• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue

[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#16
29.04.2025, 22:34  ✶  
Staliśmy obok siebie, już nawet nie ukrywaliśmy zmiany w atmosferze, tylko patrzyliśmy prosto w oczy tego drugiego, nie próbowaliśmy uciekać wzrokiem. Może to działanie alkoholu, może nie, ale pod skórą wiedziałem, że to, co się działo to dopiero początek - cokolwiek wydarzy się w przeciągu następnych minut, na pewno coś zmieni, jakbyśmy nie zaliczyli dostatecznie dużo zmian na ten dzień bądź tydzień - chociaż na razie próbowałem to ukryć przed sobą... I przed nią chyba też, chociaż Prudence miała to swoje przekonanie, że już mnie rozpracowała. Tyle tylko, że ja nie byłem o tym taki znowu przekonany - nie zrobiła tego w czasach szkolnych, gdy mieliśmy ze sobą wiele więcej interakcji, więc na pewno nie zrobiła tego teraz. Z drugiej strony, to działało w oba kierunki - mi też mogło się tylko wydawać, że ją rozpracowałem. Byliśmy inni niż kiedyś... Tak też zachowywaliśmy się w stosunku do siebie, chociaż nie potrafiłem tego wyjaśnić, powiedzieć, dlaczego tak się stało - czemu od tamtego momentu, wieczoru na ulicy podczas pożaru Londynu, wszystko się zmieniło. Powinniśmy być wobec siebie bardziej zdystansowani, zachować odległość, którą wyznaczałyby nasze role towarzyskie, społeczne i tak dalej, nasze zwykłe życie, ale nie byliśmy. Nie próbowaliśmy nawet, ba - miałem wrażenie, że oboje wiemy, iż to byłoby bezsensowne. Czułem tę chemię, ten pociąg fizyczny, ale też coś głębszego, co nie mieściło się w prostych słowach... I to zbijało mnie z tropu, bo nie powinno tak być. Na razie jednak robiłem dobrą minę do nieokreślonej w skutkach gry - byłem wyluzowany, jak zwykle, pomimo tej coraz bardziej intensywnej atmosfery między nami.
- Pludence, pszypomnę ci tylko, sze to ty sama się wyspszęgliłaś, jesteś letrognitką, więs jak najbalsej podtszymuję swoje zdanie. - Rzuciłem z ironicznym uśmieszkiem, wyraźnie czerpiąc satysfakcję z przerzucania się takimi tekstami - to było bardzo podobne do tego, co robiliśmy w przeszłości, więc łatwo mi to przychodziło, ale jednocześnie od tamtej nocy, tego momentu w chaosie i zniszczeniu, coś zaczęło się zmieniać, przez co te słowa brzmiały lżej, bardziej przyjacielsko. Chociaż nie byliśmy prawdziwymi przyjaciółmi, choćbyśmy się starali, to wciąż było bardziej skomplikowane... Tak,  jakbyśmy znaleźli się w innej rzeczywistości - tej, którą sami stworzyliśmy pośród czegoś, co powinno było być zupełnie inne, traumatyczne, ale nie było...
No - nie do końca było. Na pewno miało na nas swój wpływ - nie dało się powiedzieć, że nie, ale czy było tak silne, żeby wykształcić między nami jakieś niezdrowe powiązanie? Czy to dlatego znaleźliśmy wspólny język, a inaczej byśmy go nie mieli? Wpatrywałem się w jej oczy - te same, które od razu wywołały we mnie falę różnych emocji, praktycznie od naszego pierwszego ponownego spotkania, i nie, nie sądziłem, że należało to sprowadzać do wspólnych przeżyć. Już kiedyś patrzyłem na nią w podobny sposób, z zainteresowaniem wpatrywałem się w jej brązowe oczy, lubiłem, gdy błyszczały rzucanym wyzwaniem - to się wcale nie zmieniło... Ich spojrzenie przyprawiało mnie o wiele wrażeń - od zdumienia po pragnienie, które wcześniej pewnie bym zignorował. Różniliśmy się tak bardzo, że można by pomyśleć, iż wciąż jesteśmy skazani na odległość i na brak zrozumienia, a jednak to nie było takie proste. Tak samo, jak bycie przyjaciółmi, jak się teraz nazywaliśmy - temu też czegoś brakowało.
- Ok, pleppelsie... - Rozbawiony, spojrzałem na Prudence z lekko drwiącym uśmiechem. Uniosłem brwi i kręcąc głową - to było po prostu zbyt dobre, żeby tak to zostawić. - Całe szczęsie, ty pewnie wszęsie pomykasz ze świesami, więs jak te zawiodą, to cała nadzieja będzie w tobie... Oszywiście, ty nie zawiedzies, nie s tym całym swoim pszygotowaniem... Będziesz mi to mogła wytykaś, więs tak czy siak, to dla ciebie sytuasja win-win, moszesz mi odpuściś. - Zmrużyłem oczy na chwilę, próbując uspokoić myśli, usprawiedliwić się wewnętrznie, że to wszystko, co kryło się pod tymi słowami, jest tylko chwilowe - nie zmienia naszej sytuacji, naszego życia. Mówiłem sobie, że to tylko chwilowa namiętność, to droczenie się nie musi nadawać sensu czemuś więcej, a jednak czułem, jak między nami pojawia się coś, czego nie dawało się już tak łatwo odwrócić - to coś wymykało się logice i ograniczeniom, które kiedyś wydawały się nie do pokonania.
Nie sądziłem, że dojdzie między nami do czegoś takiego, bo dzieliło nas zbyt wiele - różniło nas wszystko, co można było wymyślić, a jednak, mimo to, czułem, że rozumiemy się na wiele sposobów... Może dlatego, że miałem wrażenie, iż znamy się i nie znamy zarazem -  gdzieś tam znamy się nazbyt dobrze, a jednocześnie po tylu latach staliśmy się na tyle zupełnie obcy dla siebie, że trudno było temu zaprzeczyć, byliśmy sobie prawie obcy. Jakbyśmy przez cały czas żyli w dwóch różnych światach, a mimo to znaleźli wspólną płaszczyznę, na której mogliśmy się spotkać, jeśli tylko byśmy tego chcieli - a chcieliśmy... Prawda...? Byliśmy ziomeczkami, dobrze się zapowiadającymi przyjaciółmi...
Spojrzałem na nią jeszcze raz, czując jak moje ręce drżą od wewnętrznego napięcia, chociaż starałem się to ukryć... Widząc, jak jej oczy błyszczą, a jej oddech staje nieco szybszy, chociaż ona starała się to ukryć. Chciałem jej powiedzieć, co poczułem, i że to chyba nie jest takie proste - chciałem, ale słowa wyparowały, a zamiast nich był tylko oddech, pełen napięcia, oczekiwania. Już nie było co ukrywać, wszystko wydało się zbyt jasne. To było coś, czego podobno się nie planuje, co przychodzi nagle i zmienia zasady gry.
Zamarłem na moment, próbując wyjaśnić sobie w głębi, dlaczego tak bardzo tego pragnę. Zamilkłem na chwilę, spojrzałem jej w oczy, a w głowie pojawiła się jedna, niepokojąca, lecz jednocześnie kusząca myśl: „Nikt nie musi się dowiedzieć.” To była myśl, która zmieniła wszystko, co do tej pory wydawało się jasne i oczywiste. Ta, która nadała temu wszystkiemu nowy wymiar... I ona wystarczyła. Przyciągnąłem ją bliżej siebie, czując, jak ciało Prue reaguje na mój dotyk, jak jej oddech staje się coraz szybszy. To był moment, kiedy zatopiliśmy się w tym, co czuliśmy, pozwoliliśmy, aby pragnienia przejęły kontrolę. Znowu się do niej zbliżyłem, czując, jak miękkość jej skóry działa na mnie jak narkotyk, a włosy, które wcześniej odgarnąłem, łaskoczą mnie po policzku, przypominając, że wszystko to jest prawdziwe. Impulsywnie przyłożyłem usta do ucha kobiety, pierwszy raz odkrywając miękkość jej skóry pod wargami, i chociaż na początku próbowałem się jeszcze opierać, to teraz nie miałem już siły. Chciałem tylko poczuć to, co zrodziło się między nami, bez żadnych ograniczeń i słów, które mogłyby to zatrzymać... To był tylko jeden pocałunek - impulsywny, nieprzemyślany, taki, który wyrwał się spod mojej kontroli, ale jednocześnie nie chciałem go kończyć, bo było w nim coś prawdziwego, czego nie potrafiłem nazwać, a jednak czułem, że to coś znaczy. Wiedziałem, że nie powinniśmy tego robić - to było nieodpowiednie, zbyt wiele nas dzieliło, nasza historia powinna wyglądać inaczej i to, co robiliśmy, było niebezpieczne. To wszystko mogło się skończyć bólem i rozczarowaniem, a jednak, nic z tego nie miało już znaczenia, bo nie potrafiłem się od tego oderwać. Nie chciałem. Pochłaniała mnie ta chwila, chemia, która pojawiła się między nami istniała od dawna - inaczej nie działalibyśmy na siebie jak płachta na byka, to nigdy nie była obojętność - tylko czekała na odpowiedni moment, żeby wybuchnąć.
Czułem, jak jej ciało lekko się poddaje, jakby też odczuwała tę potrzebę bliskości tak samo mocno jak ja - słowa były zbędne. Pierwszy pocałunek przerodził się w kolejny, nieustannie coraz bardziej zaostrzając nasze wzajemne pragnienie. Z każdym momentem coraz bardziej pogrążałem się w tym uczuciu. Całowałem ją z pasją, z delikatnością i z nutą nachalności - zaczepiałem ją lekko zębami po skórze, rozpraszając się przy tym tak bardzo jak ją, i jak ona rozpraszała mnie. To działało w dwie strony. To była inna forma komunikacji, więcej niż zwykłe całowanie w usta. Całowanie w usta było zwyczajne, można to robić bez większego zaangażowania, nie wymagało żadnego wysiłku. Tego typu pocałunki zawsze były jak jakaś rutyna - powtórka utartego schematu, którą powtarza się, nie zastanawiając się nad głębią uczuć. Natomiast pocałunki we wszystkie inne miejsca, prócz warg, które zapowiadały ten finałowy, były inne - każdy układał się w jakąś całość, której nie dało się opisać słowami, tylko przeżyć.
A my w ostatnim czasie właśnie to robiliśmy - przeżywaliśmy, to była nasza domena. Nie zastanawialiśmy się nad całą resztą. Czy to było takie złe?
Może. Fakt, że tak się zdarzyło - po raz pierwszy, teraz już dwukrotnie, zmienił reguły gry, które wcześniej wydawały się jasne i jednoznaczne. Nie sądziłem, by którekolwiek z nas miało wątpliwości odnośnie tego, że nie ma już powrotu do tego, co było wcześniej - nie musieliśmy tego mówić, wszystko wyrażało się w naszych gestach, spojrzeniach, oddechach, które coraz bardziej się zlewały, chociaż jeszcze nie posmakowaliśmy swoich ust, ale zdecydowanie do tego zmierzaliśmy. Wiedziałem, że to nie tylko kwestia fizycznej bliskości - tak, ona była istotna, ale jednocześnie miałem wrażenie, że to też coś innego - coś, co buduje się powoli, krok po kroku - z każdym dotknięciem, szeptem, spojrzeniem... To mogło nam utrudnić ten pobyt w tym miejscu, mogło też sprawić, że będzie lepszy do przełknięcia - na tę chwilę trudno to było stwierdzić, tym bardziej, że to nie był moment, w którym łatwo zbierało się myśli i podejmowało racjonalne decyzje. Wręcz przeciwnie - dawaliśmy się ponieść chwili. Całowałem ją po szyi, rozkoszując się tą bliskością, a każde dotknięcie, choćby najlżejsze, wywoływało wr mnie niekontrolowaną mieszankę uczuć i impulsów. W jej oczach widziałem to samo - rozedrganie, pożądanie, a jednocześnie coś, co trudno było nazwać - to właśnie to mówiło, że jesteśmy gdzieś poza granicami zwykłej gry i coraz bardziej je przekraczamy.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (17498), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (16677)




Wiadomości w tym wątku
[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 02:43
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Pan Losu - 26.04.2025, 02:44
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 26.04.2025, 10:01
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 13:58
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 26.04.2025, 18:35
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 26.04.2025, 23:05
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 27.04.2025, 00:17
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 27.04.2025, 03:36
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 27.04.2025, 11:21
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 27.04.2025, 15:28
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 27.04.2025, 19:13
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 27.04.2025, 22:48
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 28.04.2025, 00:14
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 28.04.2025, 15:55
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 28.04.2025, 21:18
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 29.04.2025, 22:34
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 00:04
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 06:08
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 10:21
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 16:39
RE: [10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 22:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa