Podróżowała po zakamarkach swoich marzeń, snów. Jej umysł chciał od niej odpędzić strach, chciał wywołać coś dobrego, ale zamiast tego widziała tylko kły i krew. Widziała koszmary minionej nocy. Jej ciało jednak nie wykazywało żadnych oznak strachu, leżało nieruchomo na jego kanapie. Wyglądała jak śpiąca Śnieżka zamknięta w marzeniach sennych. Spokojna. Jakby chwilę temu nie została zaatakowana przez wampira, jakby chwilę temu nikt nie wysysał z niej krwi.
Spała doprowadzając swojego oprawcę do szaleństwa z powodu tego, co się stanie, gdy ona się obudzi, a ten moment zbliżał się nieubłaganie. Wybudziła się gwałtownie nabierając powietrza do płuc. Poczuła okropny ból przy szyi w miejscu, gdzie ją ugryzł. Poczuła, jak łzy zbierają się w jej oczach i zapłakała z bezsilności. Nie wiedziała, gdzie jest, co się dzieje i dlaczego leży na miękkiej kanapie. Nadal czuła zapach krwi, co wywołało u niej zawrót głowy. Nie mogła się podnieść, więc tylko rozejrzała się dookoła.
Zobaczyła go.
Siedział na krześle i się na nią patrzył. Zadrżała na wspomnienie tego, co zrobił w zaułku. Nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Zacisnęła spocone dłonie na swoim ubraniu. Nie chciała spać, ale była zmęczona, a jej powieki na powrót zrobiły się ciężkie. Znowu opadła z sił i straciła przytomność. Obudziła się znowu, ale dwie godziny później. Tym razem była już bardziej pełna sił.
— Gdzie…? – rzuciła w przestrzeń.
Bolało ją nawet samo myślenie, oczy piekły od łez, które wcześniej płynęły z jej oczu. Jęknęła z bólu i złapała się za miejsce, w którym ją ugryzł. Oddychała niespokojnie i ewidentnie nadal była przestraszona. Nie chciała jednak się rzucać, bo bała się, że dokończy swojego dzieła i ją zabije. Nie znała go. Nie dał się poznać, bo przeniósł tę znajomość zbyt szybko na poziom zabierania innej osobie życia. Bała się, że też teraz była wampirem. Nie wiedziała jak to działa, nie miała doświadczenia w spotykaniu tych osób.
Nie była w stanie skupić się na otaczającym ją mieszkaniu. Nie dostrzegała żadnych rzeczy, które powiedzą jej gdzie jest.
— Boli… – szepnęła czując, że chce jej się pić. W ustach miała tak sucho, że wargi do siebie się lepiły, co sprawiało jej ból przez ranę, którą jej wcześniej tam zostawił. Czuła od siebie zapach potu i czegoś metalicznego. Zapewne miała na sobie nadal resztki własnej krwi. Może we włosach, może na ubraniu lub na skórze. Nie wiedziała. Nie potrafiła nic określić, a w głowie wirowało jej, ponieważ potrzebowała wody.