Gdy usłyszała jego głos drgnęła czując dreszcz strachu jaki ją zalewał po plecach. Jeśli Cody chciał, aby mu zaufała musiał się teraz bardziej postarać, bo ona już nigdy nikomu nie zaufa tak łatwo. Nie po tym jak ją potraktował. Bez pytania, bez wyjaśnień wprowadził ją w stan w jakim ludzie nie chcą się znaleźć. Paraliżujący strach w ciemnym zaułku, przygwożdżona do ściany niczym owca zapędzona w róg stadniny przez wilka. Nie dał jej szansy na ucieczkę, na protest.
Tak naprawdę wiedziała, gdzieś w głębi duszy, że nie powinna go o to obwiniać, bo sama chciała się z nim wybrać na spacer, do knajpy. Sama tego chciała. Nie powinna ufać ludziom, których znała tylko kilkadziesiąt minut. Wydawał się jednak taki beztroski, taki miły, taki uroczy. Teraz jednak miała przed oczami te oczy pełne głodu, skórę, która była blada jak u trupa.
Gdy się do niej zbliżył zaczęła dłonią szukać różdżki. Nie było jej. Zapewne ją zabrał. Nie był głupi – tego była pewna. Chciała zamknąć oczy, aby na niego nie patrzeć, ale nie mogła. Musiała go obserwować. Gdy mówił ona milczała, oddychała tylko płytko i szybko. Poczuła ulgę, gdy przyłożył okład do jej czoła, ale jednocześnie drżała z zimna. Człowiek w gorączce potrzebował ciepła. Gdy wspomniał o wodzie pokiwała głową nadal bojąc się odezwać. Bała się, że znowu to zrobi. Sama nie wiedziała, jak się zachować, co uczynić. Powinna ten atak zgłosić. Powinna iść do odpowiednich osób i powiadomić ich o tym, że taki Cody chodzi po uliczkach i łapie niewinnych ludzi w sidła swoich kłów. Jednak z drugiej strony nie potrafiła teraz o tym myśleć. Była na terytorium wroga. Musiała to przetrwać. Chciała też znać powód, dlaczego to zrobił. Ten paraliż, gdy ją gryzł był nie do opisania. Był straszliwy, ale jednocześnie jego usta na jej były dziwnie przyjemne i bała się tej myśli bardziej niż tego, że mógł ją zabić. Chyba wstydziła się, że ułamek minionego koszmaru był w jej myślach przyjemny.
— Mimo to zostałeś… – zauważyła i przymknęła oczy, gdy podał jej wody wypiła łapczywie połowę zawartości naczynia. Przerwała tylko na chwilę, aby nabrać powietrza i wypiła zawartość do końca. Nie myślała o tym, że może ta woda być zatruta. Gdyby chciał ją zabić zrobiłby już to dawno. – Czy ja też… teraz… jestem… jak ty? – zapytała. Bała się wymówić jego imię.