• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue

[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
27.04.2025, 03:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.04.2025, 03:40 przez Benjy Fenwick.)  
Stanąłem z Prudence w miejscu, do którego nie spodziewałem się wrócić po tym wszystkim, co się wydarzyło. Tak właściwie, opuszczając z Aly Wyspy, w trybie natychmiastowym, spaliliśmy za sobą wszystkie mosty - nie powinny istnieć. Przypomniałem sobie, jak opuszczaliśmy Wielką Brytanię w pośpiechu, nie myśląc o powrocie, o tym, że jeszcze kiedyś tutaj wrócimy... Poprawka - jeszcze kiedyś wrócę. Nie spodziewałem się tego, nie chciałem się tego spodziewać. Nie wyobrażałem sobie nawet, że się tu ponownie zjawię, bo zbyt wiele się zmieniło, zbyt wiele zostało zniszczone, ale nie zapomniane - jednak teraz, stojąc tu z Prue, czułem się jakbym odnalazł fragment siebie, którego próbowałem ukryć... I nie wiedziałem, czy mi to odpowiada. Za „piętnaście lat od” wtedy wyobrażałem sobie siebie gdziekolwiek, ale nie w tej części świata - na pewno nie tutaj. Byłem wtedy głupi, nie chciałbym się nazwać naiwnym, ale wydawało mi się, że ułożę sobie życie z Adelais w Stanach - zwłaszcza że mieliśmy mieć dziecko. Byłem zdenerwowany tym faktem, zaskoczony, ale jednocześnie patrzyłem w przyszłość z entuzjazmem...
Z perspektywy czasu, to była dziwna, bardzo dziwna myśl, gdy miało się świadomość, że w jakimś alternatywnym świecie, innej linii czasowej czy coś, pewnie mógłbym się teraz kłócić z czternastoletnią wersją mieszanki mnie i Alice - połączeniem wybuchowym, to na pewno, zakałą magicznego świata. To było abstrakcyjne, zwłaszcza że przez te czternaście... Prawie piętnaście lat wcale nie zacząłem czuć się dojrzale, a nawet wręcz przeciwnie - sama ta nasza obecność, moja i Prue, z butelkami mocnego alkoholu po kieszeniach i w rękach świadczyła o czymś zupełnie przeciwnym. Wszystkie próby odpowiedzialnego zachowania zostawiłem za sobą w kuble na śmieci prawie dwanaście lat temu w Chicago. Wydawało mi się, że mogę być kimś, kto weźmie na siebie odpowiedzialność, będzie dorosły... Tyle tylko, że po trzech latach wszystko się zawaliło, a od tamtej chwili, gdy dowiedziałem się, jak łatwo można się sparzyć na drugiej osobie, minęło już jedenaście lat.
Od tamtej pory bywałem raczej w przelotnych relacjach, bardziej przypadkowych i impulsywnych, niż planowanych. Nie chciałem się angażować, bo nie chciałem znów przeżywać rozczarowania. Byłem ostrożny, a może raczej zniechęcony - parokrotnie się sparzyłem, więc szybko nauczyłem się trzymać na dystans. Nie lubiłem tego, ale uznałem, że to dla mnie najwygodniejsze, bo tak czy siak, szybko sobie uświadomiłem, że mam tendencję do ładowania się w toksyczne układy damsko-męskie -  przekonałem się, że nie potrafię utrzymać dłuższych relacji, więc od tamtej pory trzymałem się od tego z daleka. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal... Łapałem się więc na tych krótkich, jednorazowych romansach, głównie z kobietami ze swojego środowiska, bo łatwo było mi się z nimi dogadać, od razu przejść do rzeczy, nie pierdolić się w tańcu, no, może czasami trochę się popierdolić, później pokłócić się o sprawy zawodowe albo inne pierdoły, by mieć pretekst do zerwania relacji, bo oboje wiedzieliśmy, że nic z tego nie będzie. Często to były durne, naprawdę głupie powody, czasami ostentacyjnie z dupy wzięte. Tak czy siak - to były całkiem wygodne układy na zasadzie reguły wzajemności z osobami mającymi dokładnie te same podejście do stałych związków - jeśli nie negatywne, to w ogóle żadne.
Od czasu do czasu zdarzało mi się korzystać z wdzięczności jakiejś ładnej kobiety z trochę innego środowiska, ale z pomaganiem Prudence od początku było inaczej. Już przy pierwszym spotkaniu przyciągnęła mój wzrok i wzbudziła we mnie coś, czego nie potrafiłem nazwać. Teraz już wiedziałem, że to był ten fakt, że kiedyś, w innym życiu, się znaliśmy. Dopóki nie zostaliśmy szkolnymi wrogami, w dużej części z mojej winy, podkochiwałem się w niej - ba, totalnie na nią leciałem. Podobała mi się, i to, że była siostrą bliźniaczką Eliasa, nie miało wtedy takiego wielkiego znaczenia. Wówczas wszystko wydawało się inne, prostsze, choć może w praktyce nie mniej skomplikowane. Zdarzało mi się o tym myśleć - zastanawiać się, czy gdyby cokolwiek potoczyło się inaczej, może gdybym nie był takim kawałem kutasa, który sam sabotował swoje szanse, to nie miałbym problemu, żeby przekonać Bletchleya, że mam szczere, nie zjebane zamiary. Tylko tyle, iż teraz to też miało się zmienić - powoli wypierałem wszystkie „co by było, gdyby” - tamta rozmowa w piwnicy dała mi jasny wgląd w naszą przeszłość. Mogłem czuć do niej miętę, ale ona wtedy mnie nie chciała, nie zechciałaby mnie, bo nie byłem w jej oczach nikim właściwym - ta rozmowa w piwnicy dała mi w końcu jasne spojrzenie nie tylko na stopień spierdolenia relacji, lecz także na perspektywę Pru odnośnie takich, jak ja. Może ta dyskusja nie była do przesady odkrywcza, bo już wiedziałem, jakie miała wtedy do mnie podejście, ale przynajmniej to sobie nazwaliśmy. Nawiązaliśmy kompromis, określiliśmy się przyjaciółmi, i tyle. Ta gadka bez cienia wątpliwości rozluźniła atmosferę, chociaż nadal czułem, jak coś między nami wisi w powietrzu...
I mimo to, kiedy zawiesiłem wzrok na jej oczach, a nasze spojrzenia się spotkały, i gdy ona zmrużyła swoje duże, brązowe oczy, patrząc na mnie z dołu spod rzęs, poczułem coś, czego dawno nie czułem... To nieokreślone coś - na kształt czegoś więcej, niż tylko nostalgii i tego wrażenia, jakby wspomnienia młodości, tamtych dni, wciąż jeszcze miały moc... No, ale zyskałem także świadomość, że od pewnego czasu byłem już lekko podpity i wcale nie trzeźwiałem - dalej pociągałem z butelki. Wypiłem już flaszkę i trzy czwarte, a w głowie kotłowały się te zdrożne, zdrożne myśli, żeby ją pocałować, bo stała tak blisko, że była jak na wyciągnięcie ręki. Wystarczyłoby się pochylić, ale nie po to, by ściągnąć pajęczynę z jej włosów, a po to, żeby znowu zagarnąć jej wargi, poczuć smak jej ust. Tym razem bez nuty dymu, sprawdzić, czy nadal smakują jak truskawki... Cyka blyat!
Gdyby nie różnice społeczne, i gdyby chciała spędzić ze mną czas inaczej niż jako koleżanka, nawet gdyby chciała się ze mną całować i nie tylko, to i tak nie miałoby to sensu, bo nie zamierzałem tu zostać. Miałem bardzo twarde postanowienie, że kilka dni wyjeżdżam z kraju i nic tego nie zmieni. Nie chciałem wykorzystywać sytuacji, tym bardziej nie z siostrą Eliasa. Nie wdałbym się w przelotny romans, bo mimo wszystko, to by ją skrzywdziło - nawet jeśli zgoda i chęć byłyby obopólne, to nie byłoby w moim stylu. Nie, nie było, o czym myśleć. To nie byłoby fair, ani dla niej, ani dla mnie, nawet jeśli tamten pocałunek to dalej nie był dla mnie błąd - raczej jedna, niepowtarzalna chwila.
Ściągnąłem pająka z włosów kobiety, opowiadając przy tym jakąś historię o latynoamerykańskich wierzeniach, by zagłuszyć ciszę, i oddając jej stworzonko do wypuszczenia -  ignorując świadomość, że wewnątrz chciałem znowu poczuć smak jej ust, tym razem bez nuty dymu z pożaru, sprawdzić, czy nadal smakują jak truskawki... Jednak zamiast poddać się impulsowi, uniosłem głowę, ściągając myśli na ziemię, a potem odwróciłem wzrok, by nie dać się ponieść tym zdrożnym myślom. Niby nie próbowałem jej bajerować, ale nie mogłem nic poradzić na to, że mój głos był taki, jaki był -  głęboki, trochę zachrypnięty, poprzedzony płytkim oddechem. Gdy odpływałem z Wysp, wszystko wydawało się końcem, zamknięciem pewnego rozdziału. Myślałem, że ułożyłem sobie życie, wszystko jest na dobrej drodze, a przyszłość jest jasna. Teraz, stojąc z nią, miałem wrażenie, jakby czas się cofnął, jakbyśmy wrócili do tamtych lat, choć minęło już tyle, że trudno było to ogarnąć. Musiałem się doprowadzić do porządku.
- Pszywiosłaś je ze szobą? Bo jeszli tak, to chętnie je posnam. - Spytałem, żeby pociągnąć temat, przy czym od razu znowu zamyśliłem się na chwilę, zdając sobie sprawę, że mamy mało czasu na tę naszą przyjaźń, ale może uda się zrobić jeszcze parę rzeczy, przeprowadzić rozmowy, odbyć kilka wyjazdów, żeby nie czuć się tu uwięzionym. Sam bardzo lubiłem być w ruchu, w ciągłej akcji, a teren wokół miał sporo bardzo widokowych miejsc - niczym z pocztówki, i to wcale nie z tych żenujących, o których rozmawialiśmy dwa dni temu. To był park narodowy - tereny tutaj były naprawdę piękne. Żal byłoby siedzieć przez cały czas w domu. Szczególnie, gdy miało się do dyspozycji takie cacko, jak to, które miałem zamiar wyciągnąć. To był mój najlepszy prezent, od kiedy go dostałem i porzuciłem, zdecydowanie za nim tęskniłem.
Zamilkłem na chwilę, unosząc lekko kącik ust i obdarzając ją spojrzeniem. Najpierw było to spojrzenie trochę powątpiewające, ale potem uświadomiłem sobie, że Prudence, mimo że nie jest zapewne typem wprawionego piechura, to jest raczej zachowawcza - zawsze taka była, to raczej nie mogło się zmienić. Może nie wyglądała na kogoś, kto lubi wędrować pieszo, ale pewnie nawet kupiłaby jakieś profesjonalne, sportowe ciuszki na wyprawę, gdyby wiedziała, że jedzie w takie a nie inne miejsce, i założyłaby je na wieść, iż wybieramy się poza teren tej posesji - a więc nie musiała mi się usprawiedliwiać.
- Jeszli ta wyplawa bęsie ci paszowaś, a powinna, to o kolejnej upszesę cię s wypszeseniem. - Powiedziałem, z lekkim uśmiechem, chociaż w głębi czułem, że czasu na naszą przyjaźń jest coraz mniej. Może w tydzień uda się zrobić ze dwa wypady, może trzy - raczej nie więcej, więc rezygnacja z powodu lakierków byłaby głupią decyzją. Mieliśmy to jakoś obejść. - Wies, zabielam cię w ciekawe miejse na twoją inisjatywę, więs po plostu dosztosowałbym wypad do tych błyscząsych bucików, nie zosztawiłbym mojego głównego powodu do wyjsia. - Pokręciłem głową pobłażliwie i rzuciłem z lekkim, zadziornym uśmiechem.
Kiedy Prue uznała moje zachowanie za miłe, poczułem się trochę zakłopotany - teraz to ona mnie zażenowała, może nawet zawstydziła... no, na pewno pod opalenizną zrobiłem się trochę czerwony, dziękując Merlinowi za to, że ogorzała skóra dobrze skrywa takie rzeczy. Nie byłem przyzwyczajony do tego, żeby ktoś doceniał moje gesty, a dbanie o jej komfort wydawało mi się naturalne. Zwykle nie zwracałem na to uwagi, ale teraz, kiedy ktoś mówił o tym na głos, nawet przelotnie, zrobiło mi się trochę głupio. W końcu oboje mieliśmy się dobrze bawić - inaczej to nie miałoby sensu.
Lekko się wycofałem, bez dalszych słów ruszyłem szukać tej skórzanej kurtki, która powinna była tu gdzieś leżeć wśród moich rzeczy w kartonach, poustawianych tak, jakby na mnie czekały. Wiedziałem, że to musiała być ciotka, która zawsze liczyła na to, że się opamiętam z Alice, zawiodła ją ta ścieżka, którą wybrałem - związek, rozczarowanie, zmarnowany potencjał, rozwód... Szokujący ślub, który od razu pogorszył relację, a potem rozmowa po powrocie - wszystko to ciążyło mi na sercu, nigdy nie miało przestać, nawet jeśli moje stosunki z Ursulą wróciły, mniej więcej, do normy. Szukając kurtki, kątem oka spoglądałem na Prudence, która wypuszczała pająka przez okno. Uśmiechnąłem się pod nosem na jej zachowanie - na to, że posłuchała wskazówki, nie obawiając się pająka, nie próbując go zabić, ani nie gardząc podpowiedzią, co mogła zrobić.
- To motocykl, balso cool, klasyka... - Odparłem, całkiem dobrze stwierdzając oczywistość - prawie nie dało się zauważyć pobłażliwości w moim głosie - utrzymując lekką, zaczepną i zadziorną atmosferę, chociaż wiedziałem, że coś wisi między nami w powietrzu, albo to tylko mi się wydawało...
- Dziś nie bęsiemy szię bawiś w latanie. - Uspokoiłem ją krótko i zdecydowanie, decydując się na tylko lekkie nagięcie faktów, żeby nie czuła się jak tchórzliwy frajer. - Musę mu zlobiś pszegląd i tak dalej, to byłoby za dusze lysyko. - Rzeczywiście, nie kłamałem, bo gdybym zamierzał tu zostać, pewnie bym to zrobił - prędzej niż później, tyle tylko, że to było niepotrzebne, bo nie mogłem go zabrać ze sobą. Niestety, nad czym ubolewałem. Mimo wszystko czułem dumę, bo to było moje cacko - najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem, i za nim tęskniłem. Wspomniałem Prudence o tym fakcie, dlatego, gdy postanowiła zadać mi to pytanie, parsknąłem bez zastanowienia, choć dosyć cicho.
Zrobiłem zmieszaną minę, udając, że się zastanawiam, i powiedziałem z nieskrywanym sarkazmem:
- Nie, totalnie nie potlafię. Liszyłem na to, sze ty poplowasisz, a ja cię tylko popcham i jakoś to pójsie... - W końcu przewróciłem oczami, jeszcze zanim obróciłem się do niej przodem i podałem jej znalezioną, przykurzoną skórzaną kurtkę. Skóra pachniała kurzem, wodą kolońską i jakimiś drogimi perfumami - mieszanką, którą znałem z przeszłości, choć dziś już nie miało to nic wspólnego ze mną. Obecnie byłem innym człowiekiem, nawet pod tym względem, chociaż pewne zachowania nadal były we mnie silne. Słysząc jej kolejne stwierdzenie, od razu rzuciłem wymowne:
- To bęsie twój pielwsy las? - Zamilkłem, celowo tak pytając, chcąc zobaczyć jej reakcję. - Wiem, sze jeszt duszy, ale mimo wszystko, splóbuj usiąś. - W dalszym ciągu tak to ujmowałem, czerpiąc z tego niezłą satysfakcję, bo kto by nie czerpał... aż wreszcie trochę spoważniałem, patrząc na kobietę i kiwając głową na maszynę - ileż można sobie robić jaja. - Zaras go wyplowasimy, ale najpielw po plostu splóbuj, czy to dla ciebie w posządku, czy nie, ja cię ustabilisuję. - Stwierdziłem, tym razem już bez podchwytliwego tonu. - Za kimś bęsie inaszej, ale mimo wszystko, bęsiesz tlochę nad ziemią.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (17498), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (16677)




Wiadomości w tym wątku
[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 02:43
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Pan Losu - 26.04.2025, 02:44
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 26.04.2025, 10:01
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 13:58
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 26.04.2025, 18:35
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 23:05
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 27.04.2025, 00:17
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 27.04.2025, 03:36
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 27.04.2025, 11:21
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 27.04.2025, 15:28
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 27.04.2025, 19:13
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 27.04.2025, 22:48
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 28.04.2025, 00:14
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 28.04.2025, 15:55
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 28.04.2025, 21:18
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 29.04.2025, 22:34
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 00:04
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 06:08
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 10:21
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 16:39
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 22:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa