05.02.2023, 16:51 ✶
Widząc jak bierze sobie do serca jego żartobliwy ton aż chciało się zapomnieć o słabym początku tego spotkania. Pochylił się przed "lustrem" i stworzył na swej bladej twarzy pełen zamyślenia grymas, zerkając przy tym w ciemne oczy panny Aveliny. Wyszczerzył się i poprawił sobie przed nią włosy.
- Dobre widoki, bardzo dobre. - posłał jej wymowne spojrzenie aby wiedziała, że ma na myśli jej zacną i skromną osobę. Zastanawiał się czy ona zawsze była taka skupiona i cichutka. Z jakiejś przyczyny tego typu dziewczyny go przyciągały. Lubił ten moment gdyby udawało się je rozruszać i roześmiać w głos.
- Przecież nie jestem już obcy. - sięgnął po jej rękę i wcielając się chwilę w dżentelmena ucałował wierzch rękawiczki, którą to przed chwilą założyła.
- Cody Brandon, do usług. - puścił jej dłoń, rad, że nie mogła poczuć jaka robi się chłodna z powodu narastającego w gardle pieczenia.
- Skoro już jesteśmy znajomymi to możemy iść na piwo i dobrze się bawić. Co lubisz robić? Oprócz poznawania podejrzanych typów w zaułkach?- położył dłonie na jej wątłych ramionach i skierował jej kroki w boczną uliczkę - oddalającą ich od widocznej na horyzoncie klubokawiarni. Stanął lekko za nią i nachylił się blisko jej twarzy.
- Kolejny ciemny zaułek czeka. Trwa tylko pięć metrów i wyprowadzi nas przed Gospodę. Odważysz się, Avelino?- kusił, zerkając w zacieniony skrót. Powinien trzymać się od nich z daleka jednak skoro już nie żył to chyba ciężko byłoby go zabić, prawda? Najwyraźniej ciągnęło go tam, gdzie zginął. Nie miał za knuta instynktu samozachowawczego. To ten moment kiedy powinien profilaktycznie się od niej oddalić i zająć się gaszeniem pragnienia w postaci wyciskania krwi z woreczka kupionego ze szpitala.
- Dobre widoki, bardzo dobre. - posłał jej wymowne spojrzenie aby wiedziała, że ma na myśli jej zacną i skromną osobę. Zastanawiał się czy ona zawsze była taka skupiona i cichutka. Z jakiejś przyczyny tego typu dziewczyny go przyciągały. Lubił ten moment gdyby udawało się je rozruszać i roześmiać w głos.
- Przecież nie jestem już obcy. - sięgnął po jej rękę i wcielając się chwilę w dżentelmena ucałował wierzch rękawiczki, którą to przed chwilą założyła.
- Cody Brandon, do usług. - puścił jej dłoń, rad, że nie mogła poczuć jaka robi się chłodna z powodu narastającego w gardle pieczenia.
- Skoro już jesteśmy znajomymi to możemy iść na piwo i dobrze się bawić. Co lubisz robić? Oprócz poznawania podejrzanych typów w zaułkach?- położył dłonie na jej wątłych ramionach i skierował jej kroki w boczną uliczkę - oddalającą ich od widocznej na horyzoncie klubokawiarni. Stanął lekko za nią i nachylił się blisko jej twarzy.
- Kolejny ciemny zaułek czeka. Trwa tylko pięć metrów i wyprowadzi nas przed Gospodę. Odważysz się, Avelino?- kusił, zerkając w zacieniony skrót. Powinien trzymać się od nich z daleka jednak skoro już nie żył to chyba ciężko byłoby go zabić, prawda? Najwyraźniej ciągnęło go tam, gdzie zginął. Nie miał za knuta instynktu samozachowawczego. To ten moment kiedy powinien profilaktycznie się od niej oddalić i zająć się gaszeniem pragnienia w postaci wyciskania krwi z woreczka kupionego ze szpitala.