23.04.2025, 10:02 ✶
Joshua nie był zajęty sprawami nieba. Był skupiony na ziemi jak bogini Matka przykazała. Ta błogosławiła mu dobrą pracą, nawet jeśli zbyt często był pytany o zmarłe małżonki swojego dobrodzieja, do tego stopnia, że jego własna córka jednego razu zarzekając się, że chce być pomocą dla ojca, zaczęła przekopywać ogródek w poszukiwaniu zwłok nieszczęśnic.
Joshua nie dawał wiary plotkom i ploteczkom, nie spoglądał na każdą damę odwiedzającą pana Botta jak na potencjalną panią Bott numer cztery. O nie! Nic sobie nie robił też z dziwacznego zachowania jego gości, bo to nie była jego sprawa.
On pracował z ziemią i był bardzo dumny z tego powodu, ponieważ w tym roku ziemia oddawała mu podwójnie. Właściwie potrójnie. Właściwie to poczwórnie i jeszcze więcej, choć tu jednak trzeba było odjąć nieco jej dobrodziejstwu, żę tak jak wzrastały plony, tak też i chwasty obok. Ziemia nie musiała ich rozróżniać, będąc sprawiedliwą dla każdej roślinki. On jednak - zobowiązany wobec swojego pracodawcy - uwijał się przez cały sezon jak mróweczka angażując gromadkę swoich latorośli (poza najmłodszą córą po jej niechlubnych wykopkach) do tego aby utrzymać gospodarstwo pana Botta schludne i wzbudzające zazdrość w sąsiadach.
Był dumny ze swojej pracy, ale też trochę cieszył się, że teraz będą pracowali ze zbiorami, a potem nastanie upragniony przez wszystkich zimowy odpoczynek.
Otarł rękawem koszuli pot ze swojego grubymi bruzdami czasu przeoranego czoła.
– Pan czyta mi w myślach, piwo to jest to, czego zdecydowanie nam dziś trzeba. – szeroki dobroduszny uśmiech zakwitł na zmęczonej twarzy, gdy mężczyzna wsparł się na widłach. Magia magią, ale czasem trzeba było też pomachać ramionami, spocić się. Poczuć częścią ziemi. – Takie zimniuchne i takie bąblowane jak to pan tylko potrafi zrobić te raptuśne bombelki. – Choć był umęczony, to kochał swoją pracę między innymi i za takie momenty. Był lojalny i oddany swemu pracodawcy. Testowanie piwa zawsze też lepsze było niż testowanie jego fasolek. Oczywiście nie dawał wiary plotkom, ale trzem paniom Botta ziemia już lekką była. – Zwiozę tylko tę ostatnią kupę na kompost, po tym jak go poszerzyłem powinno się tam wszystko zmieścić. Zalęgły się pod nim gnomiszcza, ale są tak nażarte, że tylko jeden wentylacyjny szyb żem znalazł... – zawiesił głos, stwardniałymi od roboty palcami łapiąc drążki potężnej taczki, która runami tak czarowała swą zawartość, aby przyklejać źdźbła do siebie i nie gubić ich w drodze.
Joshua nie dawał wiary plotkom i ploteczkom, nie spoglądał na każdą damę odwiedzającą pana Botta jak na potencjalną panią Bott numer cztery. O nie! Nic sobie nie robił też z dziwacznego zachowania jego gości, bo to nie była jego sprawa.
On pracował z ziemią i był bardzo dumny z tego powodu, ponieważ w tym roku ziemia oddawała mu podwójnie. Właściwie potrójnie. Właściwie to poczwórnie i jeszcze więcej, choć tu jednak trzeba było odjąć nieco jej dobrodziejstwu, żę tak jak wzrastały plony, tak też i chwasty obok. Ziemia nie musiała ich rozróżniać, będąc sprawiedliwą dla każdej roślinki. On jednak - zobowiązany wobec swojego pracodawcy - uwijał się przez cały sezon jak mróweczka angażując gromadkę swoich latorośli (poza najmłodszą córą po jej niechlubnych wykopkach) do tego aby utrzymać gospodarstwo pana Botta schludne i wzbudzające zazdrość w sąsiadach.
Był dumny ze swojej pracy, ale też trochę cieszył się, że teraz będą pracowali ze zbiorami, a potem nastanie upragniony przez wszystkich zimowy odpoczynek.
Otarł rękawem koszuli pot ze swojego grubymi bruzdami czasu przeoranego czoła.
– Pan czyta mi w myślach, piwo to jest to, czego zdecydowanie nam dziś trzeba. – szeroki dobroduszny uśmiech zakwitł na zmęczonej twarzy, gdy mężczyzna wsparł się na widłach. Magia magią, ale czasem trzeba było też pomachać ramionami, spocić się. Poczuć częścią ziemi. – Takie zimniuchne i takie bąblowane jak to pan tylko potrafi zrobić te raptuśne bombelki. – Choć był umęczony, to kochał swoją pracę między innymi i za takie momenty. Był lojalny i oddany swemu pracodawcy. Testowanie piwa zawsze też lepsze było niż testowanie jego fasolek. Oczywiście nie dawał wiary plotkom, ale trzem paniom Botta ziemia już lekką była. – Zwiozę tylko tę ostatnią kupę na kompost, po tym jak go poszerzyłem powinno się tam wszystko zmieścić. Zalęgły się pod nim gnomiszcza, ale są tak nażarte, że tylko jeden wentylacyjny szyb żem znalazł... – zawiesił głos, stwardniałymi od roboty palcami łapiąc drążki potężnej taczki, która runami tak czarowała swą zawartość, aby przyklejać źdźbła do siebie i nie gubić ich w drodze.