Jego słowa zamiast sprawiać w niej większą falę strachu wywoływały tylko wściekłość. Chciała u przywalić w najbardziej mugolski sposób jaki mogła kiedykolwiek poznać. Złożyć rękę w pięść jak uczył dziadek i przywalić w twarz natarczywego delikwenta. Zamiast tego leżała dalej na jego kanapie czując, że znowu chce jej się pić. Jego słowa doprowadzały ją do zdenerwowania. Nie chciała się tak czuć, chciała, że się zamknął i żeby mówił.
— Byłabym bardziej ostrożna, gdybym wiedziała kim jesteś. – zauważyła czując, że te słowa były głupie. Tak głupie jak to, że była na niego wściekła, bo powinna być wściekła tylko na siebie za to, że mu zaufała. Ostrzegał ją, a ona robiła z tego żarty. – Kurwa. – zaklęła pierwszy raz. Rzadko przeklinała, a słowo to w jej ustach było dziwnie obce. — Nie krzycz na mnie. – jego emocjonalność w głosie odbierała trochę jak atak, ale sama nie była lepsza. Wiedziała, że jej oskarżenia mogły go ranić, jeśli miał jakiekolwiek uczucia.
Spojrzała w końcu na niego, widząc jak klęczy, jak bardzo zdesperowany jest czuła wyrzuty sumienia. Co było głupie, bo to ona była tutaj ofiarą, prawda? A mimo to wywoływał u niej współczucie. Gdy myślała o tym, że tak desperacko prosi, aby nic nie mówiła, widziała jak się tego bał. Ona też się bała, a on nie chciał odpuścić. Poprosiła go, aby się odsunął wtedy, a on i tak się zbliżył i to jeszcze w tak podły sposób, bo ją pocałował. Na myśl o tym pocałunku czuła dziwny ucisk w żołądku, którego nie potrafiła poprawnie nazwać.
— Nie powiedziałam, że komuś doniosę. – odpowiedziała wpatrując się w niego uważnie. Sine usta, które zapamiętała jako ostatnie już takie nie były. Oczy miał pięknie zielone, a skórę odżywioną. Wyglądał jak żywy. Na myśl o tym, że to dzięki jej krwi robiło się jej znowu słabo, ale nie dała tego po sobie poznać. Chciała go zrozumieć. Gdzieś z tyłu głowy nawet czuła ulgę, że została przez niego ugryziona, a nie zgwałcona. Nie wyobrażała sobie tego uczucia. Naprawdę wolała to niż tamto. Chciało się jej znowu płakać, ale tym razem chyba ze szczęścia, lecz nie pozwoliła sobie na kolejną falę łez. Musiała mu pokazać, że jest silna, że nie musi nikogo wzywać.
Obserwowała jego skupienie na twarzy. Był naprawdę przystojny. Beształa siebie za te myśli, bo zaczynały ją znowu denerwować, wywoływać w niej falę wściekłości, która powiększyła się, gdy oznajmił jej, że jednak wezwał tą swoją przyjaciółkę. Zacisnęła dłoń na kocu, która drżała z zimna. Czuła jednak, że gorączka powoli ustępuje. Minuty mijały, a organizm starał się regenerować siły. Wiedziała jednak, że bez jedzenia sobie nie poradzi.
Gdy oznajmił jej, że nie jest wiekowym wampirem jak to sobie wyobrażała, a zaledwie dwumiesięcznym poczuła jeszcze większe wyrzuty sumienia, że sama mu robiła wyrzuty. Z drugiej strony to go nie usprawiedliwiało. Czuła się cholernie rozdarta.
— Chcesz, abym ci zaufała, że nic mi już nie zrobisz, a wzywasz obcą mi osobę wbrew mojej woli? Nie chce, aby ktoś tu się zjawiał mnie ratować. I nie chcę zapominać, a wiem jak to się skończy – fuknęła siadając gwałtownie i czując jak zalewa ją fala wściekłości. Poczuła jak zakręciło się jej w głowie, ale oparła się drżącą ręką o oparcie kanapy.
Spodobała mu się. Kurwa. Mamił ją nadal tymi pokrętnymi słowami, a ona miała mętlik w głowie. Może wampiry miały jakiś uzależniający jad, przez który ofiary czuły się winne? Nie wiedziała. Będzie musiała o nich poczytać, dowiedzieć się jakie są.
— I nie chce rekompensaty. Chce pomyśleć. – potarła czoło, gdy spadł z jej głowy ręcznik, a potem on zjawił się z kolejnym zimnym okładem. Położyła się z powrotem i pozwoliła mu na przyłożenie tej szmatki do jej czoła. — Nie wiem jak powinnam się zachować, rozumiesz? Nie potrafię… myśleć… to nie ma sensu… – krzyknęła w koc, który przyłożyła do swojej twarzy. Odkryła ją dopiero po kilkunastu minutach. – Czemu… – spojrzała na niego – czemu mnie… wtedy pocałowałeś? – zapytała patrząc mu w oczy. Wstydziła się tego pytania. Po wypowiedzeniu tych słów żałowała ich. Wolałaby chyba udawać, że tego nie pamięta.