Wybrali idealny moment na ten szumny powrót. Nie mieli zbytniej szansy się nim nacieszyć, jednak niczego to nie zmieniało. Chociaż pod tym względem wszystko zaczęło się układać. Standardowo pojawiły się kolejne problemy, jakby rzeczywistość chciała im udowodnić, że nie może być lekko. Nie było to jednak nic strasznego, prawda? Radzili sobie z różnymi sytuacjami już wcześniej, to miała być po prostu kolejna z nich.
Yaxleyówna nie miała pojęcia, jak wygląda aktualnie Londyn. Zaszyli się na wsi, mieli tutaj przeczekać ten najgorszy czas, dawali sobie tydzień, może dłużej. Planowali wypad do Exmoor już wcześniej, nie do końca ogarnęli wszystko, jak chcieli, ale szybkiego działania wymagało od nich to, co stało się tamtej nocy. Gdy płomienie pochłonęły całe miasto. Mieli na głowie wampira uzależnionego od eliksirów nasennych, ale nie tylko. Musieli jakoś odnaleźć się w tej tragedii, która się wydarzyła. Nie do końca była w stanie wyobrazić sobie to, jak wyglądało miasto. Tak naprawdę chyba jeszcze nie do końca była gotowa, aby obejrzeć starty. Była zła, że ktoś postanowił doprowadzić do takiej tragedii po to, aby móc sięgnąć po władzę. Po raz kolejny wojna zaczęła dotyczyć również tych, którzy nie widzieli potrzeby, aby w niej uczestniczyć. Mieli się nie angażować, ale czy to naprawdę było jeszcze możliwe?
Czy powinni ciągle udawać, że sprawy ich nie dotyczą, poniesli już przypadkowe ofiary, ich najbliżsi umierali przez to, że ktoś postanowił sobie, że należy my się władza. Naprawdę nie sądziła, że powinni to dłużej tolerować, odwracać wzrok, udawać, że tego nie widzą. Jasne, nic im się nie stało, nie zostali ranni, ale co jeśli tak by się stało? Co wtedy? Ileż można było pozwalać na taką samowolkę.
Roise wreszcie wrócił do domu. Stał przed nią, wtulali się w siebie, w końcu. Nie wiedziała, czy powinna go wypytywać, na pewno napatrzył się wystarczająco gdy został w Londynie. Na pewno widział więcej od nich. Spodziewała się, że Mung był pełen ludzi, którzy nie mieli tyle szczęścia, co oni. Nie wszystkim ono towarzyszyło. Zresztą, jako tako nikt przecież nie obrał ich za cel, na pewno inni mieli gorzej, tyle, że co z tego, skoro pożary dotyczyły wszystkich, nie tylko tych, którzy przeszkadzali Voldemortowi w przejęciu władzy nad światem.
Niby wiedziała, że Ambroise powinien być bezpieczny, aczkolwiek nie miała tej pewności, nic już nie było pewne, po wydarzeniach tamtej nocy wydawało jej się, że wszystko jest możliwe, a zagrożenie może pojawić się w każdym momencie.
- Tu jest względnie bezpiecznie. - Nie sądziła, aby nadal gdzieś znajdowało się zagrożenie, ale tego też nie mogła być pewna. Ten dom był na uboczu, z dala od miejsc, które zaatakowali śmierciożercy, nie wydawało jej się, że powinni martwić się o to, że on również nagle spłonie. Aktualnie chyba mieli mieć trochę spokoju, nie sądziła, że uderzą w przeciągu kilku dni ponownie, chociaż, czy faktycznie mogli zakładać cokolwiek? Kto wie, co strzeli tamtym do głów.
- Za bardzo nie miałeś innego wyjścia, tam potrzebowali Cię bardziej. - Nie wydawało jej się, że musiał ją za to przepraszać. Rozumiała, jak wyglądała sytuacja. Może i się denerwowała, martwiła, jednak wiedziała, że nie mógł postąpić inaczej. Tam mógł pomagać niewinnym ludziom, tutaj? Tutaj może i byłaby spokojniejsza, gdyby był obok, jednak to aktualnie nie było priorytetem, nie po tym, co się wydarzyło.
- Musisz odpocząć. - Nie spodziewała się, że mogło być inaczej. Nie miał czasu na przejmowanie się takimi przyziemnymi sprawami, jak chociażby jedzenie. Nie, żeby uważała to za rozsądne, ale zdawała sobie sprawę, jak mogło to wszystko wyglądać. Musiało być tam spore zamieszanie, zapewne szybko się to nie zmieni. Czy w ogóle znaleźli już wszystkich poszkodowanych? Przecież budynki się waliły...
- Nie będziesz pił dopóki nie zjesz. - To nie ona zazwyczaj w ich przypadku tego pilnowała, ale tym razem musiała być jego głosem rozsądku. Musiał zjeść, dopiero wtedy zamierzała towarzyszyć mu w najebaniu, sama nie wiedziała, czy ma ochotę sią nawalić, ale z drugiej strony, właściwie nie miała nic lepszego do roboty. Odpoczynek należał się im wszystkim, tyle, że musieli mieć też na uwadze to, że gdzieś po tej rezydencji kręcił się wampir uzależniony od eliksirów nasennych, to też było sporą odpowiedzialnością. Nie spodziewała się, że to będzie tak wyglądało.
W końcu odsunęła się od Roisa, był to moment, w którym powinien faktycznie pójść zmyć z siebie ten kurz minionych wydarzeń, a później będą zastanawiać się nad tym co dalej. Nie pytała jeszcze, kiedy będzie musiał wrócić do szpitala. Spodziewała się, że zdarzy się do dużo szybciej, niż by chciała.