• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga

[Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#7
28.04.2025, 09:26  ✶  
Jego twarz była bardzo ekspresyjna i niekłamaną przyjemność sprawiał każdy męski grymas utwierdzający Laurettę, że w końcu utarła temu zarozumiałemu dupkowi nosa. Napawanie się sukcesem nie trwało jednak długo: Hannibal zaczął tańczyć, dał się porwać muzyce i och, jak on zatańczył... Chłodne oczy śledziły każdy jego ruch, umysł poddawał surowej ocenie każde wychylenie, każdy gest nie tylko nóg, ale też dłoni, sylwetki, każdy oddech, każde przymknięcie powiek, rozchylenie warg.

Stała niewzruszona jak posąg, z założonymi rękoma, z nogami w pozie absolutnie niewygodnej dla zwykłego śmiertelnika, ale pozwalającej jej nieznacznie rozciągać stężałe łydki. Fala sprzecznych emocji tymczasem obmywała analityczny umysł wysycony obecnie zazdrością nie tylko o zamożność i możliwości chłopaka udostępnione mu od wczesnego dzieciństwa, ale też niekłamany talent, który teraz odnajdywała w jego samotnym popisie.

Powiadali, że każdy jest kowalem swojego losu, ale niektórzy mogli urodzić się w pełni wysposażonej kuźni, otoczeni najlepszymi młotami, piecami i mistrzami nakierowującymi ich narzędzia na odpowiednie tory. Choć Hannibal i Lauretta należeli do tej samej rodziny, dwie gałęzie tego samego drzewa łatwo dało się odróżnić. Mężczyźnie łatwo było mówić o poddaniu się nastrojowi, o "ekstazie bez mechanicznego odtwórstwa". Jego los - w perspektywie tancerki, która nie miała większego pojęcia o tym z jakimi demonami musiał mierzyć się jej młodszy krewniak - był usłany różami, pozbawiony walki, wydzierania dla siebie sceny dzień po dniu. Uwielbiała jego taniec, lecz nienawiść w sercu urosła do niebotycznych rozmiarów.

Pierdolony człowiek pierdolonego renesansu...

Muzyka ucichła, choć przyjemnie wyobrażać było sobie dźwięk kapiącego potu z jego czoła prosto na deski. Kącik ust zadrgał jej, gdy spytał czy jest zadowolona. Nie była zadowolona, ale też miała w sobie na tyle artystycznej uczciwości, by nie wmawiać mu błędów w wykonaniu niemal doskonałym.
– Dobrze – przystała na propozycję zakończenia treningu. Jej obliczenie nie złagodniało, ale za sukces można było odebrać fakt, że jej oblicze również przestało z każdą minutą chmurzyć się bardziej. Selwynówna przeszła w stan profesjonalnego dystansu, aby odciąć się zarówno od niechęci do swojego partnera, ale też... ulgi którą czuła na myśl o tym, że chłopak mimo wszystko opanował układ i potrafił nie walić kolanem w podłogę, jak drwal siekierą w pieniek. – Jutro będziemy ćwiczyć z muzyką – dodała pojednawczo pochylając się ku ziemi by zgarnąć swoje rzeczy i przetrzeć ręcznikiem własne czoło. Zdradliwe ciało drżało. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo jest zmęczona... – Melodia służy Ci o wiele bardziej niż odliczanie – przyznała absolutnie obojętnym tonem i najwidoczniej był to absolutny sufit uprzejmości i uznania, na który było ją stać, zaraz potem zwilżyła usta resztką wody z butelki, o której dawno zapomniała podczas intensywnego wieczoru. Widmo zbliżającej się migreny stało się nieznośne. – Możemy zacząć godzinę po głównej próbie, tak żeby... nie powtarzać ze zmęczenia błędów.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dearg Dur (1890), Hannibal Selwyn (1693)




Wiadomości w tym wątku
[Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga - przez Dearg Dur - 16.04.2025, 14:50
RE: [Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga - przez Hannibal Selwyn - 16.04.2025, 17:15
RE: [Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga - przez Dearg Dur - 17.04.2025, 21:36
RE: [Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga - przez Dearg Dur - 23.04.2025, 15:35
RE: [Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga - przez Hannibal Selwyn - 17.04.2025, 22:33
RE: [Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga - przez Hannibal Selwyn - 23.04.2025, 17:08
RE: [Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga - przez Dearg Dur - 28.04.2025, 09:26
RE: [Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga - przez Hannibal Selwyn - 30.04.2025, 18:33
RE: [Jesień 72 1.09 Hanibal & Lauretta] Bo do tanga trzeba dwojga - przez Dearg Dur - 10.05.2025, 08:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa