24.04.2025, 09:53 ✶
Roselyn zmrużyła oczy, słysząc tak nagły opór przed tym, by ją wypuścić z Kotła. Dobrze, może przed chwilą nie wiedziała kim jest i co tu robi, ale teraz wiedziała doskonale kim byla. Może nadal nie kontaktowała za bardzo i nie potrafiła połączyć faktów, bo za cholerę nie pamiętała tego, co mówił Atreus, ale... Nagle złapała się za głowę. Jej skronie przeszył ogromny ból, tak jakby ten ból chciał potwierdzić, że owszem - przydzwoniła głową w ścianę i to dosyć mocno, i powinna siedzieć na dupie.
- Muszę znaleźć brata - powiedziała dobitnie, chociaż odrobinę ciszej, masując skronie. A potem przejechała dłonią po włosach i natrafiła na ogromnego guza, który był chyba wielkości zaciśniętej pięści. Syknęła z bólu, krzywiąc się brzydko, ale zabrała rękę, bo nie była na tyle głupia, żeby próbować rozmasować ból. To nie był ten typ bólu, który można było rozchodzić. Spojrzała na Basiliusa poważnie. - Daj mi proszę ten eliksir i wypuść mnie stąd. Jeżeli czekałam na Roise, to on pewnie właśnie biegnie do mieszkania. Jak myślisz, Atreusie, co zrobi jak zobaczy że mieszkanie płonie?
Ona wiedziała. Pewnie wbiegnie w płomienie, myśląc że znajdzie tam jej płonące zwłoki. Lub jej dogorywające ciało. A nie była w stanie się z nim teraz skontaktować, żeby powiedzieć, że zmieniła lokalizację i przede wszystkim że jest bezpieczna.
- Nie ma mowy o odpoczynku. Dawaj ten eliksir i już mnie nie ma, a krówki zostaw dla dzielnego pacjenta - była w o tyle miłej sytuacji, że na razie jedyną osobą, która mogłaby ją powstrzymać, był Basilius. Bo Atreus z tą nogą to raczej nie byłby w stanie wstać. Pozostawała też kwestia Samuela, ale Roselyn zakładała, że mężczyzna jest w Dolinie Godryka. Jeżeli popędzi do jej domu, to - tak jej się wydawało - jej ojciec powie mu, żeby siedział na dupie i chronił Knieję. Tak, Sam na pewno będzie chronił Knieję, w końcu to była część Greengrassów, część jej samej i jego samego.
- Muszę znaleźć brata - powiedziała dobitnie, chociaż odrobinę ciszej, masując skronie. A potem przejechała dłonią po włosach i natrafiła na ogromnego guza, który był chyba wielkości zaciśniętej pięści. Syknęła z bólu, krzywiąc się brzydko, ale zabrała rękę, bo nie była na tyle głupia, żeby próbować rozmasować ból. To nie był ten typ bólu, który można było rozchodzić. Spojrzała na Basiliusa poważnie. - Daj mi proszę ten eliksir i wypuść mnie stąd. Jeżeli czekałam na Roise, to on pewnie właśnie biegnie do mieszkania. Jak myślisz, Atreusie, co zrobi jak zobaczy że mieszkanie płonie?
Ona wiedziała. Pewnie wbiegnie w płomienie, myśląc że znajdzie tam jej płonące zwłoki. Lub jej dogorywające ciało. A nie była w stanie się z nim teraz skontaktować, żeby powiedzieć, że zmieniła lokalizację i przede wszystkim że jest bezpieczna.
- Nie ma mowy o odpoczynku. Dawaj ten eliksir i już mnie nie ma, a krówki zostaw dla dzielnego pacjenta - była w o tyle miłej sytuacji, że na razie jedyną osobą, która mogłaby ją powstrzymać, był Basilius. Bo Atreus z tą nogą to raczej nie byłby w stanie wstać. Pozostawała też kwestia Samuela, ale Roselyn zakładała, że mężczyzna jest w Dolinie Godryka. Jeżeli popędzi do jej domu, to - tak jej się wydawało - jej ojciec powie mu, żeby siedział na dupie i chronił Knieję. Tak, Sam na pewno będzie chronił Knieję, w końcu to była część Greengrassów, część jej samej i jego samego.