Poczuła ulgę, gdy powiedział jej, że jest normalna. Położyła się wygodniej przełykając ślinę. Była to denerwująca sytuacja. Nigdy nie była aż tak słaba, a teraz nie potrafiła przepędzić tego człowieka ze swojego życia, bo się go do jasnej cholery bała. Z drugiej strony nie chciała czuć tego strachu. Zdążyła go polubić, a potem wszystko zepsuł. W innych okolicznościach zapewne nie wystraszyłaby się informacji o tym, że jest wampirem. Gdyby jej tylko wtedy nie ugryzł albo chociaż wyjaśnił kim jest, może powstrzymałaby się przed kuszeniem go do wchodzenia między ciemne budynki. Była na siebie taka wściekła. Ułożyła się na plecach wygodniej i spojrzała w sufit. Chciała głośno kląć, rzucać się, przywalić mu za to, że wprowadził ją w stan strachu, a zamiast tego leżała pod kocami trzęsąc się z zimna. Sama była alchemiczką, sama mogła dla siebie uwarzyć eliksir. Nie potrzebowała do tego innych osób. Osób z otoczenia tego człowieka.
— Rozumiem…, że zobaczyłeś w moich oczach, że chcę być przez ciebie… ugryziona? – zapytała, a w jej głosie mógł usłyszeć sarkazm, którym raczyła go na początku, gdy rozmawiali o śmierci. Teraz rozumiała jego słowa o zaułkach.
Wampir musi umrzeć, aby się narodzić, czyli on też musiał umrzeć. W innych okolicznościach zapewne by mu współczuła, teraz przepełniała ją obawa pomieszana z wściekłością. Cały czas miała zamknięte oczy, próbowała zmusić swój organizm do nabrania siły, ale nie było to zbyt proste.
— Nie sprowadzaj tu więcej osób. – odpowiedziała krótko. – Poradzę sobie. Muszę tylko odpocząć, a potem… potem zobaczę – odpowiedziała próbując usiąść. – Czemu zabrałeś mi różdżkę. Gdybyś nie chciał mnie skrzywdzić, co już zrobiłeś to byś mi ją zostawił. Nie chce słuchać wyjaśnień – powiedziała, choć kłamała.
Chciała znać powód. Była ciekawa jak zwykle jak działał, co czuł jak pił krew? Avelina zawsze miała wewnętrzną potrzebę wiedzy. Jeszcze jej nie zabił, więc raczej tego nie zrobi, a ona chciała zadać mu ten sam ból, co on jej. Chciała, aby bał się tak samo jak ona, a jeśli sprowadzi tu dodatkową osobę to ona sama będzie na przegranej pozycji. Bała się, że wymarzą jej pamięć, a nie chciała tego. To oznaczało brak kontroli nad własnym życiem.
— Chcesz, aby twoja przyjaciółka wiedziała, co mi zrobiłeś? – zapytała.
Mogła się w sumie domyślić, że pewnie często potrzebował pomocy swojej przyjaciółki. Pewnie często pił krew w takich miejscach, a potem wmawiał, że nie chciał, że przeprasza. Pewnie robi to co drugi dzień.
— Ile osób leżało w takim stanie jak ja na tej kanapie, co? – zapytała czując, że jej niedobrze z powodu tego jadu, który z siebie wyrzucała, ale nie mogła się powstrzymać. Była wściekła, że nie chciała go ranić po tym co jej zrobił. Chciała wrzeszczeć z bezsilności. Chciałaby być obojętna. Chciałaby przejść nad tą sytuacją po prostu do porządku dziennego, a nie mogła. Myślała o nim. Chciała, aby nie czuł się źle, ale jednocześnie nie mogła pokazać mu, że to co zrobił było dobre. Powinien powiedzieć, dać wybór, a zamiast tego potraktował ją jak mięso, zwierzę, marchew wyrwaną z ziemi. Jak przekąskę z półki w sklepie. Nadal czuła się zmęczona, ale leżenie i pozwalanie mięśniom się rozluźnić zaczynało jej pomagać. Powinna coś zjeść, powinna pić dużo wody.