07.05.2025, 11:47 ✶
Oczywiście, że Mona musiała mu dokuczać przy Peregrinusie. To przekomarzanie się było ich typowym zajęciem, choć kiedy działo się to towarzystwie, Ari czuł się, jakby odrobinę się zapadał w sobie. Nie jakoś straszliwie, a też nie dawał po sobie tego poznać. Tyle, że w szkole słyszał tyle docinków i przeżył taką ilość okrutnych żartów ze strony innych Ślizgonów, że był na to odrobinę wyczulony. Chciał imponować osobom spoza ekipy znajomych, udawać nonszalanta, kogoś z poczuciem humoru. Myślał sobie czasem, czy przejmowałby się tym w ogóle, gdyby nigdy nie doznał dokuczania w szkole. No, ale było jak było. Musiał z tym żyć.
— Wiesz, co czuję, kiedy widzę popularnonaukowe historyczne pisemka. Albo te głupoty z teoriami spiskowymi, które czyta Mo — odparł. — Żadnej bibliografii, źródeł, przypisów. Autorzy tylko w ten sposób powielają plotki, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Mówił, jak nieodrodny syn Dedalusa Prewetta. Słyszał tyle razy o podawaniu źródeł, że zapisało się to w jego umyśle jako swego rodzaju automatyzm. Nie potrafiłby już napisać jakiejkolwiek pracy bez porządnych przypisów, co irytowało często nauczycieli w Hogwarcie. Dostawali oni długie na wiele stron wypracowania, które miały dokładnie sporządzoną bibliografię. Ile razy mu powtarzali, że do szkoły wcale nie musiał tego robić? Że wystarczyła tylko wiedza z lekcji? Cóż, może rzeczywiście był kujonem...
Rozdał karty przyjaciołom, wyznaczając Monę jako rozpoczynającą grę. Całe szczęście nie było wiatru, który mógłby rozproszyć leżące na kocu karty. Pogoda była bez skazy. A jezioro aż błagało, by się wykąpać tuż po udanej rozgrywce.
Zawada: Pośmiewisko