Sprawa była całkiem prosta - nie mogła dopuścić do tego, aby ktoś podważał zdanie jej kuzyna, właśnie dlatego wyłoniła się z mroku, ubrana w maskę, której niby nie potrzebowała, ale jednak wolała się nią bronić. Wiedziała, że kiedyś nadejdzie moment, gdy inni będą dumni z tego, że niektóre osoby wspierały Czarnego Pana od samego początku jego poczynań, ale to jeszcze nie była ta chwila, to dopiero miało nadejść. Jeszcze wszyscy docenią jego potęgę.
Nie wiedziała, co poszło nie tak, że funkcjonariusze postanowili zignorować słowa jej kuzyna, to nie było ważne, istotne było wyłącznie to, że musiała mu pomóc, bo byli w tym razem, a to robiła dla siebie rodzina - mogli na siebie liczyć nawet w najbardziej popierdolonych sytuacjach. Właśnie dlatego musiała zrobić to co postanowiła. Hipnoza była czymś, czym zajmowała się na co dzień, nie stanowiło posługiwanie się nią dla niej żadnego wyzwanie, od zawsze chętnie mieszała ludziom w głowach i tak miało pozostać, właśnie dlatego sięgnęła po najbardziej znajomą dla siebie technikę czarowania. Oczywiście, że się nie pomyliła, to było najbardziej rozsądne z rozwiązań. Nie mogła lepiej trafić, gdy tylko wahadełko się poruszyło funkcjonariusze przestali zdawać sobie sprawę z tego, co działo się wokół nich. Wiedziała, że do tego dojdzie, że tak się wydarzy, była bowiem okropnie wprawiona w tej technice, nie miała sobie równych, zresztą nie chciała zawieść Lou - co było kolejnym czynnikiem, który na nią wpływał.
Ignorowała jego potyczkę słowną z brygadzistami, nie miała ona już żadnego sensu, nie musiał z nimi walczyć swoim urokiem osobistym, nie kiedy pojawiła się obok gotowa skorzystać z innych umiejętności. Naprawdę była zadowolona, że to właśnie z urokami wiązała swój rozwój, po raz kolejny dotarło do niej, że nigdy nie zawodziły. Żadna inna dziedzina magii nie mogła jej się równać.
Wydała polecenie funkcjonariuszom po tym, gdy skutecznie ich oczarowała, nie zadawali pytań, niczym owieczki na rzeź pobiegli wykonywać jej polecenia. To było wskazane, to nie mogło się skończyć inaczej. Uśmiech malował się na jej twarzy - chociaż nie był widoczny, ukrywała go pod swoją maską.
Złapała kuzyna za rękę, istotne było to, aby stąd zniknęli jak najszybciej, aby nikt ich nie zauważył, szczególnie, że udało im się jakoś wyjść z tej sytuacji z twarzą.
- To wiele dla mnie znaczy. - Powiedziała jeszcze całkiem pokornie, bo wiedziała, że Louvain znajdował się w hierarchii śmierciożerców dużo wyżej od niej, bo miała świadomość, że Czarny Pan szanował jej opinię, bo był jej kuzynem, a rodzina była dla niej najważniejsza.
Schowała się z nim znowu w mroku, gdzie nikt nie mógł ich zauważyć. Uspokoiła oddech, było znowu spokojniej. Zadanie zostało wykonanie, mogli realizować kolejne z postulatów Lorda Voldemorta. - Spadamy stąd. - Powiedziała do niego jeszcze, po czym zniknęła w jeszcze ciemniejszej alejce, już nikt nie mógł ich zobaczyć, bardzo skutecznie ukryli się w mroku.