06.05.2025, 04:33 ✶
"Radziłbym nie podejmować żadnych działań, mogących nas sprowokować do rzeczy, których nie chcielibyśmy dzisiaj robić", rzucił Stanley, wkraczając do redakcji Proroka Codziennego z uśmiechem skrytym pod maską: pozujący na na dyplomatę kat w płaszczu śmierciożercy.
Stanley traktował to jako przedstawienie, jako sztukę, ale to było coś więcej: to był teatr symboli. Nic nie miało dla wróżbity takiej wagi jak symbole, bo to ich językiem posługiwał się Alexander, wróżąc. Symbole miały wielką moc oddziaływania, zapisując się w pamięci mas, symbole pomagały kreować narrację, a narracja była tu kluczem. Niech wszyscy wiedzą, że Śmierciożercy gotowi są wynagrodzić tych, którzy z nimi współpracują, pomyślał. Ale niech wiedzą, że odpowiedzą bezlitośnie na najmniejszy przejaw nieposłuszeństwa. Potrzebowali tej narracji, dlatego Alexander nie chciał wystrzelić zaklęcia pierwszy. Mógł. Mógł, ale nie zrobił tego. Nie chciał być tym, który zada pierwszy cios – tym, który przeleje pierwszą krew.
Gdy gazety będą opisywały ten dzień, napiszą, że pierwsze zaklęcie nie należało do nich, ale ostatnie – już tak.
Nietrudno było odgadnąć intencje starszego dziennikarza, który nagle poderwał się z miejsca. Alexander zadziałał czysto instynktownie: rzucił się w bok, wzburzając swoim ruchem stos papierów, które zawirowały wokoło. Rzucił się w stronę biurka Mary Anne, chcąc skryć się za kantem niskiej przegrody działowej między pracowniczymi boksami. Wydawało mu się, że kątem oka zdołał dojrzeć jakiś ruch.
Arnold Archibald Bacon przyszedł na świat dokładnie 91 lat, 115 dni, 8 godzin i 6 sekund temu. Przeżył długie życie i pamiętał każdy jego moment. Jego ciało było słabe, ale duch silny. Nie okazał strachu, nawet kiedy czuł różdżkę na gardle.
– Fregata – odpowiedział, nie zaregowawszy choćby mrugnięciem oka na nędzne próby manipulacji zawartością jego biura. – Hasło brzmiało fregata.
Arnold Bacon poruszył delikatnie palcami prawej ręki, którą cały czas trzymał wspartą o blat stołu. Ile lat mógł mieć stojący przed nim Śmierciożerca? Był młody i pełen sił, a on był stary i słaby. Zacisnął palce w pięść. Jego moc magiczna może i zdążyła osłabnąć przez te wszystkie lata, ale jego umysł tylko urósł w siłę.
Stanley traktował to jako przedstawienie, jako sztukę, ale to było coś więcej: to był teatr symboli. Nic nie miało dla wróżbity takiej wagi jak symbole, bo to ich językiem posługiwał się Alexander, wróżąc. Symbole miały wielką moc oddziaływania, zapisując się w pamięci mas, symbole pomagały kreować narrację, a narracja była tu kluczem. Niech wszyscy wiedzą, że Śmierciożercy gotowi są wynagrodzić tych, którzy z nimi współpracują, pomyślał. Ale niech wiedzą, że odpowiedzą bezlitośnie na najmniejszy przejaw nieposłuszeństwa. Potrzebowali tej narracji, dlatego Alexander nie chciał wystrzelić zaklęcia pierwszy. Mógł. Mógł, ale nie zrobił tego. Nie chciał być tym, który zada pierwszy cios – tym, który przeleje pierwszą krew.
Gdy gazety będą opisywały ten dzień, napiszą, że pierwsze zaklęcie nie należało do nich, ale ostatnie – już tak.
Nietrudno było odgadnąć intencje starszego dziennikarza, który nagle poderwał się z miejsca. Alexander zadziałał czysto instynktownie: rzucił się w bok, wzburzając swoim ruchem stos papierów, które zawirowały wokoło. Rzucił się w stronę biurka Mary Anne, chcąc skryć się za kantem niskiej przegrody działowej między pracowniczymi boksami. Wydawało mu się, że kątem oka zdołał dojrzeć jakiś ruch.
// Rzucam na statystykę aktywność fizyczna ◉◉◉○○, aby rzucić się w bok, za pracowniczy boks, unikając tym ruchem skierowanego we mnie zaklęcia. Robię to tak, aby znaleźć się obok biurka zdezorientowanej Mary Anne Skeeter, na którą wcześniej rzuciłem z wysokim sukcesem urok. Dążę do tego, aby w następnym ruchu móc użyć kobiety jako żywej tarczy przeciwko kolejnym wymierzonym we mnie zaklęciom.
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
***
Arnold Archibald Bacon przyszedł na świat dokładnie 91 lat, 115 dni, 8 godzin i 6 sekund temu. Przeżył długie życie i pamiętał każdy jego moment. Jego ciało było słabe, ale duch silny. Nie okazał strachu, nawet kiedy czuł różdżkę na gardle.
– Fregata – odpowiedział, nie zaregowawszy choćby mrugnięciem oka na nędzne próby manipulacji zawartością jego biura. – Hasło brzmiało fregata.
Arnold Bacon poruszył delikatnie palcami prawej ręki, którą cały czas trzymał wspartą o blat stołu. Ile lat mógł mieć stojący przed nim Śmierciożerca? Był młody i pełen sił, a on był stary i słaby. Zacisnął palce w pięść. Jego moc magiczna może i zdążyła osłabnąć przez te wszystkie lata, ale jego umysł tylko urósł w siłę.
Arnold korzysta z przewagi Magia bezróżdżkowa i że statystyki zauroczenie ◉◉◉○○, aby rzucić na Stanleya urok: chcę, żeby kartki papieru okrążyły Śmierciożercę, spowalniając jego ruchy.
Zostawiam zarówno decyzję o rzucie i KPejkę sir Arnolda do wglądu i akceptacji przez Mistrzynię Gry tutaj, bo się boję, że coś rozjebię.
Zostawiam zarówno decyzję o rzucie i KPejkę sir Arnolda do wglądu i akceptacji przez Mistrzynię Gry tutaj, bo się boję, że coś rozjebię.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat