04.05.2025, 20:44 ✶
Nie miała mu za złe, wiedziała przecież, że gadała za dużo, zresztą przyjęcia organizowane przez jej matkę były nudne i zupełnie nie w stylu Islandczyka. Nie uznała tego za ignorancję, za przejaw bycia niegrzecznym. Na słowa o tym, że się zabezpiecza i wolałby przeżyć, prychnęła, wywracając oczami. - Jeśli nadszedłby dzień, w którym chciałabym celowo zrobić Ci krzywdę, mógłbyś uznać go za koniec świata. - wyjaśniła mu dla pewności, wzruszając ramionami. Nie miała w zwyczaju mieć chęci zamachu na czyjekolwiek życie, raczej była typem ratująco — altruistycznym. Nawet w momentach, gdy ją próbował utopić, była zbyt przestraszona, aby zrobić coś z tym na poważnie.
Nie miała pojęcia, że siła naparu była uzależniona od tak wielu czynników. Dodała go przecież w dobrych intencjach, chcąc najzwyczajniej w świecie zrobić Pandorze przyjemność, może dodać Hjalmarowi trochę odwagi. A on był, jakby wypił całą fiolkę, którą wciąż miała schowana w górnej części bielizny. Przyglądała mu się z rozbawieniem, ale i zaciekawieniem. Był trochę jak chłopiec, który odkrywał poważny i dorosły świat flirtów oraz uniesień, a przecież Kana była przekonana — sugerując się wyglądem — że wcale nie miał problemu z takimi sprawami, gdy już przełamał nieśmiałość.
- Tak, wtedy będzie dużo skuteczniej i bardziej wyjątkowo. Ona jest porywcza, łatwo daje się ponieść chwili. - puściła mu oczko, jednocześnie kiwając głową. Już nie miała pomysłu, jak go bardziej podpuścić. A gdyby tak jej dać eliksiru? Na ułamek sekundy czarne, błyszczące oczy pomknęły w stronę brunetki, lustrując ją wzrokiem. Wtedy na pewno by ją zabiła, gdyby się wydało. Tylko czy pomimo konsekwencji, nie było to najlepszym rozwiązaniem? Palcami stuknęła w czerwone usta, unosząc ich kąciki w diabelskim uśmiechu.
Nie był przyzwyczajony? Łatwiej było wymienić chwilę, gdy Prewettówna się nie uśmiechała, niż gdy to robiła, zwłaszcza jeśli chodziło o przebywanie w jego towarzystwie lub wśród ludzi, których lubiła. Poczuła kolejną falę ciepła na twarzy i na chwilę uciekła wzrokiem, zaskoczona śmiałością wypowiadanych przez niego słów. Owszem, wiedziała, że to eliksir, ale to niewiele zmieniało. To nie było przecież to, do czego ją przyzwyczaił. - Co Ty wygadujesz, przecież zawsze poświęcam Ci uwagę.. - mruknęła w odpowiedzi, przesuwając wzrokiem niby celowo po swoich dłoniach, poprawiając palcami materiał sukienki i pozbywając się z niego niewidzialnych okruszków. Nie trwało to jednak długo, bo brązowe oczy znów pomknęły w stronę jego twarzy i dwóch zamglonych, wciąż intensywnie niebieskich punkcików. Nie chciała sprawiać mu przykrości, nie chciała go denerwować, nie chciała mącić sobie w głowie i musiała pamiętać, że to eliksir, a nie on. Eliksir. To jednak nie przeszkodziło jej w odnalezieniu drogi do jego karku, co zresztą zrobiła z szybko uderzającym w piersi sercem. - Spokojnie. - powtórzyła, wciąż nie mogąc się nadziwić jego reakcjom, a ów punkt okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. - Kark masz naprawdę wrażliwy, co? - mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do niego, patrząc jednak na przesuniętego wcześniej warkocza, a nie jego twarz. Trochę się bała, że jak za często będzie mu patrzyła w oczy, to zwyczajnie przepadnie i jeszcze się nakręci, a potem tylko rozczaruje, jak amortencja przestanie działać. A to niosło ze sobą szereg konsekwencji, które również Islandczykowi mogłyby sprawić przykrość.
Akane zaśmiała się na jego komentarz, starając się rozładować napięcie. Zupełnie nie zgadzała się z Pandorą, nie zrobiła niczego złego. Niegroźny eliksir miłości, a do tego się znali, więc co to był za problem? Zerkała w stronę brunetki, powstrzymując się jednak od wypowiedzenia tego na głos, bo jeszcze by ją rozjuszyło.
- Widzisz? Nawet on wie, że to więcej kropel. - westchnęła Prewettówna do Azjatki, odprowadzając ją wzrokiem. Oby znalazła rozwiązanie problemu, który sama stworzyła. Gdy przeniosła uwagę i spojrzenie na mężczyznę, przygryzła na kilka sekund dolną wargę. Zdawała sobie sprawę, że to pewnie pierwszy i ostatni raz, gdy zachowywał się w taki swobodny i lekki spokój, a mimo to nie mogła w pełni z tego skorzystać, bo potem ciężar wyrzutów by wbił ją w drewnianą posadzkę z hukiem.
- Ah, za narkotyzowanie, zamach na życie i działanie z premedytacją, czy coś, ale zapewniam Cię, nie miałam z tym nic wspólnego i okrutnie mi głupio, że to zrobiła. - wyjaśniła mu cicho, kręcąc głową, jakby cokolwiek miało to zmienić. I tak teraz nie wiedział, o co jej w ogóle chodziło. Wolną dłonią przesunęła po kaskadach włosów, zgarniając je na plecy. Będzie pamiętał, jeśli się nie upije lub jeśli Kana załatwi właściwe antidotum. Na dobrą sprawę, Pandora sama nie wiedziała, czy chciała, aby pamiętał, czy może wolałaby, aby ten wieczór, jak tamta randka, odeszły w zapomnienie i jedynie ona byłaby świadkiem tych wydarzeń. Przytaknęła, przyjmując do wiadomości jego niechęć do opuszczenia domostwa, miał trochę racji, nie powinna wychodzić tak wcześnie, chociaż to przyjęcie trochę przestało ją obchodzić. Starała się jednak uśmiechać, odwzajemniać spojrzenia i przesyłać buziaki w podziękowaniu za wykrzykiwane dobre słowa.
Nawet jeśli chciała, nie umiała odzyskać kontroli przez stanowczość jego gestu. Zwyczajnie i grzecznie, milcząc, szła za nim, spoglądając na ich splecione palce, szepcząc sobie pod nosem przypomnienie o tym, aby nie brała tego na poważnie. Bo skąd miała wiedzieć, że to był on? Nie pokazywał się jej od takiej strony. Niektórzy goście posyłali im rozbawione uśmiechy, inni klasnęli w dłonie czy palcami zrobili serduszko, rzucali jakiś komentarz. Nie przejmowała się tym zupełnie, miała ważniejsze rzeczy na głowie. Na słowa o tym, że sam zrobił jej prezent, nie umiała powstrzymać dziecięcego wręcz uśmiechu, jakby usłyszała najlepszą wiadomość dnia. Jej kciuk przesunął po jego dłoni. - Nie mogę się doczekać, co tym razem przyszło Ci do głowy. - odpowiedziała szczerze, próbując w myślach zgadnąć, ale pomysłów miała tyle, że była przekonana, że żaden nie będzie tym właściwym. Zawsze umiał ją zaskoczyć — czy to literką, czy wyborem kwiatów do wianka i tym razem pewnie nie będzie inaczej. Gdy palce zacisnęły się na rączkach od torebki, a on zgodził się wyjść na zewnątrz, poczuła trochę ulgi. Cała ta atencja ze strony ludzi była miła, ale paskudnie męcząca, zwłaszcza gdy martwiła się o niego i ewentualne konsekwencje ludzkiej głupoty. Zrobił ją przysługę, odciągając ją od koleżanki, chociaż nie miała świadomości, że towarzyszyły temu takie myśli. Nigdy by go o takie nie podejrzewała.
Podmuch wiatru był przyjemnie chłodny, sprawił, że przymknęła oczy i pozwoliła mu przemknąć po skórze, rozgrzanych policzkach. Tu będzie spokojniej, łatwiej i kto wie, może orzeźwienie sprawi, że efekt eliksiru szybciej minie? Nie zauważyła, jak palce zaciskają się jej mocniej na sznurkach. Nim się spostrzegła, znalazła się koło ławki, a stukot szpilek umilkł. Obrócił ją, sugerując, aby usiadła, co zresztą zrobiła. Położyła torebkę na kolanach i spojrzała na niego z dołu, czując, że na nią patrzy i chcąc to po prostu odwzajemnić. Pandora nie potrzebowała wiele do szczęścia, cieszyła się z uśmiechu, kubka, czy wspólnie spędzonego czasu, nic więc dziwnego, że po wyjęciu pudełeczka i otworzeniu go, wydała z siebie głośniejsze westchnienie zachwytu, uwieńczone krótkim “oh”. Z niedowierzaniem wędrowała wzrokiem pomiędzy jego twarzą a broszką, która na myśl przywodziła tak wiele dobrych wspomnień. - Naprawdę zapamiętałeś, że to był orzeł? Jesteś niesamowity! Jest przepiękna. - zaczęła z odrobiną wzruszenia w głosie, unosząc pudełeczko nieco wyżej, aby uważniej przyjrzeć się detalom, które jak zwykle zadbał. I te oczy — wcale nie kojarzyły się jej z barwą domu, a z jego oczami, co sprawiło, że rozczuliła się jeszcze bardziej. Nieśmiało przesunęła po biżuterii palcem, jakby bała się ją wziąć w rękę, bo jeszcze odleci. - Zawsze dajesz mi takie piękne prezenty.. - mruknęła cicho, podnosząc na niego spojrzenie, kręcąc głową, bo jedynie to jej zostało, aby się powstrzymać przed rzuceniem się mu na szyję w podziękowaniu. Nie chodziło tylko o te materialne, a o całokształt. Nie mogła, bo amortencja. - Ma oczy jak Twoje! Niebieskie. - zauważyła mimowolnie, nie mogąc z kolei zachować tej uwagi dla siebie. Zawsze miał na nią oko, pilnował jej, obserwował, żeby nic złego się nie stało. Wybór był aluzją również do tego. Nie patrzyła na niego długo, bo doskonale wiedziała, do czego to doprowadzi. Klepnęła więc dłonią miejsce obok siebie, żeby usiadł.
Nie miała pojęcia, że siła naparu była uzależniona od tak wielu czynników. Dodała go przecież w dobrych intencjach, chcąc najzwyczajniej w świecie zrobić Pandorze przyjemność, może dodać Hjalmarowi trochę odwagi. A on był, jakby wypił całą fiolkę, którą wciąż miała schowana w górnej części bielizny. Przyglądała mu się z rozbawieniem, ale i zaciekawieniem. Był trochę jak chłopiec, który odkrywał poważny i dorosły świat flirtów oraz uniesień, a przecież Kana była przekonana — sugerując się wyglądem — że wcale nie miał problemu z takimi sprawami, gdy już przełamał nieśmiałość.
- Tak, wtedy będzie dużo skuteczniej i bardziej wyjątkowo. Ona jest porywcza, łatwo daje się ponieść chwili. - puściła mu oczko, jednocześnie kiwając głową. Już nie miała pomysłu, jak go bardziej podpuścić. A gdyby tak jej dać eliksiru? Na ułamek sekundy czarne, błyszczące oczy pomknęły w stronę brunetki, lustrując ją wzrokiem. Wtedy na pewno by ją zabiła, gdyby się wydało. Tylko czy pomimo konsekwencji, nie było to najlepszym rozwiązaniem? Palcami stuknęła w czerwone usta, unosząc ich kąciki w diabelskim uśmiechu.
Nie był przyzwyczajony? Łatwiej było wymienić chwilę, gdy Prewettówna się nie uśmiechała, niż gdy to robiła, zwłaszcza jeśli chodziło o przebywanie w jego towarzystwie lub wśród ludzi, których lubiła. Poczuła kolejną falę ciepła na twarzy i na chwilę uciekła wzrokiem, zaskoczona śmiałością wypowiadanych przez niego słów. Owszem, wiedziała, że to eliksir, ale to niewiele zmieniało. To nie było przecież to, do czego ją przyzwyczaił. - Co Ty wygadujesz, przecież zawsze poświęcam Ci uwagę.. - mruknęła w odpowiedzi, przesuwając wzrokiem niby celowo po swoich dłoniach, poprawiając palcami materiał sukienki i pozbywając się z niego niewidzialnych okruszków. Nie trwało to jednak długo, bo brązowe oczy znów pomknęły w stronę jego twarzy i dwóch zamglonych, wciąż intensywnie niebieskich punkcików. Nie chciała sprawiać mu przykrości, nie chciała go denerwować, nie chciała mącić sobie w głowie i musiała pamiętać, że to eliksir, a nie on. Eliksir. To jednak nie przeszkodziło jej w odnalezieniu drogi do jego karku, co zresztą zrobiła z szybko uderzającym w piersi sercem. - Spokojnie. - powtórzyła, wciąż nie mogąc się nadziwić jego reakcjom, a ów punkt okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. - Kark masz naprawdę wrażliwy, co? - mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do niego, patrząc jednak na przesuniętego wcześniej warkocza, a nie jego twarz. Trochę się bała, że jak za często będzie mu patrzyła w oczy, to zwyczajnie przepadnie i jeszcze się nakręci, a potem tylko rozczaruje, jak amortencja przestanie działać. A to niosło ze sobą szereg konsekwencji, które również Islandczykowi mogłyby sprawić przykrość.
Akane zaśmiała się na jego komentarz, starając się rozładować napięcie. Zupełnie nie zgadzała się z Pandorą, nie zrobiła niczego złego. Niegroźny eliksir miłości, a do tego się znali, więc co to był za problem? Zerkała w stronę brunetki, powstrzymując się jednak od wypowiedzenia tego na głos, bo jeszcze by ją rozjuszyło.
- Widzisz? Nawet on wie, że to więcej kropel. - westchnęła Prewettówna do Azjatki, odprowadzając ją wzrokiem. Oby znalazła rozwiązanie problemu, który sama stworzyła. Gdy przeniosła uwagę i spojrzenie na mężczyznę, przygryzła na kilka sekund dolną wargę. Zdawała sobie sprawę, że to pewnie pierwszy i ostatni raz, gdy zachowywał się w taki swobodny i lekki spokój, a mimo to nie mogła w pełni z tego skorzystać, bo potem ciężar wyrzutów by wbił ją w drewnianą posadzkę z hukiem.
- Ah, za narkotyzowanie, zamach na życie i działanie z premedytacją, czy coś, ale zapewniam Cię, nie miałam z tym nic wspólnego i okrutnie mi głupio, że to zrobiła. - wyjaśniła mu cicho, kręcąc głową, jakby cokolwiek miało to zmienić. I tak teraz nie wiedział, o co jej w ogóle chodziło. Wolną dłonią przesunęła po kaskadach włosów, zgarniając je na plecy. Będzie pamiętał, jeśli się nie upije lub jeśli Kana załatwi właściwe antidotum. Na dobrą sprawę, Pandora sama nie wiedziała, czy chciała, aby pamiętał, czy może wolałaby, aby ten wieczór, jak tamta randka, odeszły w zapomnienie i jedynie ona byłaby świadkiem tych wydarzeń. Przytaknęła, przyjmując do wiadomości jego niechęć do opuszczenia domostwa, miał trochę racji, nie powinna wychodzić tak wcześnie, chociaż to przyjęcie trochę przestało ją obchodzić. Starała się jednak uśmiechać, odwzajemniać spojrzenia i przesyłać buziaki w podziękowaniu za wykrzykiwane dobre słowa.
Nawet jeśli chciała, nie umiała odzyskać kontroli przez stanowczość jego gestu. Zwyczajnie i grzecznie, milcząc, szła za nim, spoglądając na ich splecione palce, szepcząc sobie pod nosem przypomnienie o tym, aby nie brała tego na poważnie. Bo skąd miała wiedzieć, że to był on? Nie pokazywał się jej od takiej strony. Niektórzy goście posyłali im rozbawione uśmiechy, inni klasnęli w dłonie czy palcami zrobili serduszko, rzucali jakiś komentarz. Nie przejmowała się tym zupełnie, miała ważniejsze rzeczy na głowie. Na słowa o tym, że sam zrobił jej prezent, nie umiała powstrzymać dziecięcego wręcz uśmiechu, jakby usłyszała najlepszą wiadomość dnia. Jej kciuk przesunął po jego dłoni. - Nie mogę się doczekać, co tym razem przyszło Ci do głowy. - odpowiedziała szczerze, próbując w myślach zgadnąć, ale pomysłów miała tyle, że była przekonana, że żaden nie będzie tym właściwym. Zawsze umiał ją zaskoczyć — czy to literką, czy wyborem kwiatów do wianka i tym razem pewnie nie będzie inaczej. Gdy palce zacisnęły się na rączkach od torebki, a on zgodził się wyjść na zewnątrz, poczuła trochę ulgi. Cała ta atencja ze strony ludzi była miła, ale paskudnie męcząca, zwłaszcza gdy martwiła się o niego i ewentualne konsekwencje ludzkiej głupoty. Zrobił ją przysługę, odciągając ją od koleżanki, chociaż nie miała świadomości, że towarzyszyły temu takie myśli. Nigdy by go o takie nie podejrzewała.
Podmuch wiatru był przyjemnie chłodny, sprawił, że przymknęła oczy i pozwoliła mu przemknąć po skórze, rozgrzanych policzkach. Tu będzie spokojniej, łatwiej i kto wie, może orzeźwienie sprawi, że efekt eliksiru szybciej minie? Nie zauważyła, jak palce zaciskają się jej mocniej na sznurkach. Nim się spostrzegła, znalazła się koło ławki, a stukot szpilek umilkł. Obrócił ją, sugerując, aby usiadła, co zresztą zrobiła. Położyła torebkę na kolanach i spojrzała na niego z dołu, czując, że na nią patrzy i chcąc to po prostu odwzajemnić. Pandora nie potrzebowała wiele do szczęścia, cieszyła się z uśmiechu, kubka, czy wspólnie spędzonego czasu, nic więc dziwnego, że po wyjęciu pudełeczka i otworzeniu go, wydała z siebie głośniejsze westchnienie zachwytu, uwieńczone krótkim “oh”. Z niedowierzaniem wędrowała wzrokiem pomiędzy jego twarzą a broszką, która na myśl przywodziła tak wiele dobrych wspomnień. - Naprawdę zapamiętałeś, że to był orzeł? Jesteś niesamowity! Jest przepiękna. - zaczęła z odrobiną wzruszenia w głosie, unosząc pudełeczko nieco wyżej, aby uważniej przyjrzeć się detalom, które jak zwykle zadbał. I te oczy — wcale nie kojarzyły się jej z barwą domu, a z jego oczami, co sprawiło, że rozczuliła się jeszcze bardziej. Nieśmiało przesunęła po biżuterii palcem, jakby bała się ją wziąć w rękę, bo jeszcze odleci. - Zawsze dajesz mi takie piękne prezenty.. - mruknęła cicho, podnosząc na niego spojrzenie, kręcąc głową, bo jedynie to jej zostało, aby się powstrzymać przed rzuceniem się mu na szyję w podziękowaniu. Nie chodziło tylko o te materialne, a o całokształt. Nie mogła, bo amortencja. - Ma oczy jak Twoje! Niebieskie. - zauważyła mimowolnie, nie mogąc z kolei zachować tej uwagi dla siebie. Zawsze miał na nią oko, pilnował jej, obserwował, żeby nic złego się nie stało. Wybór był aluzją również do tego. Nie patrzyła na niego długo, bo doskonale wiedziała, do czego to doprowadzi. Klepnęła więc dłonią miejsce obok siebie, żeby usiadł.