Przywykła już do tego, że ludzie nie patrzą na swoje zdrowie, że uważają, że jak trochę pobili to za chwilę przestanie – ale osobiście uważała to za skrajną głupotę. Uderzenie bólu mogło zaszkodzić w najmniej odpowiednim momencie, na który nie mogli sobie pozwolić w taki dzień jak dzisiaj. Nie kiedy od nich zależało czyjeś życie. Dlatego otaksowała Atreusa bardzo, ale to bardzo oceniającym wzrokiem.
– Gdybyś potrzebował Szkiele-Wzro, to nikt by cię nie puścił do akcji – stwierdziła z całą pewnością. Mogła nie być lekarzem, ale doskonale wiedziała, jak tworzy się eliksiry, z jakich składników, co ze sobą działa, a czego absolutnie nie łączyć, i przede wszystkim – jak działają. Jeśli chodzi o składniki, które ze sobą działały źle, to prawdopodobnie wiedziała to lepiej, niż większość uzdrowicieli, bo w większości tylko przepisywali eliksiry, ale wcale nie tak częste było, by sami znali się na sztuce ich warzenia. – Rozszczepienie nie było więc mocne, dostałeś albo jakąś maść, albo eliksir regenerujący, być może jednak za małą dawkę, skoro nadal wdaje się we znaki – dodała rzeczowo. – Nie muszę rozmawiać z twoim uzdrowicielem, żeby wiedzieć, że eliksir wiggenowy w niczym tu nie zaszkodzi, a jedyne co może zrobić, to ci pomóc w krytycznym momencie – Atreus mógł tego nie wiedzieć, jeśli nie interesował się tematem, ale eliksiry, które posiadała, były jej własnej roboty. Czego nie wiedział na pewno, to to, że Victoria poświęcała bardzo dużo swojego czasu wolnego na doskonalenie sztuki tworzenia eliksirów, że to jej rzeczywista pasja i że jeśli o te sprawy chodziło, to brała to wszystko bardzo na poważnie. Bardziej niż wszystko inne tak po prawdzie. – Mam ich jeszcze kilka, zgarnęłam wszystko, co miałam w szafce – przyznała i cofnęła odepchniętą rękę. – Ale jak nie, to nie – wzruszyła ramionami, bo skoro nie chciał pomocy, to nie, a Victoria nie miała w głowie misji, by zbawiać świat. Wiedziała za to, że Laurent byłby smutny, gdyby coś się stało Atreusowi, na co mimowolnie się krzywiła, że auror jest tak uparty jak osioł, do stopnia, że sam sobie szkodził (i nie był to jedyny taki przypadek w jej życiu, bo pewien wampir był taki sam, tyle że nauczył się już nie opierać, kiedy wciskała mu jakieś swoje specyfiki). Gdzieś na końcu języka miała coś w stylu „wy, mężczyźni, to nie macie za grosz poszanowania do swojego zdrowia”, ale ostatecznie nie była jego matką, ani nikim bliskim, by prawić mu morały. Skwaszona mina musiała więc wystarczyć jako wielce mówiący komentarz.
– Co to za nowe diabelstwo – wymamrotała, krzywiąc się na to jeszcze bardziej, ale sama machnęła różdżką, próbując wyczarować wokół swojej głowy bąbel powietrza, podobny do tego, który pomagał oddychać pod wodą. Chodziło o to, by nie musiała przy tym mrużyć też swoich oczu, wchodząc w tak gęsty dym, bo kawałek materiału pomagał tak naprawdę tylko na chwilę i nie na wszystko. Jedno to wdychać to gówno po trochę cały czas, a drugie wejść w tak skoncentrowaną chmurę, w której, jak zakładała, nie widać nawet za dobrze własnej ręki. Skoro nie dało się tego rozproszyć, wedle słów Atreusa… – Tak, chodźmy to sprawdzić.
// Kształtowanie ◉◉◉◉○ – bąbel powietrza wokół głowy
Slaby sukces...