24.04.2025, 00:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.04.2025, 00:52 przez Jacqueline Greengrass.)
Żaden z napastników nie wydawał się nawet poruszony tym, co Jackie do nich krzyczała, jedynie na chwilę przerwali to, co robili, by zerknąć, co za wariatka zaczęła im się wtryniać w interes. Nie rozglądali się też, czy przyciągnęła jakieś spojrzenia, bo oczywistym było, że to zrobiła. Byli jednak dziwnie pewni, że nikt nowy nie zacznie im podskakiwać.
— Nie wtrącaj się, Paniusiu — Rzucił jeden z napastników opryskliwie, jakby myślał, że tyle wystarczy, by odgonić wyszczekaną czarownicę od próby powstrzymania ich przed naznaczeniem Mary.
— Co, też chcesz się z nami zabawić? — Zarechotał inny, oceniając prawdopodobnie po ubiorze Jacqueline, że może być równie czystokrwista, jak ich ofiara. Kilku kolejnych rzuciło jakieś obelgi, które również nie zadziałały na uparciucha, jakim była Jackie. I tak ugryzła się w język, zanim wymsknęło jej się coś obraźliwego w stronę tych bandytów. Bo ludźmi ciężko było takich nazwać, skoro nie okazywali ani odrobiny człowieczeństwa w stronę niewinnej osoby.
Widziała kątem oka poruszenie z boku i mężczyznę, który cichaczem rzucał zaklęcie. Nie była pewna, jakie, jednak szybko wyszło, że postanowił oślepić wszystkich po równo. Przeklęła pod nosem, próbując jak najszybciej odzyskać wzrok mruganiem, by móc skorzystać z zamieszania i dorzucić swoje trzy grosze. Napastnicy wpadli w popłoch, kilku powpadało na siebie, depcząc sobie nawzajem po stopach, posypały się donośne przekleństwa na ministerstwo i na czym to świat stoi, że akurat teraz szybko reagują. Część z napastników od razu wmieszała się w tłum, znikając z okolicy, jednak jeden jegomość dalej trzymał kobietę. Kiedy tylko Jackie zaczęła cokolwiek widzieć na tyle, żeby rozróżnić Mary i napastnika, uniosła różdżkę, by spróbować zamienić płaszcz mężczyzny, który przytrzymywał kobietę w jak największego pytona. Uznała, że mężczyzna zapewne nie miał okazji widywać węży zbyt często, a co dopiero poczuć wokół siebie ciężar tego stworzenia, które w reakcji obronnej, zapewne zaciśnie się wokół niego jeszcze mocniej.
— Lepiej zjeżdżaj stąd, zanim mój kuzyn — auror Cię dorwie. — Prychnęła, stwierdzając, że skoro już ma kuzyna aurora, to może równie dobrze zasugerować, że to on się z ministerialnymi siłami zaraz tutaj pojawi. A jak wiadomo, wobec rodziny raczej bywa się nadopiekuńczym, kiedy widzi się, że jest w niebezpieczeństwie, szczególnie przy takiej nocy, jak ta. Obojętnie od wyniku rzucenia zaklęcia, zamierzała spróbować pociągnąć Mary za siebie i powoli zacząć się z nią wycofywać w kierunku zauważonego wcześniej mężczyzny, który rzucił zaklęcie na oślepienie, jak i tego, który krzyczał coś o ministerstwie i rzucał niezbyt udane podróbki zaklęć sygnalizacyjnych. Być może, jeśli uda jej się z nim porozmawiać, podrzuci mu opis, jak powinny wyglądać te brytyjskie. W tym chaosie, jaki dzisiaj nastał, mogą mu się jeszcze przydać, a akurat napastnicy przed nią nie byli na tyle inteligentni, żeby zauważyć różnicę.
Rzut na transmutację [◉◉◉○○] - zmiana płaszcza napastnika w jak największego pytona skalnego.
// Wykorzystuję storytellingowo:
— Nie wtrącaj się, Paniusiu — Rzucił jeden z napastników opryskliwie, jakby myślał, że tyle wystarczy, by odgonić wyszczekaną czarownicę od próby powstrzymania ich przed naznaczeniem Mary.
— Co, też chcesz się z nami zabawić? — Zarechotał inny, oceniając prawdopodobnie po ubiorze Jacqueline, że może być równie czystokrwista, jak ich ofiara. Kilku kolejnych rzuciło jakieś obelgi, które również nie zadziałały na uparciucha, jakim była Jackie. I tak ugryzła się w język, zanim wymsknęło jej się coś obraźliwego w stronę tych bandytów. Bo ludźmi ciężko było takich nazwać, skoro nie okazywali ani odrobiny człowieczeństwa w stronę niewinnej osoby.
Widziała kątem oka poruszenie z boku i mężczyznę, który cichaczem rzucał zaklęcie. Nie była pewna, jakie, jednak szybko wyszło, że postanowił oślepić wszystkich po równo. Przeklęła pod nosem, próbując jak najszybciej odzyskać wzrok mruganiem, by móc skorzystać z zamieszania i dorzucić swoje trzy grosze. Napastnicy wpadli w popłoch, kilku powpadało na siebie, depcząc sobie nawzajem po stopach, posypały się donośne przekleństwa na ministerstwo i na czym to świat stoi, że akurat teraz szybko reagują. Część z napastników od razu wmieszała się w tłum, znikając z okolicy, jednak jeden jegomość dalej trzymał kobietę. Kiedy tylko Jackie zaczęła cokolwiek widzieć na tyle, żeby rozróżnić Mary i napastnika, uniosła różdżkę, by spróbować zamienić płaszcz mężczyzny, który przytrzymywał kobietę w jak największego pytona. Uznała, że mężczyzna zapewne nie miał okazji widywać węży zbyt często, a co dopiero poczuć wokół siebie ciężar tego stworzenia, które w reakcji obronnej, zapewne zaciśnie się wokół niego jeszcze mocniej.
— Lepiej zjeżdżaj stąd, zanim mój kuzyn — auror Cię dorwie. — Prychnęła, stwierdzając, że skoro już ma kuzyna aurora, to może równie dobrze zasugerować, że to on się z ministerialnymi siłami zaraz tutaj pojawi. A jak wiadomo, wobec rodziny raczej bywa się nadopiekuńczym, kiedy widzi się, że jest w niebezpieczeństwie, szczególnie przy takiej nocy, jak ta. Obojętnie od wyniku rzucenia zaklęcia, zamierzała spróbować pociągnąć Mary za siebie i powoli zacząć się z nią wycofywać w kierunku zauważonego wcześniej mężczyzny, który rzucił zaklęcie na oślepienie, jak i tego, który krzyczał coś o ministerstwie i rzucał niezbyt udane podróbki zaklęć sygnalizacyjnych. Być może, jeśli uda jej się z nim porozmawiać, podrzuci mu opis, jak powinny wyglądać te brytyjskie. W tym chaosie, jaki dzisiaj nastał, mogą mu się jeszcze przydać, a akurat napastnicy przed nią nie byli na tyle inteligentni, żeby zauważyć różnicę.
Rzut na transmutację [◉◉◉○○] - zmiana płaszcza napastnika w jak największego pytona skalnego.
Rzut Z 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!
// Wykorzystuję storytellingowo:
- Zwada - Uparciuch.
- Percepcję [◉◉◉◉○] by zauważyć, że ktoś się czai i rzuca zaklęcie.
- Wiedzę przyrodniczą [◉◉○○○], jak i fakt, że postać przez większość życia przebywała w Afryce, by wiedzieć, że pytony są wężami z gatunku dusicieli i były przypadki, że dusiły i jadły one ludzi.
- Wiedzę o świecie [◉◉◉○○], żeby wiedzieć, że "ministerialne" sygnały nie są do końca takie, jakie powinny być.