- W takim wypadku nie masz wyjścia, ale wiesz, że bym Cię nie oszukała. - Nie miał za bardzo innego wyboru, skoro póki co nie zamierzał otwierać oczu, ale była z nim szczera, nie miewała się najgorzej. Praktycznie nic jej się nie stało, miała czas, aby nieco odpocząć przez te półtora dnia. Znajdowała się w naprawdę dobrej sytuacji, podejrzewała, że w dużo lepszej, niż większość ludzi. Spokojnie zaszyli się z dala od Londynu, nie musząc oglądać zgliszcz. Może nie było to wcale takim najlepszym rozwiązaniem, może wizyta w stolicy otworzyłaby jej oczy, zachęciła do działania, do podjęcia próby walki z tym, co się działo, ale chyba w tej chwili nie miała siły o tym myśleć i się na tym skupiać. Zresztą, czy mogła sama coś zdziałać, coś zmienić, coś zrobić? No nie do końca jej się tak wydawało.
Oprawcy stawali się coraz bardziej odważni, nie zwracali uwagę na to, że przypadkowo mogą skrzywidzć osoby, które nie powinny być ich celem, jakby było im to zupełnie obojętne, może faktycznie tak było, może liczyło się tylko przejęcie władzy, narzucenie swoich postulatów? Nie miała pojęcia, co mieli w głowach, ale na pewno nie zadziała to w ten sposób. Może ludzie zaczynali się bać coraz bardziej, to jednak nie zmieniało faktu, że nie byli zachwyceni tym przewrotem, straty, które poniesli mogły zachęcić ich w końcu do działania, a nie odwracania wzroku. Sama Yaxley zastanawiała się, jakie właściwie nastroje panowały w Londynie, jak to się wszystko układało.
Zawsze miała na niego czekać, wrócili do normalności i nie było to niczym nienaturalnym, zdawała sobie sprawę, że czasem bywało to dla niej dość mocno problematyczne, bo nie miała w zwyczaju siedzieć z założonymi rękoma, ale musiała się z tym pogodzić, już kiedyś to zrobiła, więc wiedziała z czym się to je.
- Nie do końca, nikt w sumie nie wiedział, kiedy wrócicie, więc nie było sensu rzucać żadnym konkretnym terminem. - Zresztą to też powodowało, że mieli trochę więcej czasu. Przynajmniej się na nic nie nastawiał, nie zakładał, że Ambroise pojawi się o konkretnej godzinie, danego dnia. Spodziewała się, że zacznie o to wypytywać, bo na pewno nie brał pod uwagę tego, że nie dostanie do ręki tych swoich eliksirów. Tak, to miał przynajmniej na co czekać, miał jakąś nadzieję, nawet jeśli była złudna. Czuła, że gdy dowie się prawdy będzie miał do nich pretensje, ale nie to było najistotniejsze. Najważniejsze, że wykonali pierwszy krok ku temu, aby doprowadzić go do porządku, ogarnąć jej młodszego brata. Miała nadzieję, że uda im się to zrobić, właściwie nie sądziła, że mógłby trafić lepiej, bo mieli tu całkiem doświadczone grono specjalistów w różnych dziedzinach, jeśli oni sobie z nim nie poradzą, to pewnie nikt inny tego nie zrobi.
- Jest to jakiś pomysł, trochę obawiam się, jak zareaguje, gdy dowie się prawdy, więc może faktycznie lepiej dać sobie na to jeszcze więcej czasu. - Mogli nie informować Rotha, że Roise wrócił. Zresztą i tak nie był to odpowiedni moment, aby zaczynać wdrażać te wszystkie postanowienia, bo Ambroise najpierw sam musiał doprowadzić się do porządku. Nie mogli sobie pozwolić na choćby moment nieuwagi, czy zawahania, bo przecież mieli do czynienia z całkiem młodym wampirem, który mógł ich skrzywdzić. To też wypadało brać pod uwagę.
- Na pewno się ucieszą. - Spacer, złapanie oddechu na pewno im się przyda. Wydawało jej się to więc być wcale nie takim złym pomysłem. Zresztą zamierzała dać mu wszystko to, czego potrzebował. Chciał się przewietrzyć - mogła to zrobić z nim, zresztą Yaxleyówna zdecydowanie lepiej czuła się na świeżym powietrzu, niżeli zamknięta w czterech ścianach. Dobrze im to zrobi.
- Jakoś to chyba odpowiednie stwierdzenie, fakt widziałam Cię już w gorszym stanie, ale chyba mogłabym to policzyć na palcach jednej ręki. - Spędzili ze sobą wiele lat, więc naprawdę mogła odpowiednio to ocenić. Zresztą przez te siedem lat nigdy jeszcze nie przeżyli podobnej tragedii, nie uczestniczyli w tak wielkim dramacie, to mówiło samo za siebie. Świat nie był już bezpiecznym miejscem i coraz bardziej sobie to uświadamiała.
- Dopisujemy do listy, dzisiaj Ty zasłużyłeś na specjalne traktowanie, więc będziemy odhaczać te wszystkie drobne rzeczy. - Nie zamierzała negować żadnego z jego pomysłów, wręcz przeciwnie - chciała towarzyszyć mu w tym wszystkim. Stęskniła się za nim przez te dwa dni, i mimo, że mogło się to wydawać nad wyrost, bo ledwie do siebie wrócili, jednak wcale tak nie uważała. Spędzili ostatnio wiele czasu razem, ponownie przywykła do jego obecności, takie zniknęcie na dwa dni, to było dość sporo, szczególnie, że nie mogła mieć pewności, że do niej wróci. To wcale nie było, aż takie oczywiste.
Mieli mieć tutaj trochę spokoju, w gronie przyjaciół. Może nie zakładała, że połączą ten wyjazd z detoksem jej brata, ale wcale nie uważała, że to było coś złego. Jakoś sobie wszystko na spokojnie ułożą, odetchną, będą mieli czas, żeby nieco nacieszyć się swoją obecnością. To mogło naprawdę przynieść im sporo korzyści. Wydawało jej się więc całkiem oczywiste, że wykorzystają odpowiednio te moment ponownego oderwania się od przytłaczającej ich rzeczywistości. Ostatnio stało się to ich codziennością - zaszywanie się na wsi i unikanie tego normalnego życia. Wiedziała, że nie mogli robić tego zbyt często, w końcu będą musieli wrócić, ale skoro pojawiła się kolejna sposbność to warto było ją wykorzystać w odpowiedni sposób, bo czemu by nie. Była tu ich rodzina, ta, którą sobie wybrali, dzięki temu łatwiej będzie im jakoś pogodzić się z tym, co się wydarzyło. Wszystko i wszyscy wydawali się być w odpowiednim miejscu.
- Hmm? - Wpatrywała się w niego czekając na tę prośbę. Nie do końca wiedziała, czego może się po nim spodziewać, na co może mu się przydać, ale była tak naprawdę gotowa spełnić wszystkie jego zachcianki, przecież nawet już mu o tym powiedziała.
- Nie tego się spodziewałam. - Powiedziała uśmiechając się przy tym delikatnie. Właściwie - sama zwróciła mu kilka dni temu uwagę na to, że trochę zarósł i jego włosy były zdecydowanie dłuższe niż zawsze. Nie wiedziała jednak, czy to, aby ona była odpowiedzialna za doprowadzenie ich do porządku było dobrym pomysłem. Jasne, zdarzało jej się już podcinać mu włosy, ale w tym przypadku było to zdecydowanie poważniejszym zadaniem. Skoro jednak chciał zaryzykować... to dlaczego miałaby tego nie zrobić. To tylko włosy, najwyżej odrosną, zresztą podejrzewała, że Romulus z racji swoich rodzinnych koneksji na pewno jakoś mógłby uratować sytuację, gdyby coś bardzo nie poszło po ich myśli.
- Jasne, to nic takiego, przecież jestem całkiem niezła w precyzyjnych cięciach. - Włosy, czy skóra, czy była w tym jakakolwiek różnica? Na pewno. Wolała jednak sprawiać wrażenie, że raczej będzie wiedziała, co robi. Zresztą na pewno nie chciałaby go skrzywdzić w żaden sposób.
- Poradzimy sobie z tym. - Jak zawsze, nie było to w końcu nic skomplikowanego. Ręce jej się nie trzęsły, więc nie mogło się to skończyć jakoś najgorzej. Do tego Roise miał to szczęście, że włosy mu się kręciły, więc zapewne nawet nie będzie widać tej drobnej zmiany, którą miała mu zapewnić.