• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue

[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
01.05.2025, 02:30  ✶  
Kiedyś każde takie zbliżenie wywołałoby natychmiastowy konflikt, a teraz? Nie byłem pewien, w którym momencie to się zaczęło, ale trwało, zagęszczając się coraz mocniej. Może wtedy, gdy spojrzała na mnie tym wyczekującym wzrokiem, który mówił: „Zamknij jadaczkę i chodź tu bliżej, teraz”, a może wcześniej - kiedy, jeszcze w Londynie, wymieniliśmy kilka zdań, które nie miały prawa brzmieć tak dobrze. Nie umiałem tego dokładnie wskazać, ale czułem, że coś się między nami zmieniło - na samym początku to były niby tylko drobiazgi, ale nie umknęły mojej uwadze - na tyle, że ewoluowały, rozwinęły się, wybuchły. Nie udawałem przed sobą, że to bez znaczenia - czułem do niej pociąg, intensywny, cichy, trochę niewygodny, bo niespodziewany.
Parsknąłem, pozostawiając słowa Prue bez komentarza - nie, nie próbowałem jej zniechęcić, ale kiedy rzuciła to zdanie, z tą lekko podniesioną brwią i spojrzeniem, które znałem raczej z dawnych konfrontacji niż wspólnych spacerów, bo tych nie odbywaliśmy nigdy przedtem, zrozumiałem, że mogła to tak odebrać. Tylko nie zamierzałem jej się tłumaczyć.
Na słowa o Corneliusie, też odpowiedziałem tylko wzruszeniem ramion - nie zdziwiło mnie to. W przeszłości trzymała się od nas z daleka. Jasne, znała nas - z opowieści brata, z plotek, z przypadkowych i celowych spotkań na szkolnych korytarzach, ale nigdy nie była częścią tej układanki, i może dlatego widziała nas inaczej. Przez lata miała obraz, który nie do końca pasował do rzeczywistości, ale to była już zamierzchła przeszłość, bo dziś nie byliśmy dawni. Nie byliśmy dawnym „ja” i dawną „ona”.
Parsknąłem cicho, znów patrząc na jej lakierki - wciąż mnie śmieszyły, a już zwłaszcza w tym krajobrazie, ale nie okazywałem tego tak jak wcześniej - przed laty. Teraz raczej... Z sympatią, może nawet z czymś więcej - to nie była już ta sama Prudence, którą znałem z dawnych lat, ale zdecydowanie to nie tylko ona się zmieniła - ja też przestałem patrzeć przez stare okulary. Przestałem ją kategoryzować, podciągać pod definicje, które i tak nigdy do końca nie pasowały do tego, co popsuło się między nami, zanim dobrze się zaczęło. Wtedy byliśmy inni... Teraz? Ta wędrówka była czymś więcej niż tylko pieszą eskapadą po wrzosowiskach. Ona też coś czuła. Może nie nazywała tego głośno - ja też nie, ale widziałem to w tym, jak unikała mojego wzroku tylko na moment, by zaraz nim do mnie powrócić, jak prostowała się przy moim boku, jak niemal naśmiewała się półgłosem z moich uwag o jej butach i uparcie twierdziła, że „sobie poradzi” - oczywiście, że miała sobie poradzić. Po naszej rozmowie w Londynie, tej o martwym narzeczonym, nie wątpiłem, że zawsze sobie radziła... Tylko teraz nie musiała musiała udowadniać tego za wszelką cenę - nie musiała niczego udowadniać. Nie mnie - nie zamierzałem jej tu zostawić, przybyliśmy tu razem. Złapałem na moment jej spojrzenie, i może powinienem odwrócić wzrok, udawać, że to nic, ale nie chciałem już ukrywać tego, co wywiązało się między nami.
Kiedy bez słowa podała mi ramię, wsunęła dłoń w zgięcie mojego łokcia, poczułem coś, co trudno było opisać - to było nowe wrażenie, uczucie, którego nigdy nie znałem, a jednocześnie znałem je na pamięć. Coś się zmieniło - zdecydowanie. To nie była już tylko ulotna, chwilowa bliskość zbudowana na niedawnym pocałunku, tym przed gmachem ministerstwa, nie tylko na tym, że nasze ciała częściowo się poznały, kiedy zaczęliśmy chylić się ku sobie, chociaż nam przerwano... Nie - my sami sobie przerwaliśmy, zbyt pochopnym i gwałtownym sięganiem do siebie, trudno byłoby zrzucić to na coś innego. Czułem pociąg do niej, prawdziwy, fizyczny, ale też coś więcej. To nie była tylko kwestia jej dłoni, która spoczęła na moim przedramieniu - to było coś w spojrzeniach i w tej finalnej, niewypowiedzianej zgodzie między nami, że to, co było kiedyś, nie ma już znaczenia.
Czułem, jak jej dłoń zaciska się nieco mocniej na moim ramieniu, kiedy ruszyliśmy. To nie był tylko fizyczny gest - była w nim intencja, bliskość, pewność... Albo próba zbudowania tej pewności. Wczoraj by mnie to zaskoczyło, dwa dni temu bym nie uwierzył. A dziś... Dziś nie mogłem sobie wyobrazić, żeby robiła to z kimś innym, wystarczyło zaledwie kilka chwil, bym przetrawił tę myśl, żebym się do niej przyzwyczaił - byliśmy tu we dwoje, bo oboje tego chcieliśmy, pragnęliśmy zostać sami. To było coś w spojrzeniach, w ciszy, która nie uwierała - obecność Prudence była ciepła, namacalna. Czułem ją każdym kawałkiem skóry, każdą myślą, która odbijała się w tej dziwnej, nieoczywistej ciszy między nami. Łatwo było się do tego przekonać,  pewnie jeszcze łatwiej było się przyzwyczaić, ale chwilowo o tym nie myślałem - nie chciałem myśleć o tym, co będzie później, kiedy to wszystko będzie już daleko za nami, bo cokolwiek miało się wydarzyć, niektóre rzeczy były nieuniknione. Oczekiwania lubią rozczarowania, a ja nie chciałem, byśmy się rozczarowali. Nie teraz, nie razem, nie z nią. Naprawdę zdążyłem ją polubić... Ba, nawet bardziej niż polubić - otwarcie na nią leciałem. Nie byliśmy już przyjaciółmi, to nigdy nie było nam pisane.
- Nie jesztem stąd, ale fakt, bywałem tu często. - Odpowiedziałem, spokojnie. - Nie wiem, ile lasy. Za duszo, szeby liczyś... Czasem s Colneliusem, czasem sam, jak tszeba było pszewietszyś głowę. - Nie powiedziałem, że właśnie tu pierwszy raz zrozumiałem, jak działa gniew - ten prawdziwy, który wypala człowieka, ale daje mu też coś w zamian. Nie powiedziałem, że po jednej z tych wypraw wróciłem z podbitym okiem i brudnymi rękami, ale czystszy w środku niż po tygodniu w domu. Nie powiedziałem, że to było miejsce, gdzie pierwszy raz uderzyłem Corneliusa w twarz, i gdzie pierwszy raz mnie przytulił, mimo krwi na wargach, pozwalając mi się wypłakać, chociaż z perspektywy czasu, to musiało wyglądać bardziej, jak zwierzęce zawodzenie. Nie mówiłem, że tu pierwszy raz pomyślałem, iż ucieczka może być wyjściem, nie tchórzostwem, ani że stąd wszystko wydawało się mniejsze, mniej ważne. Nie chciałem przytłaczać jej przeszłością, która i tak już była ciężka.
- Spęsaliśmy tu spolo czasu, kiedy jescze byliśmy dziesiakami. Był taki moment, chyba mięsy tszesim a czwaltym lokiem, kiedy Colio, ja, Loise i palę innych dziesiaków, zdesydowaliśmy, sze zbudujemy tu coś w losaju klyjówki. Mieliszmy mapę, linę, tszy koce, pięś desek i absolutne pszekonanie, sze polasimy sobie w telenie, jak trapeszy. W połowie wieszolu plawie wpadliśmy na dzika i tyle s tego było, nie szaltuję, jak tylko usłyseliśmy chlumknięcie i tszask gałęsi, w kilka sekund jusz pluliśmy w pszeciwną stlonę, jak uszniaki. Cała nasa banda, w tym Avely, któlego szekomo tludno było czymkolwiek wystlaszyś. Póśniej, oszywiście, wsyscy pszysięgali, sze to była świadoma taktyszna ewakuacja, ale plawda była taka, że Gleenglass zgubił buta w bagnie, Lestlange losciął sobie dłoń o jakiś zaldzewiały gwóść, a ja zabłąsiłem, zupełnie sam... Była noc, ślodek nosy i mgła, tak gęszta, sze nie widziałem własznych butów. Posedłem za odgłosem wody, myszlałem, sze to pobliski stlumień, ale to było mosze. Klify, tak dokładnie, szą tu dosyś stlome. - Nie wspomniałem, że kiedy stanąłem nagle na krawędzi, dosłownie jeden krok od przepaści, przestraszyłem się po raz pierwszy w życiu - tak naprawdę, ale jednocześnie to było... Wcale nie takie straszne, nie z perspektywy tego, co stało się później - już nie w Applemore, a dzień później. - Oszywiście, skulwysyn poszedł za mną i śmielsiałem jakimś jebiąsym zielskiem pszes dwa dni, bo schowałem szię w pielwszych lepszych kszakach. Wlóciliśmy do domu pszemoczeni i umasani błotem, glubo po północy, ale wtedy - Melin mi świadkiem - czuliśmy szię jak bohatelowie wlasająsy s wojny. Oczywisie wsystko szię lozpadło po jednym desczu i tyle było s budowli. - Zaśmiałem się cicho, pokręciłem głową, zaskoczony tym, jak łatwo przyszło mi dzielić się tymi historiami - zwykle nie mówiłem o przeszłości.
Mówiłem dalej, pozwalając sobie na drobne historie, jedną po drugiej. O tym, jak któregoś razu zgubiliśmy się grupowo w nocy i znaleźliśmy stary domek myśliwski, gdzie ktoś kiedyś zostawił skrzynię pełną zupełnie nielegalnych trunków poskręcanych eliksirami, i o tym, jak przez kilka dni udawaliśmy, że jesteśmy tropicielami albo łamaczami klątw, chodząc z patykami udającymi różdżki, a potem już z prawdziwymi różdżkami, gdy skumaliśmy, że nikt tego nie kontroluje, i jak kilka razy ktoś prawie kogoś oślepił, bo próbował rzucić zaklęcie, którego nie znał. Celowo pomijałem te wszystkie historie, które mogłyby wywołać pytania, na które nie chciałem odpowiadać - to miał być miły spacer, uzupełniony o pociąganie z butelki.
- A póśniej, jak byliśmy stalsi, pszychosiliśmy tu tlochę… Szeby uciec. Wies, pszed tym całym czystoklwistym buldelem, pszed oszekiwaniami. Miejsce bes lam i tytułów, tutaj nikt nie patszył na nas pszes plysmat nazwisk, bo byliśmy sami. Mógłbym ci pokasaś polanę, gdzie kiedyś szucałem szię s lesztą do potoku, bo szię załoszyliśmy, kto dłuszej wytszyma w lodowatej wosie. Ambloise oczywiście wyglał - ma w sobie coś s piepszonej wydly... - Wskazałem głowo w prawo, gdzie ścieżka prowadziła lekko pod górę i zaraz w dół. - Jak nogi?


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (43540), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (35854)




Wiadomości w tym wątku
[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 20:19
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Pan Losu - 30.04.2025, 20:19
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 21:33
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 23:24
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 00:13
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 01.05.2025, 02:30
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 03:30
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 01.05.2025, 15:38
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 23:40
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.05.2025, 19:45
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 03.05.2025, 00:53
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 04.05.2025, 20:31
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 05.05.2025, 18:00
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 06.05.2025, 18:07
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 07.05.2025, 01:27
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.05.2025, 23:21
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 09.05.2025, 22:51
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 11.05.2025, 01:33
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.05.2025, 23:43
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 14.05.2025, 17:37
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 16.05.2025, 00:16
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 16.05.2025, 19:39

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa