05.02.2023, 18:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2023, 19:14 przez Cody Brandon.)
Gardło płonęło z pragnienia. Całe ciało rwało się byleby ukoić ten ból w krtani. Coraz częściej w jego głowie brzmiały słowa duszy "potrzebuję krwi". Powinna uciekać ale już wiedział, że jest za późno. Nie pozwoli jej uciec bo wybudziła w nim wampira, którego za pierwszym razem w sobie stłumił.
- Nie chciałbym cię nigdy skrzywdzić.- odparł na jej zapytanie i zmarszczył brwi bo widział w jej oczach obawę. Już widziała w nim potwora? Intensywniej skupił na niej wzrok próbując dostrzec w jej tęczówkach swoje odbicie. Było zbyt ciemno, nie widział nic poza jej ustami i zarumienionymi z zimna policzkami. Robił krok za krokiem, osaczył ją swoim lodowatym ciałem, zamykając dłoń na jej talii. Wewnątrz panikował, bał się ale w oczach spozierał głód.
- Przepraszam. Nie mogę… - położył dłoń na jej policzku, na tym kuszącym rumieńcu, pod którym zbiegła się soczysta krew.
- … tego przerwać.- pochylił się do jej twarzy gdy dotknęła plecami zimnej ściany. Przez jego oblicze przebiegł skurcz bólu na myśl, że już przegrał.
- Nie umiem…- szepnął niemal płaczliwie w tych ostatkach świadomości. Opadł zimnymi ustami na jej wilgotne wargi, takie gorące, z mrowiącą pod nimi krwią. Pocałował je łapczywie, a z gardła wydusił jedynie pełen żalu jęk bo jego ręce oplotły jej wątłe ramiona, zamykając w więzieniu, z którego osoba tak niska jak ona może mieć problem uciec. Wśród jego zębów siekacze wydłużyły się na tyle aby dotknąć ostrymi krańcami jej dolnej wargi, przebijając suchy naskórek. Zupełnie jakby właśnie do tego dążył. Ta kropla krwi, która zebrała się między ich ustami… koniuszkiem języka zebrał ją stamtąd a ten smak rozbudził w nim dzikość. Stracił świadomość. Pocałował ją kolejny raz, tak jak nigdy dotąd nie czynił żadnej dziewczynie na świecie, jednocześnie wzmocnił nacisk na jej ramionach, trzymając ją niczym w żelaznych kajdanach. Oderwał się od jej ust by podążyć czym prędzej do szyi, gorącej, pachnącej w której tętniła życiodajna krew. Mrugnięcie powieki później ostre kły przebiły się w dwóch punktach jej szyi, wpadając pod skórę i zahaczając o nią z całej siły. Trupioblady, nieludzki potwór zacisnął dolną szczękę na jej gardle i napił się dużego łyku, jak najdłuższego byleby tylko źródło tej krwi nie miało sił krzyknąć. Przyciskał ją do ściany i pił z niej, łykał raz za razem strumień czerwonej, gorącej i soczystej posoki, której smak zawracał mu w głowie. O Merlinie, jakie to pyszne. Słodka Morgano, napój bogów! Z całym szacunkiem Williamie lecz twoja krew przy tej wydaje się gorzka. Nie słyszał nic poza pulsowaniem krwi, zasysał ją do siebie i obdarzał swoje martwe ciało namiastką życia. Trzymał Avelinę przy sobie aby nie upadła i... krzywdził ją bo obdarzyła zaufaniem złą osobę.
Kogo można spotkać w ciemnym zaułku? Głodnego wampira.
- Nie chciałbym cię nigdy skrzywdzić.- odparł na jej zapytanie i zmarszczył brwi bo widział w jej oczach obawę. Już widziała w nim potwora? Intensywniej skupił na niej wzrok próbując dostrzec w jej tęczówkach swoje odbicie. Było zbyt ciemno, nie widział nic poza jej ustami i zarumienionymi z zimna policzkami. Robił krok za krokiem, osaczył ją swoim lodowatym ciałem, zamykając dłoń na jej talii. Wewnątrz panikował, bał się ale w oczach spozierał głód.
- Przepraszam. Nie mogę… - położył dłoń na jej policzku, na tym kuszącym rumieńcu, pod którym zbiegła się soczysta krew.
- … tego przerwać.- pochylił się do jej twarzy gdy dotknęła plecami zimnej ściany. Przez jego oblicze przebiegł skurcz bólu na myśl, że już przegrał.
- Nie umiem…- szepnął niemal płaczliwie w tych ostatkach świadomości. Opadł zimnymi ustami na jej wilgotne wargi, takie gorące, z mrowiącą pod nimi krwią. Pocałował je łapczywie, a z gardła wydusił jedynie pełen żalu jęk bo jego ręce oplotły jej wątłe ramiona, zamykając w więzieniu, z którego osoba tak niska jak ona może mieć problem uciec. Wśród jego zębów siekacze wydłużyły się na tyle aby dotknąć ostrymi krańcami jej dolnej wargi, przebijając suchy naskórek. Zupełnie jakby właśnie do tego dążył. Ta kropla krwi, która zebrała się między ich ustami… koniuszkiem języka zebrał ją stamtąd a ten smak rozbudził w nim dzikość. Stracił świadomość. Pocałował ją kolejny raz, tak jak nigdy dotąd nie czynił żadnej dziewczynie na świecie, jednocześnie wzmocnił nacisk na jej ramionach, trzymając ją niczym w żelaznych kajdanach. Oderwał się od jej ust by podążyć czym prędzej do szyi, gorącej, pachnącej w której tętniła życiodajna krew. Mrugnięcie powieki później ostre kły przebiły się w dwóch punktach jej szyi, wpadając pod skórę i zahaczając o nią z całej siły. Trupioblady, nieludzki potwór zacisnął dolną szczękę na jej gardle i napił się dużego łyku, jak najdłuższego byleby tylko źródło tej krwi nie miało sił krzyknąć. Przyciskał ją do ściany i pił z niej, łykał raz za razem strumień czerwonej, gorącej i soczystej posoki, której smak zawracał mu w głowie. O Merlinie, jakie to pyszne. Słodka Morgano, napój bogów! Z całym szacunkiem Williamie lecz twoja krew przy tej wydaje się gorzka. Nie słyszał nic poza pulsowaniem krwi, zasysał ją do siebie i obdarzał swoje martwe ciało namiastką życia. Trzymał Avelinę przy sobie aby nie upadła i... krzywdził ją bo obdarzyła zaufaniem złą osobę.
Kogo można spotkać w ciemnym zaułku? Głodnego wampira.