Heath zdawała sobie sprawę, że Charles pewnie będzie miał problem z tym, żeby przestać się zachowywać jak on. Też jako trio będą musieli być uważniejsi, jeśli zaczną gdzieś wychodzić. Ją i Camerona bardzo łatwo było połączyć z Rookwoodem w końcu bardzo wiele osób widywało ich razem. Na miejscu zbrodni zabrakło ciała, pewnie ktoś się domyśli, że nie udało się go zabić. Prędzej, czy później. Muszą być ostrożni, aby się nie domyślili. Powinni o tym porozmawiać z Charliem.
- To nie jest dziwne Cami, to jest popierdolone. - Ujęła to, co mówił nieco innymi słowami. Robiło się coraz mniej bezpiecznie, szczególnie kiedy i ich dotykały te ataki. - Zabili panią Smith, w naszym sklepie. Musimy się po nich spodziewać najgorszego. Jeśli nawet ona im przeszkadzała, nie wiem, może chcą nas uświadomić, że nikt nie może czuć się bezpiecznie. Wystraszyć wszystkich, w końcu przez strach niektórzy mogą zechcieć ich popierać. Sam wiesz, jak to działa, ludzie będą postawieni pod ścianą, pozostanie instynkt przetrwania, kto wie, jak się będą zachowywać, gdy poczują, że nie mają wyboru. - Miała wrażenie, że działają w ten sposób właśnie dlatego, żeby te słabsze jednostki, wystraszone, zaczęły się do nich przyłączać. Nie każdy był w stanie się postawić, niektórzy byli tchórzami, zrobią wszystko, aby przeżyć.
Wood wiedziała, że ona nie da się wystraszyć, już w przypadku ataku na sklep jej rodziców postanowiła, że nie będzie bierna, atak na Charles'a i jego najbliższych tylko spotęgował jej złość. Wiedziała, że prędzej, czy później dołączy do tej krucjaty. Nie bała się tego, wręcz przeciwnie - była gotowa chwycić różdżkę i walczyć. - Nie możemy się obwiniać Cami, bo to nic nie da, musimy zacząć działać. - Kontynuowała temat tego, że nie zareagowali na atak. Nie mieli takiej możliwości, jednak być może będą mogli uratować inne istnienia. - Tylko nie do końca wiem, jak zacząć, są ponoć tacy, którzy się im stawiają, tak słyszałam. - Jednak nie poznała szczegółów, przynajmniej jak na razie.
- Nie próbowałam, ale podejrzewam jakby to się skończyło. On nie jest typem, który da się zamknąć gdziekolwiek. Zanudziłby się, ileż można chlać w zamknięciu? - Każdemu by się to znudziło. Wiedziała w jaki sposób działa Rookwood, byli w końcu do siebie bardzo podobni. Widziała, że Lupin bardzo się denerwuje tą sytuacją. Złapała go za rękę i wpatrywała się w jego oczy. - Ejj, Cami, poradzimy sobie z tym, wiesz. - Musiała zmienić jego nastawienie. - Będzie dobrze, gwarantuje Ci to, nasza trójka zawsze jakoś dawała sobie radę. Tym razem będzie tak samo. - Mówiła bardzo pewnym tonem, nie brała w ogóle pod uwagę, że może być inaczej.
Wood nie była dobra w planowaniu, zdecydowanie lepiej wychodziło jej działanie pod wpływem emocji. Uważała, że jak pojawi się jakiś problem, to będą sobie radzić z nim na bieżąco. Fakt, może łatwiej byłoby gdyby mogli wszystko zaplanować, jednak nie mieli takiej możliwości, za mało informacji, wiele niewiadomych, w czasie się wszystko ułoży - wierzyła w to całym sercem. Sięgnęła po kolejną frytkę, ryby nawet nie tknęła, najwyraźniej wcale nie miała aż takiego apetytu, albo przepadł przez tę rozmowę.
- Obskakuje wszystkie co roku, większość sezonu zimowego tam spędza, mówi, że przygnębia ją życie tutaj. - Odparła zgodnie z prawdą, choć trochę ją ten przerywnik wybił z rytmu.
- Powątpiewam w to Camiś, wiem, że chcesz dobrze, ale Charles jest jak ja, nigdy w życiu by się na to nie zgodził. - Może śmiech nie do końca był na miejscu, nie mogła się jednak powstrzymać. - W tym problem, nie umiem myśleć, ja wolę działać. - Najważniejsze, że zdawała sobie z tego sprawę.
- Też mi się odechciało jeść. Chodźmy stąd, możemy podejść do jakiegoś sklepu i ewentualnie kupić sobie wino, wypić je gdzieś na świeżym powietrzu. - Miała wrażenie, że atmosfera tego miejsca tylko potęguje ich poczucie bezsilności. - Dobra, czekaj tylko zapłacę. - Sięgnęła po swój płaszcz, wsadziła ręce do jednej i drugiej kieszeni i nic. - Kurwa Cami, nie wzięłam portfela. - Parsknęła, bo raczej rzadko jej się zdarzały takie sytuacje. Wiedziała też, że Lupin pewnie nie planował uiścić opłaty za ten posiłek, szczególnie, że to ona go tutaj zaprosiła.
Kelner podszedł do nich, kiedy zobaczył, że Wood zaczęła się zbierać. Spoglądał na nich poważnym wzrokiem. - Należy się zapłata. - Podał wcale nie taką małą kwotę. - Nie wzięłam portfela... - Starała się zachować powagę, choć wiedziała, że brzmi to absurdalnie.