28.04.2025, 10:19 ✶
Dała sobie krótki moment na podziwianie efektów swojego zaklęcia. Przyjemnością było patrzeć, jak mięsiste łodygi plączą kostki bestii w człowieczej skórze, jak pną się wyżej, zwierają kolana i krępują ręce. Gdyby sytuacja nie była tak dynamiczna, poświęciłaby się temu widokowi na dłużej. W tamtej chwili nie było na to czasu, gdy twarda dłoń mężczyzny chwyciła nieszczęsną ofiarę za długie pukle gęstych włosów, wystawiając ją na potencjalne ciosy.
Mugolak budził w Helloise obrzydzenie, lecz nie marnowała na niego krzyku; widziała w nim niewiele więcej ponad wściekłe zwierzę, niepoczytalne i groźne. Nie zamierzała strofować gniewnie dzikusa, który nie potrafiłby zważyć słów żadnej groźby. Oszalałe bestie należało pacyfikować zdecydowaną siłą. Problem w tym, że Helloise nigdy nie przykładała się do poskramiania dzikich zwierząt. Może uzbrojona w taką praktykę nie czułaby wypartego, nieprzyjemnie rozpychającego się podskórnie niepokoju. Wątpliwości wygodnie zagłuszały krążące po jej głowie szaleńcze przekonania o boskich planach i Matczynej Protekcji, lecz nie potrafiły jej w pełni znieczulić na strach, a jedynie go zamaskować i przytrzymać w ryzach.
To wystarczało, aby utrzymać harde, nieruchome spojrzenie i maskę skupionego łowcy. Nie dotknęło jej nic z ostrej wymiany nieuprzejmości między Scarlett a mężczyzną. Nie obchodziło jej, czy jest rąbniętą kurwą, czy pierdoloną suką, czy też cokolwiek chciał im wypluć w twarz. Gdy oni licytowali się nad tym, kto pierwszy umrze, jej po głowie błądziło jedynie memento mori. Czy dziś umrze on, czy one, czy to miało w ogóle znaczenie? Mogła filozoficznie krążyć wokół tej idei, ale jej ciało znało inną odpowiedź niż umysł zadymiony religijną wzniosłością: nie ona miała tu polec, o co upominało się szamoczące w piersiach serce.
— Dziś ognie płoną w darze dla takich jak ty — zamknęła głuchym głosem ich wymianę, nie pozostawiając wątpliwości co do tego, kto jest adresatem jej słów.
Kątem oka widziała szamoczącego się w stworzonych przez nią więzach drugiego z napastników, lecz nie on był aktualnie największym zmartwieniem.
Stała dotychczas blisko Scarlett, aby ugruntować ich wspólny front i tym samym potwierdzić słowa dziewczyny skierowane do przeciwnika: tak, działają razem. Gdy jednak ten spróbował posłać w ich stronę nieudane na szczęście zaklęcie, Helloise odsunęła się trzeźwo od Mulciber na kilka kroków, robiąc użytek z ich przewagi liczebnej. Skupione w jednym miejscu były łatwiejszym celem. W odpowiedzi z jej różdżki popłynął czar mający spleść włosy czystokrwistej czarownicy w grube pasma, transmutować je w węże o oślizgłych cielskach i paszczach najeżonych ostrymi ząbkami, gotowe pokąsać rękę, która je dusiła.
Rzut na AF dla spętanego NPC, czy uda mu się zerwać pnącza.
Rzut dla Heli na transmutację włosów czarownicy w węże.
Mugolak budził w Helloise obrzydzenie, lecz nie marnowała na niego krzyku; widziała w nim niewiele więcej ponad wściekłe zwierzę, niepoczytalne i groźne. Nie zamierzała strofować gniewnie dzikusa, który nie potrafiłby zważyć słów żadnej groźby. Oszalałe bestie należało pacyfikować zdecydowaną siłą. Problem w tym, że Helloise nigdy nie przykładała się do poskramiania dzikich zwierząt. Może uzbrojona w taką praktykę nie czułaby wypartego, nieprzyjemnie rozpychającego się podskórnie niepokoju. Wątpliwości wygodnie zagłuszały krążące po jej głowie szaleńcze przekonania o boskich planach i Matczynej Protekcji, lecz nie potrafiły jej w pełni znieczulić na strach, a jedynie go zamaskować i przytrzymać w ryzach.
To wystarczało, aby utrzymać harde, nieruchome spojrzenie i maskę skupionego łowcy. Nie dotknęło jej nic z ostrej wymiany nieuprzejmości między Scarlett a mężczyzną. Nie obchodziło jej, czy jest rąbniętą kurwą, czy pierdoloną suką, czy też cokolwiek chciał im wypluć w twarz. Gdy oni licytowali się nad tym, kto pierwszy umrze, jej po głowie błądziło jedynie memento mori. Czy dziś umrze on, czy one, czy to miało w ogóle znaczenie? Mogła filozoficznie krążyć wokół tej idei, ale jej ciało znało inną odpowiedź niż umysł zadymiony religijną wzniosłością: nie ona miała tu polec, o co upominało się szamoczące w piersiach serce.
— Dziś ognie płoną w darze dla takich jak ty — zamknęła głuchym głosem ich wymianę, nie pozostawiając wątpliwości co do tego, kto jest adresatem jej słów.
Kątem oka widziała szamoczącego się w stworzonych przez nią więzach drugiego z napastników, lecz nie on był aktualnie największym zmartwieniem.
Stała dotychczas blisko Scarlett, aby ugruntować ich wspólny front i tym samym potwierdzić słowa dziewczyny skierowane do przeciwnika: tak, działają razem. Gdy jednak ten spróbował posłać w ich stronę nieudane na szczęście zaklęcie, Helloise odsunęła się trzeźwo od Mulciber na kilka kroków, robiąc użytek z ich przewagi liczebnej. Skupione w jednym miejscu były łatwiejszym celem. W odpowiedzi z jej różdżki popłynął czar mający spleść włosy czystokrwistej czarownicy w grube pasma, transmutować je w węże o oślizgłych cielskach i paszczach najeżonych ostrymi ząbkami, gotowe pokąsać rękę, która je dusiła.
Rzut na AF dla spętanego NPC, czy uda mu się zerwać pnącza.
Rzut N 1d100 - 99
Sukces!
Sukces!
Rzut dla Heli na transmutację włosów czarownicy w węże.
Rzut N 1d100 - 86
Sukces!
Sukces!
dotknij trawy