• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[03.04.1972] Bardzo wąskie alejki | Opowiadanie

[03.04.1972] Bardzo wąskie alejki | Opowiadanie
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#1
16.03.2023, 14:54  ✶  

3 kwietnia 1972 roku


Perseus kulił się w porywistym wietrze szarpiącym za poły jego płaszcza, kiedy rozchwianym krokiem przemierzał Aleję Horyzontalną. Kaszmirowy szalik, który z ciężkim westchnieniem żalu (miał złudną nadzieję, że po Ostarze pogoda będzie już tylko dopisywać) wyjął tego ranka z szafy w przedpokoju, stanowił niewielki ratunek przed chłodem kropli rozbijających się boleśnie o jego policzek. Gdyby kózka nie skakała, to by marzec kwiecień-plecień, mruknął do siebie pod nosem, próbując w ten sposób odwrócić swą uwagę od bólu, jakie sprawiały mu odrętwiałe z zimna części ciała. Ramiona uniosły się i upadły w tłumionym chichocie, gdy dotarł do niego (bez)sens własnych słów. Och, jakże szkoda, że nie miał przy sobie kartki papieru – mógłby zapisać ten przejaw geniuszu komedii i wykorzystać go przy najbliższej okazji. Sięgnął nawet do kieszeni płaszcza w poszukiwaniu jakiegokolwiek skrawka powierzchni, na której można zapisać złote myśli. Odnalazł papierek po miętowym cukierku (obrzydliwe) oraz zmiętą chusteczkę ze śladami szminki kobiety, z którą spędził ostatnią noc po wielkiej kłótni z (chyba już byłą) żoną (skąd ona się tam wzięła? to znaczy, chusteczka, a nie była-lecz-wciąż-obecna-małżonka lub kochanka, bo to przecież oczywiste, że nie mógł wsadzić standardowych rozmiarów czarownicy do kieszeni bez użycia transmutacji, czy innych sztuk tajemnych, których nie dane mu było opanować), jednakże żaden z powyższych materiałów nie nawał się na nośnik złotej myśli. Trudno, pomyślał, pociągając nosem, może zapamiętam zanim dotrę do domu.
Jednak wydarzenia, które nastąpiły później, nie sprzyjały zapamiętywaniu powiedzonek magipsychiatry, który według swojego otoczenia sam potrzebował pomocy specjalisty. Głupcy! Za pięćdziesiąt lat jego nieszablonowe poczucie humoru miało cechować całe pokolenie. No bo czy nie ma nic śmieszniejszego, niż fotografia bułek podpisana jako "kiełbasa"? Czy istnieje coś, co bawi bardziej, niż kapibara nazwana salamandrą? Jak zwykle geniuszy nie doceniano za życia!
Wróćmy jednak na właściwe tory opowieści. Należy bowiem zaznaczyć, że tamtego kwietniowego popołudnia nie było aż tak zimno, jednakże Perseus – osłabiony rodzinnymi dramatami, jakie rozegrały się nie tylko na jego oczach, lecz niejako zmusiły go do uczestnictwa w nich jako kolejny z aktorów – był podatniejszy na gwałtowne zmiany temperatur, tak charakterystyczne dla przełomu marca i kwietnia. Być może gdyby nie wrodzona rycerskość, która nakazywała mu okryć towarzyszkę minionej nocy własnym płaszczem w drodze do mieszkania, czułby się zdecydowanie lepiej. Wreszcie, przemoczony do suchej nitki (w całym tym rozedrganiu zapomniał, aby zabrać ze sobą parasol) i niezdolny do dalszej wędrówki,  zatrzymał się pod ociekającą deszczem markizą zawieszoną nad wejściem do kawiarni. Przez chwilę wahał się, czy powinien wejść do środka, jeżeli od domu dzielił go zaledwie kwadrans spaceru; ostatecznie skusiła go wizja filiżanki pełnej czarnej herbaty, tak rozkosznie rozgrzewającej ciało.
Pchnął więc oszklone drzwi, a dzwoneczek nad jego głową zadzwonił radośnie, oznajmiając przybycie najwyraźniej pierwszego tego dnia klienta (poznał to po braku żywej duszy. Wnętrze kawiarni wyglądało na zagracone; na pierwszy rzut oka nic do siebie nie pasowało. Próżno było doszukiwać się dwóch takich samych krzeseł, czy nawet stołów. Część mebli wyglądała na bardzo eleganckie, jednak obdarł je pazur czasu; w niektórych miejscach za siedziska służyły wygniecione pufy oraz kanapy. Podłogi wyłożono kolorowymi dywanami, turecką plątaniną bez ładu i składu. Zrobił krok nad wełnianą łąką i znalazł się we włóknistym pałacu pełnym złotych ornamentów. Próbował dojrzeć, jakiego koloru są ściany, lecz był to zbędny trud – na wszystkich z nich wisiały obrazy, przytulone do siebie tak ciasno, że z trudem udałoby mu się wcisnąć mały palec pomiędzy ramy wybrane najprawdopodobniej bez żadnego konkretnego zamysłu, całkowicie na oślep. Podążył w głąb kawiarni, w której unosił się  Gdy był mały, dziadek Cygnus (ach, świętej pamięci dziadek Cygnus, również cierpiący na petryfikacyjne zaniki nerwowe! Biedny staruszek z brązowymi plamami na pomarszczonych dłoniach, który pod koniec swego żywota poruszał się jedynie po parterze kamienicy przy Grimmauld Place na skrzypiącym wózku) pozwalał mu od czasu do czasu bawić się w swoim gabinecie wypchanym bażantem. Perseus gładził jego bursztynowe pióra, podczas gdy ówczesny nestor rodu rozpalał kadzidła (prezent od swej ulubionej synowej – nigdy nie krył się z darzeniem Daphne specjalnymi względami, a i matka nie pozostała dłużna w okazywaniu sympatii srebrzystowłosemu Cygnusowi). Zaciągnął się więc znajomym zapachem, podczas gdy na jego twarzy zamajaczył pełen nostalgii uśmiech. Zajął miejsce przy oknie - od dziecka bowiem uwielbiał patrzeć na wyścigi kropel po szybie. Nim jednak udał się do swojego świata, przejrzał skromne menu położone na stoliku przed nim.
— Zwykły earl grey — zwrócił się do kelnera, który jak gdyby nigdy nic znalazł się tuż obok Perseusa. Przyznać musiał przed sobą, że potrzebował wszystkich pokładów silnej woli, aby powstrzymać się przed wzdrygnięciem się, gdy nieznajomy pojawił się tak nagle, zwracając się do niego dziwnie przyciszonym głosem. Później patrzył w ślad za nieznajomym, aż ten odsunął zawieszone na framudze koraliki i zniknął w półmroku zaplecza. Wrócił kilka minut później z błękitną filiżanką przypominającą kwiat na talerzyku w kształcie liścia. Postawił parujący napar w tym osobliwym naczyniu przed Blackiem. Dopiero teraz zauważył, że na liściastym talerzyku znajduje się także kilka herbatników. Rzucił kelnerowi pytające spojrzenie.
— To na koszt firmy — oświadczył i dopiero teraz Perseus przyjrzał mu się dokładniej. Był wysokim, dobrze zbudowanym młodzieńcem pomiędzy dwudziestym, a dwudziestym piątym rokiem życia. Rysy miał łagodne, seraficzne, a duże niebieskie oczy i blond loki okalające jego twarz dopełniały anielskiego wizerunku. Magipsychiatra jednak nie mógł wyzbyć się przeczucia, że jest w nim coś mrocznego, coś diabelskiego, coś...
— Dziękuję — odparł orchyple, zdając sobie sprawę z tego, kogo przypominał młody kelner. Raphael, Raphael, Raphael, imię dawnego kochanka boleśnie odbijało się pod kopułą czaszki. Tak, nigdy nie będzie dane mu zapomnieć o paryskim romansie i jego tragicznym finale; wydarzenia tamtej nocy i kilku następnych, gdy z pomocą Lycoris skrupulatnie pozbywał się ciała nawiedzać miało go już do końca jego dni. Młodzieniec odszedł, pozostawiając Perseusa samego.
Ostrożnie ujął filiżankę i upił pierwszy łyk, dochodząc do wniosku, że napój mu już nie smakuje. Za bardzo był zmartwiony, by móc rozkoszować się ulubioną herbatą. Nie tylko przeszłość go trapiła, lecz także teraźniejszość i przyszłość - oto musi stanąć przed ojcami i powiedzieć, że nie podołał roli męża. Wziąć winę na swoje barki za rozpadek małżeństwa, którego nie zawarł przecież z własnej woli. Być może w innych okolicznościach, to znaczy gdyby wiedział o istnieniu listów, robiących z niego tyrana, próbowałby udowodnić, że to obie strony zawiniły, ale Perseus nie zdawał sobie sprawy z obrzydliwości oskarżeń nad nim ciążących. Owszem, zarzucić można było mu wiele - infantylne podejście do niektórych spraw, zbyt wielką i niepotrzebną dumę, rozdmuchiwanie kwestii nieistotnych i bagatelizowanie tych ważnych, a na samym końcu nawet zdradę, jakiej dopuścił się zaledwie kilkanaście godzin wcześniej (wciąż bowiem pozostawali w formalnym związku), ale przemoc? Nie, ten człowiek nie był zdolny do podniesienia ręki na drugą istotę. Być małostkowym, jak w stosunku do Debbie - tak. Wysłać chryzantemy na urodziny i prychać obrażony na samo wspomnienie imienia dawnej partnerki - również. Przeżywał bowiem wszystko dotliwie, a drobne złośliwości miały być remedium dla zranionego serca, które po każdym takim wydarzeniu kurczyło się boleśnie z rozpaczy. Zemsta bowiem przynosiła tylko chwilowe ukojenie. Postanowił więc tym razem nie być tak... tak żałosny i tchórzliwy i wziąć na siebie odpowiedzialność za obecną sytację. Tak, tak będzie najlepiej. Przecież ona była jeszcze dzieckiem.
Kojący dym kadzideł rozpalonych w kawiarni sprawił, że nagle wszystkie te problemy wydały się dziwnie głupie i odległe. Ciało przyjemnie się rozluźniło, aż czuł, że zapada się na krześle. Och nie, nie może tu zostać, bo jeszcze zaśnie! Z trudem się wyprostował i sięgnął do kieszeni po złotą monetę - zdecydowanie zbyt wiele, jak na należność za herbatę, lecz mieścił się w niej także napiwek dla kelnera.
Żałosne zadośćuczynienie.
Deszcz nie zacinał już tak zaciekle, gdy wyszedł z kariarni. Właściwie, to niedługo potem niebo się rozpogodziło, a przyjemne promienie popołudniowego kwietniowego słońca odbijały się w mijanych przez Perseusa kałużach. Była to pora, gdy czarodzieje rozpoczynający swą pracę rankiem powracali już do swych domów, jednak Aleja Horyzontalna była niepokojąco pusta. W pierwszej chwili Perseus w ogóle nie zwrócił na to uwagi, wciąż rozkosznie oszołomiony kadzidłami. Dopiero gdy dotarł do swojego domu - a raczej miejsca, w któym powinien znajdować sie jego dom - dostrzegł, że coś jest nie w porządku. Mijał kolejno lokale - 21/35, 21/36, 21/38... Ale gdzie, na Merlina, kryło się mieszkanie numer 21/37? Czy to jakieś zaklęcie zabezpieczające rzucone przez byłą-lecz-wciąż-obecną-małżonkę? A on chciał usprawiedliwiać ją jeszcze przed ojcami! Och nie, nie będzie się z tym szczypał; zbyt dużo nerwów go to kosztowało. Pójdzie do Elliotta lub Leviego, ten drugi przecież mieszkał po drugiej stronie ulicy. Jak pomyślał, tak zrobił, ale mieszkania przyjaciela również nie mógł znaleźć, podobnie jak mieszkania dawnego kochanka. Poczuł, jak ogarnia go coraz większy niepokój, jak zimne szpony strachu zaciskają się boleśnie wokół żołądka.
Co robić, co powinien uczynić w takiej sytuacji? Dłonie mu drżały, gdy rozpaczliwie rozglądał się wokół siebie. Do głowy wpadł mu pewien pomysł, całkowicie szalony, jeśli miał być ze sobą szczery, ale czy było inne wyjście? Nie, a przynajmniej Black nie był w stanie go dostrzec - schował wiec dumę do kieszeni i postanowił udać się na Grimmauld Place, na to samo Grimmauld Place, którego jeszcze wczoraj zarzekał się nigdy więcej nie odwiedzić. Och, jakże zabawnym było, gdy nieprzyjemne okoliczności weryfikowały wszystkie gorliwe postanowienia.
Ruszył zatem w stronę ulicy Pokątnej; nie mógł przecież skorzystać z kominka i proszku fiuu, jeśli do żadnego nie miał dostępu. Planował użyć przejścia za Dziurawym Kotłem i udać się pieszo do rodowej posiadłości, gotów nawet błagać matkę, aby ta przyjęła go znów pod swóch dach - a przynajmniej do czasu rozwiązania się sprawy znikających domostw. Szedł szybko, wspierając się na mahoniowej lasce. Tylko jej stukot i jego kroki niosły się echem po opustoszałej okolicy. Wreszcie dotarł na miejsce, gdzie Aleja Horyzontalna łączyła się z Pokątną i ze zgrozą odkrył, że wcale nie znajduje się na tej drugiej ulicy, a na Nokturnie. Próbował zawrócić, lecz z jakiegoś powodu nie mógł znaleźć drogi powrotnej. Kiedy bowiem odkrył swe niefortunne położenie i spróbował się cofnąć, poczuł na swoich plecach chłód muru.
Jak to w ogóle możliwe?, pytał sam siebie zrozpaczony. Wydawało mu się, że magiczny Londyn żyje własnym życiem, że ściany wyrastają z ziemi, a budynki przemieszczają się, igrając z przerażonym Perseusem. Tak, bał się. Oddech stał się płytki, zaś serce boleśnie obijało się w klatce piersiowej. Nie pozostało mu nic innego, niż przeć naprzód. Ostrożnie więc stawiał kroki pośród zatęchłych zaułków, z lękiem w oczach mijał sklepowe witryny pełne obrzydliwości, niepewnie przechodził obok zaciemnionych miejsc, jakby w obawie, że ktoś nagle na niego wyskoczy. Na swoją obronę miał laskę i różdżkę ukrytą gdzieś w kieszeni płaszcza; wiedział, że w razie ataku nie zdąży po nią sięgnąć, a nie chciał się zatrzymywać, by nie stanowić łatwego celu. Ale nikt nie chciał atakować Perseusa - był całkowicie sam. Świadomość swej samotności sprawiła nagle, że jeszcze bardziej rozpaczliwiej pragnął wydostać się z labiryntu uliczek.
Zatrzymał się wreszcie przed Kościanym Zamtuzem i poczuł, jak wzbiera w nim fala mdłości. Był pewien, że mijał tej wątpliwej moralności przybytek już trzy razy, za każdym z nich starając się nie zwracać na niego uwagi. Odwiedził bowiem to miejsce jako młodzieniec, tego samego roku, gdy Elliott wyjechał za granicę i nie mógł go powstrzymać. Spotkanie z tamtejszymi dziewkami było szokiem, z którego Perseus po latach nie zdołał się w pełni otrząsnąć. Teraz jednak czuł, że budynek go przyzywa; niepewnie więc pociągnął za klamkę i wszedł w ciemność. Zamiast jednak znaleźć się we wnętrzu domu publicznego, stał w zaułku w którym znajdowały się śmietniki, lecz nie było to miejsce tak brudne i odrażające jak Noturn. Niepewnie skierował się w stronę głównej ulicy i odkrył, że był tuż za sklepem Ollivanderów. Pośpiesznie więc udał się do głównego wejścia obok przeszklonej witryny. Dzwonek nad jego głową wydał z siebie ciche dźwięki, a sam Perseus stracił równowagę przekraczając próg. Upadł na podłogę, lecz szybko się z niej podźwignął.
— Fergusie! Fergusie, musisz mi... — urwał zdezorientowany, gdy tylko podniósł wzrok. Oto okazało się, że nie znajdował się w sklepie Ollivanderów, a w klubokawiarni Nory Figg. — ...pomóc.
Poczuł, że cała krew odpływa mu z twarzy, jednak nie zamierzał rezygnować. Ostrożnie podszedł do drzwi, za którymi, jak mu się wydało, znajdowało się zaplecze.
— Panno Figg? Salemie? — zapytał, popychając skrzydła. Oślepiło go światło i na powrót znalazł się na Nokturnie. — Nie, nie, nie... — jęknął zrozpaczony.
Kręcił się tak przez następne kilka godzin, które dla magipsychiatry wydawały się całą wiecznością. Za kuchennymi drzwiami znajdowały się ogrody, furtki prowadziły do sklepów, w szafie ukrywało się przejście do chłodni w restauracji. Wreszcie opadł z sił i skulił się bezsilny w jakimś zaułku z policzkiem przytulonym do szorskiej cegły.
— Perseusie, obudź się — mówił łagodny głos. Ktoś delikatnie trącał jego ramię. — Na litość Merlina, co tutaj robisz? Ktoś cię napadł? Zasłabłeś?
Otworzył oczy i ujrzał przed sobą kobietę, która wydała mu się dziwnie znajoma. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to jedna z uzdrowicielek z Munga, z którą przed laty rozpoczynał kursy. Nigdy wcześniej się nie poznali, ponieważ kilkanaście lat wcześniej przyjechała do Londynu z Francji.
— Ja... — zaczął niepewnie, rozglądając się. Wszystko było jak dawniej, ulica - zorientował się, że jest na Pokątnej po szyldach za kobietą - wciąż tętniła życiem. — To nic, zapomnij.
Upokorzony, ale przede wszystkim zdezorientowany odmówił udzielenia pomocy i samodzielnie udał się do swego mieszkania. Tym razem nie miał problemów z jego znalezieniem. Posłał list do Lecznicy Dusz, informując, że potrzebuje dnia wolnego z powodu przeziębienia, a następnie - zdjąwszy jedynie buty oraz płaszcz - położył się w łóżku i naciągnął kołdrę na głowę.

2205 słów.

koniec sesji



[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Perseus Black (2236)




Wiadomości w tym wątku
[03.04.1972] Bardzo wąskie alejki | Opowiadanie - przez Perseus Black - 16.03.2023, 14:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa