26.04.2025, 21:16 ✶
Lana starała się wyłapać wzrokiem jakiegoś przechodnia, który bohatersko zatrzymałby się i uratował ją oraz matkę z płonącego mieszkania, jednak większość ludzi na ulicy była zbyt zajęta ucieczką przed ogniem. Wszechobecny hałas również nie ułatwiał wołania o pomoc, tłumiąc zachrypnięty głosik Dolohovówny. Zaczynało jej brakować sił; czuła na karku ciepło wdzierających się płomieni, a obraz przed oczami rozmywał się od łez do tego stopnia, że nie zauważyła stojącej pod balkonem Millie.
– Ratun... – nagle poczuła, że unosi się do góry. Można by pomyśleć, że w tym momencie dziewczyna trochę się uspokoi, lecz Lanę wypełniła jeszcze większa panika. Od czasu feralnego upadku z miotły w Hogwarcie, bała się wszystkiego, co związane było z lataniem. – Yyy… AAAAA! – wydała z siebie wrzask i zamknęła oczy, by nie widzieć zbliżającego się gruntu. Niestety, nie widziała też, że leci wprost na Moody.
– A-ała. – upadek na kobietę nie było najprzyjemniejszym uczuciem, ale przynajmniej była cała. I żywa. Na szczęście dla Miles, Dolohovówna ważyła niedużo.
Parę sekund zajęło Lanie uspokojenie się i złapanie oddechu. Kiedy wreszcie jej się to udało, otworzyła oczy, by przypatrzeć się swojemu wybawcy. A raczej wybawczyni. Leżenie na innej osobie w tak kompromitującej pozycji nie było zachowaniem godnym damy, jednak w tym momencie nie miało to znaczenia. – D-dziękuję... – powiedziała, podnosząc się powoli. Nawet po tak krótkim locie, trochę kręciło jej się w głowie. – Musimy szybko iść po moją mamę. Ona jest zamknięta w pokoju, a ja nie dam rady sama ugasić płomieni. – podała rękę drugiej czarownicy i wskazała głową na wejście do kamienicy – a raczej to, co z niego zostało. Eleganckie drzwi były już prawie kompletnie zwęglone, a ze znajdującego się za nimi korytarza wydobywał się gęsty dym. Nie wyglądało na to, by ktokolwiek kto jeszcze przebywał w budynku miał duże szanse na przeżycie, ale Lana nie chciała dopuścić do siebie tej myśli.
// Zawada: lęk wysokości
– Ratun... – nagle poczuła, że unosi się do góry. Można by pomyśleć, że w tym momencie dziewczyna trochę się uspokoi, lecz Lanę wypełniła jeszcze większa panika. Od czasu feralnego upadku z miotły w Hogwarcie, bała się wszystkiego, co związane było z lataniem. – Yyy… AAAAA! – wydała z siebie wrzask i zamknęła oczy, by nie widzieć zbliżającego się gruntu. Niestety, nie widziała też, że leci wprost na Moody.
– A-ała. – upadek na kobietę nie było najprzyjemniejszym uczuciem, ale przynajmniej była cała. I żywa. Na szczęście dla Miles, Dolohovówna ważyła niedużo.
Parę sekund zajęło Lanie uspokojenie się i złapanie oddechu. Kiedy wreszcie jej się to udało, otworzyła oczy, by przypatrzeć się swojemu wybawcy. A raczej wybawczyni. Leżenie na innej osobie w tak kompromitującej pozycji nie było zachowaniem godnym damy, jednak w tym momencie nie miało to znaczenia. – D-dziękuję... – powiedziała, podnosząc się powoli. Nawet po tak krótkim locie, trochę kręciło jej się w głowie. – Musimy szybko iść po moją mamę. Ona jest zamknięta w pokoju, a ja nie dam rady sama ugasić płomieni. – podała rękę drugiej czarownicy i wskazała głową na wejście do kamienicy – a raczej to, co z niego zostało. Eleganckie drzwi były już prawie kompletnie zwęglone, a ze znajdującego się za nimi korytarza wydobywał się gęsty dym. Nie wyglądało na to, by ktokolwiek kto jeszcze przebywał w budynku miał duże szanse na przeżycie, ale Lana nie chciała dopuścić do siebie tej myśli.
// Zawada: lęk wysokości