Prychnęła na jego odbicie piłeczki. To nie ona była tu problemem, byłaby w stanie bez najmniejszego zawahania zatańczyć swoją część i jego część i każdą część, którą otrzymałaby od losu.
– Całościowe przebieżki i czekanie aż to się samo wygładzi, wyczesze, to jest właśnie amatorskie podejście! Nic dziwnego, że tego nie rozumiesz, w końcu jesteś tylko aktorem. Aktorom tak się mówi, bo wiadomo, że nie wycisną nic więcej z siebie. Perfekcja zaś wymaga skupienia się na detalu i kontroli! Perfekcja wymaga odrobiny mózgu, żeby zapanować nad swoim ciałem... – wyrzucała z siebie, wściekła na to bezczelne oskarżenie z ust kogoś, kto nie musiał się jako syn dyrektora martwić absolutnie o nic. – Ile razy byśmy tego nie powtarzali, to TY źle opadasz na kolano. Masz za słabe mięśnie, to TY jesteś za słaby. Ja nie potrzebuję włączyć muzyki i pląsać do niej, mam ten układ wryty w swoje mięśnie. Choćby i miał podczas Ekstazy spłonąć cały teatr zatańczę go, choćby to miała być ostatnia rzecz, którą w życiu zrobię gówniarzu, więc nie wycieraj mi w oczy, że to ja zgubiłam rytm! – Uniosła różdżkę i energicznie zamachnęła się z nadgarstka, aby uruchomić magiczny gramofon ustawiony w miejscu z którego będzie docierać do nich muzyka. Była jednak w silnych emocjach, a te nie sprzyjały poddawaniu magii swojej woli.
Mimo wewnętrznej furii, która czyniła z jej bladolicej skóry połacie jeszcze bardziej blade, muzyka rozbrzmiała.
– Większość publiczności tego nie zobaczy. Wystarczy, że będzie tam jedna, dwie osoby, które wiedzą na co patrzeć. Gdzie patrzeć. Kiedy patrzeć. I one zostaną ocenione. Dalej – pogoniła go chłodno, puszczając mimo uszu jego propozycję odpoczynku i ostatniej próby przed opuszczeniem tego dnia kurtyny na ich artystyczne zmagania. Wciąż stała w miejscu, kontrolując oddech, nie pozwalając na to by pierś unosiła się zbyt szybko. Dystansując się do siebie, do własnych uczuć i nęcącego ataku paniki, przeszła w ofensywę, w której to bananowy dzieciak, gwiazda wieczoru był winny całemu złu tego świata. – Pokaż mi, że się mylę i jesteś w stanie zatańczyć tak, by nie łupać sceny własną rzepką. – Sama nie zamierzała najwidoczniej się ruszać. Obserwowała go krytycznie, czekając niecierpliwie, nie będąc pewną, czy wolałaby czuć ulgę kiedy chłopakowi w końcu się uda, czy falę agresji, która zalałaby ją przy kolejnej porażce.
– Całościowe przebieżki i czekanie aż to się samo wygładzi, wyczesze, to jest właśnie amatorskie podejście! Nic dziwnego, że tego nie rozumiesz, w końcu jesteś tylko aktorem. Aktorom tak się mówi, bo wiadomo, że nie wycisną nic więcej z siebie. Perfekcja zaś wymaga skupienia się na detalu i kontroli! Perfekcja wymaga odrobiny mózgu, żeby zapanować nad swoim ciałem... – wyrzucała z siebie, wściekła na to bezczelne oskarżenie z ust kogoś, kto nie musiał się jako syn dyrektora martwić absolutnie o nic. – Ile razy byśmy tego nie powtarzali, to TY źle opadasz na kolano. Masz za słabe mięśnie, to TY jesteś za słaby. Ja nie potrzebuję włączyć muzyki i pląsać do niej, mam ten układ wryty w swoje mięśnie. Choćby i miał podczas Ekstazy spłonąć cały teatr zatańczę go, choćby to miała być ostatnia rzecz, którą w życiu zrobię gówniarzu, więc nie wycieraj mi w oczy, że to ja zgubiłam rytm! – Uniosła różdżkę i energicznie zamachnęła się z nadgarstka, aby uruchomić magiczny gramofon ustawiony w miejscu z którego będzie docierać do nich muzyka. Była jednak w silnych emocjach, a te nie sprzyjały poddawaniu magii swojej woli.
Translokacja II - uruchomienie z dystansu gramofonu.
Rzut N 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!
Mimo wewnętrznej furii, która czyniła z jej bladolicej skóry połacie jeszcze bardziej blade, muzyka rozbrzmiała.
– Większość publiczności tego nie zobaczy. Wystarczy, że będzie tam jedna, dwie osoby, które wiedzą na co patrzeć. Gdzie patrzeć. Kiedy patrzeć. I one zostaną ocenione. Dalej – pogoniła go chłodno, puszczając mimo uszu jego propozycję odpoczynku i ostatniej próby przed opuszczeniem tego dnia kurtyny na ich artystyczne zmagania. Wciąż stała w miejscu, kontrolując oddech, nie pozwalając na to by pierś unosiła się zbyt szybko. Dystansując się do siebie, do własnych uczuć i nęcącego ataku paniki, przeszła w ofensywę, w której to bananowy dzieciak, gwiazda wieczoru był winny całemu złu tego świata. – Pokaż mi, że się mylę i jesteś w stanie zatańczyć tak, by nie łupać sceny własną rzepką. – Sama nie zamierzała najwidoczniej się ruszać. Obserwowała go krytycznie, czekając niecierpliwie, nie będąc pewną, czy wolałaby czuć ulgę kiedy chłopakowi w końcu się uda, czy falę agresji, która zalałaby ją przy kolejnej porażce.