04.05.2025, 16:31 ✶
– To się chyba chwali – powiedział rozbawiony na wzmiankę o mężu pani Bletchley i jego pomysłach. Prawdę mówiąc historie o rodzinie czarownicy, a zwłaszcza jej małżonku zawsze podnosiły Basiliusa na duchu i podsuwały myśli, że małżeństwo może być udane w przeciwieństwie do tego co widział u siebie w domu. Można było się co prawda kłócić, że czystokrwiste małżeństwa były bardziej skłonne do tworzenia toksycznej atmosfery, skoro znacznie częściej pary były kojarzone przez swoje rodziny, ale... Ale i tak miło było posłuchać kogoś kto najwyraźniej nie wpisywał się w schemat nienawidzę swojego męża, nienawidzę swojej żony, a pewnie i tak w życiu miał swoje związkowe problemy.
Basilius już chciał się spytać co to była za sztuka, kiedy...
Zazwyczaj pytanie pali się nie kończyło się odpowiedzią tak. Zazwyczaj na pytanie pali się ktoś odpowiadał nie ale i tak też powinno być w tym wypadku, ale... Ale nie.
Basilius spojrzał w stronę okna i... Szybko wstał i całkiem żwawo jak na swoje możliwości podszedł bliżej, jakby łudził się, że to co zobaczył było jedynie dziwną iluzją, która z bliższego dystansu przestanie na nich oddziaływać. Z niebo sypał się popiół i chociaż nic jeszcze nie płonęło blisko budynku Munga, tak w oddali dało się dostrzec łunę ognia.
Nie, nie, nie.
Co to było? Jakiś wypadek w jednej z mugolskich dzielnic? Niefortunna eksplozja w fabryce? Zamachowcy? Byle nie było w tym nic magicznego. Byle to był wypadek. Byle to nie było nic zaplanowanego, a jeśli tak to nie przez czarodziei. Od razu pomyślał o swojej rodzinie. Gdzie był Icarus? Pewnie w barze. Przynajmniej był blisko, aby pomóc Cerberowi. Electra? Nie miał pojęcia, równie dobrze mogła chodzić po klubach gdziekolwiek w Londynie. Miała mieć dzisiaj przecież jakąś randkę. Florence dzisiaj nie pracowała. Była w domu? Dobrze. Może pomoże Icarusowi i Electrze jeśli jego siostra była na Horyzontalnej. A reszta? Matka była bezpieczna? Kuzyni? Przyjaciele? Te wszystkie osoby, o których się martwił, a które na pewno wyjdą na ulicę, aby pomóc?
– Wiesz co się stało? – spytał się Andrei, odwracając się od okna. Kobieta pokręciła głową.
– Tylko tyle, że się pali. I ten popiół...
Basilius pokiwał głową. To było dziwne. Coś w jego środku krzyczało, próbowało zarówno zapewnić go, że to pewnie niewielki pożar i straty nie będą wielkie, jak i że wszyscy umrą, a jednocześnie czuł przy tym dziwną trzeźwość umysłu. Może to było po prostu wyparcie.
Basilius już chciał się spytać co to była za sztuka, kiedy...
Zazwyczaj pytanie pali się nie kończyło się odpowiedzią tak. Zazwyczaj na pytanie pali się ktoś odpowiadał nie ale i tak też powinno być w tym wypadku, ale... Ale nie.
Basilius spojrzał w stronę okna i... Szybko wstał i całkiem żwawo jak na swoje możliwości podszedł bliżej, jakby łudził się, że to co zobaczył było jedynie dziwną iluzją, która z bliższego dystansu przestanie na nich oddziaływać. Z niebo sypał się popiół i chociaż nic jeszcze nie płonęło blisko budynku Munga, tak w oddali dało się dostrzec łunę ognia.
Nie, nie, nie.
Co to było? Jakiś wypadek w jednej z mugolskich dzielnic? Niefortunna eksplozja w fabryce? Zamachowcy? Byle nie było w tym nic magicznego. Byle to był wypadek. Byle to nie było nic zaplanowanego, a jeśli tak to nie przez czarodziei. Od razu pomyślał o swojej rodzinie. Gdzie był Icarus? Pewnie w barze. Przynajmniej był blisko, aby pomóc Cerberowi. Electra? Nie miał pojęcia, równie dobrze mogła chodzić po klubach gdziekolwiek w Londynie. Miała mieć dzisiaj przecież jakąś randkę. Florence dzisiaj nie pracowała. Była w domu? Dobrze. Może pomoże Icarusowi i Electrze jeśli jego siostra była na Horyzontalnej. A reszta? Matka była bezpieczna? Kuzyni? Przyjaciele? Te wszystkie osoby, o których się martwił, a które na pewno wyjdą na ulicę, aby pomóc?
– Wiesz co się stało? – spytał się Andrei, odwracając się od okna. Kobieta pokręciła głową.
– Tylko tyle, że się pali. I ten popiół...
Basilius pokiwał głową. To było dziwne. Coś w jego środku krzyczało, próbowało zarówno zapewnić go, że to pewnie niewielki pożar i straty nie będą wielkie, jak i że wszyscy umrą, a jednocześnie czuł przy tym dziwną trzeźwość umysłu. Może to było po prostu wyparcie.