24.04.2025, 10:12 ✶
Faye odetchnęła z ulgą. Rodzina Rowle była bezpieczna - jej rodzina z kolei była poza granicami Anglii, więc jej ojcu i matce na pewno nic nie groziło. Theon wyjechał, a Nick... Nick, właśnie. Kiwnęła głową.
- Tak, w Departamencie Tajemnic. Pewnie... Pewnie masz rację, wzięli go do pomocy - w jej głośnie przebrzmiewał strach, bo przecież według jej wiedzy i przekonań Nicholas był jajogłowym: osobą, która spędza całe swoje życie nad książkami, która je czyta, pochłania wręcz, a potem stoi nad stołami pełnymi trupów i analizuje. Nie wiedziała, że Nicholas był osobą, która była częściowo odpowiedzialna za to, co teraz działo się w Londynie. Według jej przekonań Nicholas nie dałby rady biegać po Londynie w tej chwili i chronić cywili na polecenie Ministerstwa, bo nigdy go w takiej sytuacji sobie nie wyobrażała. Nie wyobrażała go sobie w ogóle jako osobę biegającą. - Możliwe że go ściągnęli do Ministerstwa, ale też Nick pracuje do późna. Możliwe że był tam.
Faye rozejrzała się, ale nie patrzyła w konkretnym kierunku. Wzrok miała odrobinę nieprzytomny, ale paradoksalnie rozmowa z Leviathanem odrobinę sprowadziła ją na ziemię. No i kolejne pytanie. Traversówna powróciła wzrokiem do mężczyzny i zastanowiła się. Pomóc? Od kiedy Leviathan był skory do pomocy? I był taki... Taki normalny w rozmowach z nią? Nie zapaliło to w jej umyśle czerwonych, ostrzegawczych lampek, zrzuciła to na karb otoczenia i sytuacji, w której się znaleźli.
- W sumie... - może mógł? Zastanowiła się przez chwilę, zanim nabrała powietrza w płuca. Oczywiście skończyło się to napadem kaszlu, gdy dym wdarł się tam agresywniej niż klasyczny dym z papierosów, które paliła. - Hati Greyback. Ma swój lokal gdzieś tutaj. Oliva e Pozione. Jeśli chcesz, możesz upewnić się czy wszystko tam w porządku.
Hati był osobą, która miała tu lokal i faktycznie mogła potrzebować pomocy - nie wyśle przecież Leviathana na Ścieżki, gdzie przebywała reszta. Głównie dlatego, że sama nie miała pojęcia, jak na te Ścieżki trafić. To dlatego wędrowała ulicą śmiertelnego nokturnu: żeby dotrzeć do Rejwachu, znaleźć Woody'ego i poprosić go, by ją zaprowadził tam, gdzie powinien być Maddox. Czyli pod ziemię.
- Levi... Uważaj na siebie, dobrze? - powiedziała po chwili zawahania, nie wiedząc czy powinna dodawać tak oczywistą, trywialną prośbę, ale nie byłaby sobą, gdyby tak po prostu kazała mu gdzieś iść i tyle. - Wciąż kręcą tu się tu osoby, które żerują na tej tragedii i mogą... No, robić różne rzeczy.