• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M

[08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#8
27.04.2025, 21:20  ✶  
Ciężko powiedzieć, kiedy Malfoy był najbardziej autentyczny.
Czy wtedy, gdy klęczał przed ołtarzem w kowenie, pogrążony w głębokiej modlitwie, bo jedynego Bóstwa, w którego miłosierdzie jeszcze wierzył? Gdy pochylony godzinami nad sztalugą tkwił w świecie tak odległym od tego jak to tylko możliwe? A może, gdy jego dłonie spływały krwią, a zmysły utulał zapach i smak na wpół martwych dziwek z Kościanego i frywolnych czystokrwistych panienek?
Który był bardziej prawdziwy - chlejus z Nokturnu, który wracał nad ranem zataczając się, by zasnąć w ubraniach na kanapie; aktor, składający głębokie ukłony na scenie, gdy zachwycona publika żegnała młodego Malfoy’a oklaskami; samozwańczy królewicz Podziemnych Ścieżek?
Każdy jeden i żaden z nich.

Nić pomiędzy nimi mieniła się ciemnymi odcieniami czerwieni - bardziej pożądania niż szczerej miłości. Całkiem spora ilość zieleni implikująca przyjaźń. W dodatku była dość cienka, jakby mógł ją zerwać byle powiew wiatru. Nic trwałego. Ale była. Istniała. Nawet jeśli zdawała się być kompletnie nieistotna w obliczu nici która łączyła Fridę z Baldwinem. Ghoulka znalazła się chyba kompletnym przypadkiem w kąciku oka Scarlett. Ich nić w odcieniu pastelowego różu była doskonała.
Scarlett nie mogła wiedzieć, bo nigdy nie opowiadał jej zbyt wielu opowieści o dziewczynce.
Ale Baldwin Malfoy doskonale pamiętał dzień, w którym przestał o niej myśleć “ghoulka”, a zaczął “moja Frida”. Był początek wiosny, ten paskudny czas kiedy kostka Nokturnu była nadal mokra  od roztopionego, brudnego śniegu. Ponoć bycie na zewnątrz miało dziewczynce dobrze zrobić, więc pozwalał jej biegać radośnie po placyku przy Danse Macabre, na którego schodkach siedział, popalając papierosa i sącząc jakiegoś taniego, paskudnego sikacza. Skakała po kałużach, goniła szczury, brudna jak nieboskie stworzenie. Jakby była normalnym dzieckiem tych okolic. W końcu się zmęczyła. Pamiętał jak wdrapała mu się na kolana i objęła drobnymi ramionami za szyję. Lekka jak piórko. Wsparła głowę o jego ramię, a papierowa korona z barowych chusteczek przekrzywiła się śmiesznie na bok. Zamknęła oczy, oddychając płytko, jakby próbowała udawać dziecko z krwi i kości. Jej ciało - pozostawało lekko napięte; robiła to bezradnie, jak ktoś kto kiedyś widział jak śpią inni, ale nie do końca łapało kontekst. Ale nie spała, nigdy nie spała. Baldwin pozwalał jej na tą malutką iluzję, gdy zacisnęła rączki mocniej na jego szacie. Zgasił papierosa o schodek; dopił paskudną whisky.
- Oy Malfoy! Zmontowałeś dzieciaka jakiejś martwej kurwie? - Zagadał napierdolony w trzy dupy Delaney. A Baldwin roześmiał się serdecznie, choć ciężko powiedzieć czy to z powodu samych słów kompana czy jednak dlatego, że moment później wampir popisowo wyjebał się  na kamienny bruk.


Frida była mała. Była krucha. A jednak ufała mu bezgranicznie, bo choć Baldwin nie był ani wspaniałym księciem z jej bajek i nie był żadnym Ojcem Bogiem, który wymagał od swoich dzieci chorobliwej miłości graniczącej z obsesją, to był jedynym tatą, którego znała. Jedynym, którego miała.
Dlatego, nawet samych Bardzo Ważnych Misjach nie liczyło się przesadnie to co miała zrobić. Wystarczył odpowiedni ton, pełen zaufania i powagi. To był moment, w którym czuła się tak ważna dla świata, tak jak ważny był dla niej tata.

Zostawili Fridę zamkniętą i tak bezpieczną jak to możliwe w łazience.
Wolał się teraz skupić na... przyjemnych nieco inaczej rzeczach. Jak na przykład blondynka, która sama się prosiła o kłopoty.
- Nie strasz mnie dobrym czasem.- Wymruczał wprost w jej usta. Nie zamykał oczu przy pocałunku, po co, skoro mógł wtedy wpatrywać się w jej piękną twarz, smakować emocje w każdym zmarszczeniu brwi. Dziś wpatrywała się w niego równie mocno. Przygryzł zaczepnie jej dolną wargę, niezbyt mocno, żeby nie zostawiać niepotrzebnych śladów.
Przewrócił lekko oczami słysząc o tym, jak to cały świat musiał stanąć w płomieniach, żeby przerwać ich mały, niefrasobliwy romans. Tak. Pociąg do dramatu ewidentnie odziedziczyła w genach po ich rodzinie.
- Spójrz na mnie.- Powiedział nieco poważniej. Tym tonem, którego zawsze używał, żeby ją uspokoić, żeby zbyć problem. Bo przecież wszystko będzie okej, prawda? Tak sobie przynajmniej próbował wmówić. Nie wiedział. Nie miał pojęcia czy będzie. Ale zawsze jakoś było. Coś trzasnęło za roztrzaskanym oknem, a pokój wypełniło zielonkawe światło od kształtującej się na niebie czaszki. Tak blisko - może nawet w sąsiednim budynku, może w ich.- Patrz tylko na mnie.- Powtórzył, chociaż tym razem w jego głosie brzmiało coś, co smakowało niczym ukryta groźba.
Na ile tym razem ochroni ich nazwisko? Na ile fakt, że jego stryj był pierdolonym magirasistą, który pewnie sam obciągałby Voldemortowi, gdyby mu na to pozwalały starcze kolana.- Może i twoja rodzina od lat pierdoli o tym, że wszystko jest snem, ale mnie uczono czegoś innego, babygirl. Mnie uczono, że błahe wydarzenie może odegrać dużą rolę.- Pocałował ją po raz kolejny, starając się by ten gest choć trochę odciął Mulciberównę od wszechogarniającego chaosu. Wyszczerzył się w swoim paskudnym, wszechwiedzącym uśmieszku, choć w szarych oczach błyszczało coś zgoła odmiennego. Nie dodał, że to on decydował, które wydarzenie będzie miało znaczenie. Nie musiał. W tej chwili oboje tańczyli na krawędzi nad przepaścią. Słowa, które wypowiedział, miały brzmieć jak ostrzeżenie, ale tak naprawdę były zaproszeniem. „Będziesz musiała dokonać wyboru” – obiecał jej, nie mówiąc tego na głos.

Dlatego wypuścił Scarlett z objęć, w które tak chętnie wciągał ją każdej kolejnej nocy. Patrzył przez chwilę w stronę drzwi, za którymi zniknęła. Zostały uchylone, chciała żeby do niej dołączył, ale teraz… Teraz musiał zająć się czymś ważniejszym.
Podszedł do sztalugi - przetrwała, przytwierdzona zaklęciem, ale płótno widziało lepsze czasy. Gdy ogień uderzył, roztrzaskując okno, wiatr przyniósł wilgoć i pył. Obraz, niegdyś majestatyczny, teraz wyblakł, brudny od popiołu. Z każdym uderzeniem wiatru, fragmenty szkła wbijały się w płótno; farba wyciekała jakby każda kropla była cenną ofiarną krwią. Wiatr wplótł w to zniszczenie szczyptę pyłu – czarnych, twardych cząsteczek, które wżerały się w farbę, wkraczając w przestrzeń między liniami, w każdą tkankę jego dzieła. Srebrzyste wspomnienia, tak pieczołowicie latami wszywane w matrycę, wisiały rozszarpane, niektóre niemożliwe pewnie do odzyskania.
Z ulgą odkrył, że samej Viseny'i na obrazie nie było. Pozostały po niej małe ślady, jakiś fragment naddartej czerwonej szaty.
- Mamo.- Zawołał, a w głosie Baldwina pojawiła się nuta czułości, na którą rzadko było go stać. Sam się tego nie spodziewał. Czuł jak coś ciężkiego splata się w jego piersi, coś, co było nieznane, coś, co nie pasowało do wszystkich uczuć jakimi obdarzał tą kobietę. Ale Baldwin był tylko i aż jej dzieckiem.- Mamo, gdzie jesteś?
Miłość jaką czuł była niczym blizna, której nigdy nie udało się do końca zaleczyć. Nienawidził jej. Nie potrafił nie kochać.
Minęła chwila nim ją odnalazł. Ukryła się na jednym z nielicznych pejzaży - przedstawiał ogród w ich rodzinnej posiadłości. Odetchnął, gdy podeszła do niego bez słowa, pozwalając się sobie przyjrzeć. Jej włosy lśniły złotym blaskiem, a misterny warkocz, który zwijał się ku górze, na czubku głowy tworząc koronę, pozostał nietknięty. Jej twarz, wyrazista i pełna dumy emanowała jednak nie tylko spokojem, ale i szczerą złością. Zawodem, który ranił Baldwina bardziej niż wypowiadane każdego dnia z jej strony złośliwości i obelgi. Do słów zdołał przywyknąć, do poczucia rozczarowania - nigdy.
Nie jesteś moim synem. - Zwykła powtarzać, a on śmiał się nalewając kolejny kieliszek wódki; wznosząc w jej stronę toasty. Kłamała. Był jej synem. Jedynym na jakiego zasłużyła.
Przesunął w milczeniu opuszkami palców po jej czerwonych szatach. Pamiętał miesiące, które poświęcił by szkarłat był odpowiedni. Każde włókno malował osobno, podobnie jak misterne wzory haftowane złotą nicią. Każdy szczegół był przemyślany, bo ta Visenya była jedyną jaką mógł nadal uczciwie kochać.
- Mamo, wróć proszę w swoje ramy…- Nie chciał jej do tego zmuszać. Nie chciał odbierać zaklęciem świadomości w tej obcej scenerii. 
- Nie.
- Proszę cię. Obiecuję, że je naprawię jak tylko… Jak tylko się to skończy.- Już nie mówił. Szeptał. Błagał, wiedząc, że jego błagania były tym co matka chciała usłyszeć. Trochę to trwało, ale ostatecznie czarownica, wróciła na swoje płótno. Wyciągnął pojedyncze kawałki szkła, czekając aż matka zasiądzie na swoim malowanym tronie.
- Gdy się obudzisz, będzie pięknie jak dawniej.- Obiecał jeszcze, nim jednym ruchem różdżki unieruchomił matkę. Zamarła w swoim półśnie. Och jakże on jej momentami zazdrościł.
Dopiero wtedy zdjął ostrożnie podobrazie ze sztalugi i przeniósł portret pod jedną ze ścian. Jak najdalej od okna.

Stanął na progu sypialni, opierając się ramieniem o futrynę drzwi. Skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej, bardziej przyglądając się szczerze powiedziawszy Scarlett niż samemu pomieszczeniu.
- Jak twoje skrzypce?- Zapytał od razu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (5264), Scarlett Mulciber (4868)




Wiadomości w tym wątku
[08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Scarlett Mulciber - 28.03.2025, 10:17
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Baldwin Malfoy - 31.03.2025, 14:02
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Scarlett Mulciber - 02.04.2025, 20:58
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Baldwin Malfoy - 05.04.2025, 21:11
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Scarlett Mulciber - 06.04.2025, 17:21
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Baldwin Malfoy - 15.04.2025, 10:10
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Scarlett Mulciber - 20.04.2025, 10:48
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Baldwin Malfoy - 27.04.2025, 21:20
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Scarlett Mulciber - 11.05.2025, 12:40
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Baldwin Malfoy - 14.05.2025, 10:46
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Scarlett Mulciber - 01.06.2025, 12:11
RE: [08-09-1972] Mój mały skrawek nieba | B.M & S. M - przez Baldwin Malfoy - 17.08.2025, 13:21

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa