni i tylko to miała znaczenie. Mama tam była, teraz udało im się zlokalizować jej bliźniaka, pozostawał tylko Theo - wierzyła, że Anthony będzie miał tyle szczęścia co oni i dotrze do niego dość szybko. Wtedy będą mogli ustalić jakiś plan działania, albo po prostu to przeczekać.
Okolica nie wyglądała najlepiej, płomienie rozprzestrzeniały się w bardzo szybkim tempie, nie miała zielonego pojęcia, jak długo świat będzie wyglądał w ten sposób, nie sądziła jednak, że ten pożar zostanie szybko ugaszony. Wielu ludzi straci dach nad głową, ale również życia. Jeśli nie przez płomienie, to przez inne czynniki, które one powodowały. Budynki będą się zawalać, szyby pękać, a tłum panikować, tak właściwie to powoli zaczynało się dziać. Piekło na ziemi.
- Longbottomowie też są ludźmi, każdemu może się coś stać. - Najwyraźniej nie miała w sobie tyle optymizmu, co Jonathan. Nie mogli zakładać, że nikomu nic się nie stanie, nie zamierzała ignorować zagrożenia, które było ogromne, bo to było nieco lekkomyślne.
- Nie ma sensu przejmować się mieszkaniem Jessie, to rzecz nabyta, najważniejsze, że Wam się nic nie stało. Mama jest bezpieczna, jeszcze Theo, i reszta wujków i będziemy mogli odetchnąć. - Tak, miała z tyłu głowy to, że musiała zobaczyć wszystkich w komplecie, aby faktycznie poczuć, że są bezpieczni. Nie wiedziała, jak szybko do tego dojdzie, zresztą znając swoich wujów - wiedziała, że nie będą siedzili w ministerstwie, gdy świat pochłaniał ogień. Będą mogli odetchnąć dopiero rano, gdy będzie po wszystkim, o ile w ogóle do rana się to uspokoi.
- Na pewno tutaj są, i szukają okazji, aby skrzwydzić kogoś jeszcze. - Nie miała co do tego najmniejszej wątpliwości. Faktycznie był to odpowiedni powód do tego, aby się stąd ewakuować jak najszybciej. Nie sądziła, aby istniał jakikolwiek sens, aby tkwili tutaj dalej i niepotrzebnie ryzykowali.
- Tak, damy radę się tam dostać. - Przemierzyła wzrokiem jeszcze okolicę, na Horyzontalnej znajdowało się sporo spanikowanych osób, jednak nie powinni mieć problemu z tym, aby jakoś przepchać się przez tłum. Biblioteka nie znajdowała się daleko, to nie było chyba, aż tak bardzo trudne do zrealizowania. Rita potrafiła być bardzo zawzięta, gdy jej na czymś zależało, miała to po matce. To raczej inni, którzy staną jej na drodze powinni się o siebie martwić. Gdy chodziło o bezpieczeństwo jej własnej rodziny, potrafiła być naprawdę podłym człowiekiem, była ona bowiem dla niej największą wartością. Nie liczyło się nic więcej, tylko to, czy jej najbliższym nie działa się krzywda.
- Gotowy? - Przeniosła wzrok w kierunku brata. Widziała, że dosyć mocno przeżywał to, co działo się wokół nich, był trochę nieswój, na pewno to, że znajdował się sam tutaj, pośród tego chaosu odcisnęło na nim swoje piętno. Musieli jednak się ruszyć i jak najszybciej dotrzeć najpierw do biblioteki, a później do ministerstwa, gdzie faktycznie będą bezpieczni, bo gmach budynku był chroniony całą masą specjalistycznych zaklęć.