• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue

[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
27.04.2025, 15:28  ✶  
To miejsce, które kiedyś było dla mnie drugim - a czasami nawet skłaniałem się ku twierdzeniu, że pierwszym i jedynym niemal - domem, teraz wydawało mi się trochę odległe, jakby wyciągnięte z innej epoki. Gdy patrzyłem na te ściany, na te stare meble, przykryte płachtami, czułem, jak coś we mnie się miesza - nostalgia, żal, a może i odrobina ulgi, że w końcu tu jestem, choć nie do końca z własnej woli. Nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś tu wrócę, a tym bardziej nie, że znajdę się tu z kimś, kto nigdy mi tu nie towarzyszył - z osobą zupełnie niepasującą do moich wspomnień dotyczących tego miejsca. Nigdy bym nie powiedział, że to ja i Bletchley będziemy mieli okazję się spotkać w takim momencie. To było jednocześnie dziwne i trochę, jak powrót do przeszłości, do czasów, kiedy wszystko wydawało się prostsze, chociaż tak naprawdę było pełne własnych problemów.
W jej bliskiej obecności, wspomnienia wracały do mnie jak fale - te dobre i te złe. W tamtym czasie, gdy jeszcze byliśmy młodsi, wszystko wydawało się możliwe. No, prawie wszystko - już to ustaliliśmy. Wszystko, za wyjątkiem relacji romantycznej między nami - to od samego początku było wykluczone, nie miało podstaw, ani szans - a próbując coś z tym zrobić, mimowolnie sabotowałem szanse, byśmy się chociaż przyjaźnili.
Ale teraz, gdy byliśmy dorośli? Nazwaliśmy się przyjaciółmi, nawet jeśli to było dosyć szybkie i nie miało za wiele sensu, to nic nam nie broniło, by to zrobić. Problem w tym, że wewnętrznie może nie do końca się z tym zgadzałem. Staliśmy naprawdę blisko siebie - tak blisko, że mogłem patrzeć na jej leciutko wygięte wargi, na rzęsy rzucające cień na policzki, na ciepłe, brązowe oczy, które w tym świetle wydawały się jeszcze bardziej głębokie, nieprzeniknione, odrobinę błyszczące. Uśmiechnąłem się pod nosem, zaraz poważniejąc, bo patrząc jej w oczy, znowu poczułem ten dziwny, niepokojący pociąg. Zawsze tak było - od kiedy ją poznałem, gdy widziałem ją tam, na szkolnym korytarzu, z tym lekko odległym, zamyślonym wyrazem, który rysował się na jej twarzy. Nawet wtedy, gdy nie była nie do końca pewna siebie - nie to, co teraz, czy pod koniec szkoły - coś w niej widziałem, jakiś ukryty potencjał, zadziorność, coś, co tkwiło gdzieś tam głęboko w niej. Miałem wrażenie, że nasza interakcja na koniec nocy przed ministerstwem doskonale to udowadniała - wyciągnęła ten impuls, spontaniczność, odrobinę zaczepnej inicjatywy z kogoś, kto wcześniej raczej nigdy by czegoś takiego nie zrobił. No, na pewno nie w stosunku do mnie - zresztą darowałem sobie pytanie, czy powtórzyłaby to, gdyby wiedziała, z kim ma do czynienia. Nie pytałem o to, nie chciałem - odpowiedź pewnie średnio by mi się spodobała, zwłaszcza że ja sam w dalszym ciągu uważałem, że to nie był błąd, raczej jednorazowa, naprawdę przyjemna chwila, która miała swoje miejsce w tamtym chaosie - oderwała nas od ciężaru sytuacji. Z tym, że jednocześnie wszystko się skomplikowało, gdy wyszło, iż na sto procent nie było to nasze ostatnie spotkanie. To teraz też nie miało nim być. Mieliśmy spędzić ze sobą znacznie więcej czasu. Niby już wiedząc, że się znamy, a więc to powinno nam ułatwić sprawę, ale...To wszystko w dalszym ciągu mieszało mi się w głowie, a alkohol robił swoje. Mimo że nie powiedziałem tego na głos, poczułem, jak moje myśli zaczynają dryfować w te niepoprawne rejony.
- Naplawdę nie powinnaś mieś o mnie tak niskiego mniemania, dopielo co szię posnaliśmy. - Rzuciłem, wywracając oczami. Przez dłuższą chwilę, wpatrując się prosto w jej oczy, nie mrugając, próbowałem utrzymać rozluźniony wyraz twarzy i podtrzymać lekki, nonszalancki ton rozmowy. - Wies, jako ten cool człowiek, wiem, że jeszt wiele okasji, by szię dobsze bawiś, a ja mam niewielu bliskich pszyjaciół, więs wolę ich nie pogubiś. - Przyglądałem się jej przez chwilę, a potem odwróciłem wzrok, bo nie chciałem, żeby moje spojrzenie stało się jeszcze bardziej niebezpiecznie wymowne. W głębi duszy wiedziałem, że to wszystko jest nie na miejscu -  powinniśmy się trzymać od siebie z daleka, gdy chodziło o coś, co nie byłoby tym kolegowaniem się.
- Odpowiesialny to moje dlugie imię. Moszesz mi zaufaś, nie bęsie latania. - Powiedziałem z pełnym przekonaniem, choć sama ta myśl wywołała we mnie wewnętrzne parsknięcie - tym bardziej, że już zdążyłem poinformować Prue, iż w tym wydaniu nie miałem żadnego drugiego imienia. Poniekąd więc idealnie to pasowało... Nie byłem odpowiedzialny. Nigdy, przenigdy, za żadne skarby - nie czułem, bym potrzebował być.
Przełknąłem ślinę i spojrzałem na nią, próbując zachować choć odrobinę neutralności. W tym stanie wszystko wydawało się jeszcze bardziej intensywne. Byłem wstawiony, coraz trudniej mi było utrzymać niektóre odruchy na wodzy, chociaż może jeszcze nie do końca, bo na swój sposób czułem, że trzymam się całkiem nieźle. Uniosłem kciuk w górę, gdy się odbróciła, bo wyglądała w tym wszystkim naprawdę uroczo - kurtka całkiem zabawnie pasowała do reszty zestawu ubrań, jakie Prudence miała na sobie.
- Coś ty, jeszt idealnie sklojona. - Przyglądałem się jej, gdy prezentowała się w tej za dużej kurtce, i mimo że bawiła mnie ta scena, w głębi duszy czułem coś więcej. Nie mówiłem nic więcej, ale w głowie pojawiła mi się myśl, że to na swój sposób tak samo niewinnie urocze, jak i cholernie pociągające, że ktoś, kto mi się podoba, nosi moje ciuchy, nawet jeśli pod wpływem konieczności.
Uśmiechnąłem się pod nosem, z lekkim prowokacyjnym grymasem, nie mogąc sobie darować, by nie rzucić tym podtekstem - sama się o to prosiła.
- Daj mi tylko chwilę, splawsę, czy świese zapłonowe lobią dobly klimat. - Drgała mi brew, gdy to mówiłem - niby z pełną powagą, starając się zachować dystans do naszej wymiany zdań, ale jednocześnie czując się z tym dziwnie, trochę nie na miejscu, chociaż jednocześnie również bardzo na nim. - Oszywiście, sze sobie polasę s taką odpowiesialnosią. - Mówiłem poważnie, próbując zachować powagę, choć już w moim tonie już od samego początku pojawiało się coś w rodzaju stłumionego śmiechu. Przemknęła mi przez głowę myśl, że gdyby ktoś mnie rzeczywiście zapytał, czy czuję, że jestem odpowiedzialny, to pewnie bym się zaśmiał. - Mosze jescze tego nie wies, ale jesztem balso odpowiesialnym chłopakiem. Odpowiesialnym za wiele szeszy, na pszykład za fuckupy i inne takie, afely, buldy i moldobisia, któle potlafię wywołaś od lęki... - Dodałem, patrząc jej prosto w oczy, nie mrugając ani trochę, nawet jeden raz, przez cały czas, gdy to mówiłem. - Spytaj Colneliusa o moje pielwsze spotkanie z pszeuloszą panną Yaxley. - Podrzuciłem śmiało, bo to był wprost świeżutki, idealny dowód na to, żeby potwierdzić poprawność tej deklaracji. Tak - zawsze byłem zajebiście odpowiedzialny. Prychnięcie śmiechem wyrwało mi się samowolnie, nie potrafiłem tego powstrzymać.
Po tych słowach wskazałem głową na motocykl, próbując odwrócić jej uwagę od tego, co właśnie powiedziałem i przekierować ją na naszą wycieczkę. Nie chciałem zbyt długo z nią teraz rozmawiać, by znów nie zacząć flirtować, robić tych wszystkich nie do końca poprawnych nawiązań - już wcześniej samo tak wychodziło, teraz pewnie też nie trzeba było wiele, by do tego wrócić.
- Dobla, no to do szeszy, pszestań gadaś i splóbuj się do niego pszymieszyś. - Powiedziałem, wskazując palcem na maszynę. Widząc jej zmagania, przez chwilę obserwowałem je z rozbawieniem, unosząc brwi i tłumiąc śmiech, ale gdy motor zaczął się chybotać, nie mogłem się dłużej nie wtrącać - bez chwili zawahania, od razu stanąłem po jednej stronie, wyciągając ramię na drugą i praktycznie prawie obejmując Prue, żeby nie spadła. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to wyglądało, jakbym uczył córkę jeździć na rowerze - nawet w tym układzie, różnica wzrostu między nami była aż nadto widoczna. No, tyle tylko, że ten mój - nie do końca możliwy do powstrzymania, bo pojawiał się samoistnie - specyficzny uśmiech pod nosem zdradzał, iż ta bliskość działała na mnie inaczej, nie była aż taka platonicznie, przyjacielsko niewinna, dyktowana serdecznością.
Zaraz jednak spojrzałem na nią, zmazując uśmiech z twarzy - czując, jak moje ciało reaguje na jej obecność, na ten alkohol, na tę chwilę. W tym momencie poczułem, jak blisko rzeczywiście jesteśmy - tak blisko, że powróciło wrażenie, jakby wokół znowu unosiło się coś więcej, niż wypadało podczas towarzyskich interakcji. To znowu była ta dziwna, niebezpieczna atmosfera.
Patrzyłem na Prudence, czując, jak moje serce zaczyna bić szybciej, a w ustach zbiera mi się ślina, ciężka do przełknięcia bez wydania z siebie głośnego dźwięku, a jego nie chciałem wydawać, więc wstrzymałem oddech - alkohol chyba działał na mnie jeszcze mocniej, niż bym chciał. Było coś w tym momencie, co sprawiało, że mimo wszystko, czułem do niej coś więcej niż tylko chęć pomocy, interakcji w celu nawiązania znajomości czy przyjaźni - to był ten niepokojący, nieodparty pociąg, który pojawiał się już trzeci raz, gdy byliśmy tak blisko, mimo że zdawałem sobie sprawę z tego, że teraz to wszystko było zabarwione alkoholem i wspomnieniami sprzed lat, które nagle wróciły. Stojąc tak, czując na sobie jej spojrzenie, nie mogłem się powstrzymać od myśli, że wszystko to jest cholernie niebezpieczne, ale jednocześnie tak... kuszące. I chociaż w głębi serca wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł, to nie potrafiłem odwrócić wzroku ani się od niej odsunąć - zwłaszcza, że miałem realny cel, a nie pretekst, żeby znajdować się w tym miejscu, w tej pozycji.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (17498), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (16677)




Wiadomości w tym wątku
[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 02:43
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Pan Losu - 26.04.2025, 02:44
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 26.04.2025, 10:01
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 13:58
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 26.04.2025, 18:35
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 23:05
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 27.04.2025, 00:17
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 27.04.2025, 03:36
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 27.04.2025, 11:21
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 27.04.2025, 15:28
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 27.04.2025, 19:13
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 27.04.2025, 22:48
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 28.04.2025, 00:14
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 28.04.2025, 15:55
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 28.04.2025, 21:18
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 29.04.2025, 22:34
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 00:04
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 06:08
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 10:21
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 16:39
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 22:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa