02.05.2025, 10:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.05.2025, 10:05 przez Cathal Shafiq.)
Jeżeli chodziło o bilans obrażeń Cathala po tym upadku, to przedstawiał się on mniej więcej tak: rozbity nos, siniak na policzku, dużo piasku w ustach i bardzo, bardzo obolała męska duma. Piasek mógł wypluć, co też zrobił, ledwo uniósł się na łokciach, siniak dało się posmarować potem w zaciszu namiotu odpowiednią maścią, która sprawi, że szybko stanie się wspomnieniem, a i opatrzenie nosa nie miało wymagać wiele czasu… za to duma będzie cierpiała jeszcze przez jakiś czas.
W dodatku mógłby przysiąc, że gdzieś w jego głowie rozległ się czyjś śmiech.
Naprawdę tego nie cierpiał.
- Nie - odparł na pytanie McGonagall, całą swoją siłę woli wkładając w powstrzymanie bolesnego jęknięcia.
Zamiast tego zaklął znowu i ruszył w stronę błysków, ignorując wszystkich innych, włącznie z mężczyzną, do którego podbiegła McGonagall. Być może ten nastąpił przypadkiem na krąg pieczęci, bo jego noga wyglądała paskudnie – but był poszarpany i strach aż było pomyśleć, jak wygląda stopa, a i wyżej ciągnęły się obrażenia, kończąc dopiero na łydce. Nie tylko można by pomyśleć, że jakiś dziki zwierz go za tę nogę szarpał: problem stanowiło też to, że teraz wszystko było uwalone piaskiem, który dostał się do ran, a w niektórych miejscach należało pozbyć się fragmentów spodni… i cóż, tych butów.
– Eee… tak, jasne, jasne! – zawołał Tim, który ruszył się dopiero na polecenie kobiety. Nie był jednym z tych archeologów, o których pisało się powieści, skaczących nad przepaściami, uciekających przed przebudzonymi faraonami i zabijających tygrysy na drodze do pradawnych świątyń. Mimo żwawego charakteru, był raczej zwyczajnym historykiem, któremu osiągnięć w tej dziedzinie w połączeniu z talentem do translokacji wystarczyło akurat, aby mógł wykonywać takie prace jak powolne oczyszczanie terenu wykopalisk.
Przy tym niekiedy zdarzały się wypadki, ale raczej nie o takiej skali, zwyczajnie więc… nie wiedział, co robić.
Czarodziej wyciągnął różdżkę i machnął nią, usiłując zaklęciem poderwać pracownika, który znów zjechał na dół – być może rozproszony pięknym skokiem Cathala.
(rzucam czy Tim da radę wyciągnąć pana z dołu swoją translokacją)
Czar mężczyzny, na całe szczęście, wyszedł - pracownik uniósł się w powietrze, zamachał rękoma i nogami, co wyglądało nieco komicznie, a potem padł na ziemię, już poza dołem.
W dodatku mógłby przysiąc, że gdzieś w jego głowie rozległ się czyjś śmiech.
Naprawdę tego nie cierpiał.
- Nie - odparł na pytanie McGonagall, całą swoją siłę woli wkładając w powstrzymanie bolesnego jęknięcia.
Zamiast tego zaklął znowu i ruszył w stronę błysków, ignorując wszystkich innych, włącznie z mężczyzną, do którego podbiegła McGonagall. Być może ten nastąpił przypadkiem na krąg pieczęci, bo jego noga wyglądała paskudnie – but był poszarpany i strach aż było pomyśleć, jak wygląda stopa, a i wyżej ciągnęły się obrażenia, kończąc dopiero na łydce. Nie tylko można by pomyśleć, że jakiś dziki zwierz go za tę nogę szarpał: problem stanowiło też to, że teraz wszystko było uwalone piaskiem, który dostał się do ran, a w niektórych miejscach należało pozbyć się fragmentów spodni… i cóż, tych butów.
– Eee… tak, jasne, jasne! – zawołał Tim, który ruszył się dopiero na polecenie kobiety. Nie był jednym z tych archeologów, o których pisało się powieści, skaczących nad przepaściami, uciekających przed przebudzonymi faraonami i zabijających tygrysy na drodze do pradawnych świątyń. Mimo żwawego charakteru, był raczej zwyczajnym historykiem, któremu osiągnięć w tej dziedzinie w połączeniu z talentem do translokacji wystarczyło akurat, aby mógł wykonywać takie prace jak powolne oczyszczanie terenu wykopalisk.
Przy tym niekiedy zdarzały się wypadki, ale raczej nie o takiej skali, zwyczajnie więc… nie wiedział, co robić.
Czarodziej wyciągnął różdżkę i machnął nią, usiłując zaklęciem poderwać pracownika, który znów zjechał na dół – być może rozproszony pięknym skokiem Cathala.
(rzucam czy Tim da radę wyciągnąć pana z dołu swoją translokacją)
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Czar mężczyzny, na całe szczęście, wyszedł - pracownik uniósł się w powietrze, zamachał rękoma i nogami, co wyglądało nieco komicznie, a potem padł na ziemię, już poza dołem.