08.05.2025, 12:50 ✶
Olivia przyszła razem z Millie, bo... W sumie musiała. Czuła się w obowiązku pójść z nią po tym, co przeszły nie tylko prywatnie, ale też tego dnia, bardziej "zakonowo", chociaż ta nazwa wciąż jeszcze była dla niej obca i nie została na głos wypowiedziana ani przez Brennę, ani przez Dorę, Norę czy chociażby Millie. Thomasa znała, chociaż nie tak dobrze: jeszcze latem Brenna ich ze sobą skontaktowała, żeby raz na zawsze zamknąć sprawę przeklętego naszyjnika. Poradził sobie całkiem nieźle, nawet uprzejmie zaproponował jej rzyganie do torebki zamiast na swoje własne buty. Dlatego też pomogła Millie zaprowadzić go na miejsce, bo wyglądał okropnie. Jakby stado buchorożców po nim przebiegło. Nie była jakoś super sprawna fizycznie, lecz przy pomocy Moody udało im się posadzić mężczyznę tak, by zaraz się nie wywalił na ziemię. Jeszcze tego brakowało, szczególnie że uzdrowiciela i ich wybawcę zostawiły z Moody za sobą. Domyślała się, że Basilius albo nie był wtajemniczony, albo po prostu miał ręce pełne roboty: przecież rannych było dużo, dużo więcej niż ten jeden człowiek, któremu pomogli (no, pomogli to duże słowa: gdyby nie Prewett, to z Millie pewnie by go zabiły swoimi nieudanymi zaklęciami).
Olivia miała na ciele ślady popiołu, spotkanie odbywało się tuż po tym, jak odkryła że z ich mieszkaniem coś jest nie tak, ale przed tym jak zaczęła szukać Tristana. Bolało ją serce na myśl, że nie wie co się z nim dzieje i widać było po niej, że wśród tylu ludzi czuje się bardzo niekomfortowo: nie dlatego, że ich nie znała, tylko dlatego, że była w tym gronie poniekąd nowa, a na dodatek jej myśli w ogóle nie były skoncentrowane na spotkaniu, a na Wardzie.
- Tak, u mnie w domu pojawiły się dziwne ślady z popiołu, nie chcą zejść, moja matka też je ma - przytaknęła Brennie, siadając z drugiej strony Thomasa. Na dowód swoich słów odsunęła odrobinę brudną koszulkę, by pokazać ślady, które próbowała wcześniej zmyć wodą, ale bezskutecznie. - Na pewno nie był normalny. Ugaszenie go trwało zbyt dużo, a rozprzestrzeniał się zbyt szybko na to, żeby to było zwykłe podpalenie.
Potwierdziła słowa Erika, przypominając sobie jak trudno było ugasić jeden maleńki dach Pękatej Fiolki. Być może się myliła, ale jak dla niej ten ogień został co najmniej wyczarowany, a nie odpalony od pochodni.
- Na Pokątnej są gruzy, widziałam też martwe sowy. Większość z nich została uduszona dymem, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie widziałam innych śladów na ich ciałach. Mam wrażenie, że ten dym uniemożliwił komunikację ze światem zewnętrznym i z nami wszystkimi, póki nie opadnie: nie mamy pewności że sowy dotrą do adresatów.
To niby było oczywiste, bo który ptak dałby radę w tak gęstym i gryzącym dymie, ale wolała to wypowiedzieć na głos, żeby reszta nie martwiła się tym, że ich listy nie dotarły bo bliscy mogą nie żyć. Sama wypuściła Kulkę i resztę sów, miała tylko nadzieję, że odleciały i wrócą, gdy kurz opadnie.
- Jest dużo rannych, słyszałam też krzyki - ludzie oskarżali siebie wzajemnie, nie mając dowodów - mruknęła, pocierając skronie. Olivia wbiła wzrok w podłogę, zagryzając dolną wargę ze zdenerwowania. - Widziałam dym, który unosił się nad niemagiczną częścią Londynu. Wysłałam tam Tristana, za chwilę będę go szukać, będziemy wiedzieć... Coś więcej.
Spojrzała na Brennę niemalże w panice. Ona jedna wiedziała, jak mocno kochała tego mężczyznę i jak bardzo bała się o jego życie nie dlatego, że szalał ogień lecz dlatego, że był mugolakiem. Nie chciała uciekać z tego spotkania, ale nie mogła tu być zbyt długo.
Powiedziała wszystko, co się działo - o tym jak dach Fiolki się zajął ogniem, o tym jak jej ojciec nie wrócił z Ministerstwa, więc zapewne wszyscy pracownicy próbowali pomagać. O tym, że jej matka przyjmowała do Fiolki sąsiadów, którym budynki się zawaliły. O tym, że w jej mieszkaniu i w Pękatej Fiolce wszystko było w dziwnej sadzy, która nie dawała się zmyć wodą. O tym, że ludzie skakali sobie do gardeł, że wszędzie byli ranni i trupy. Że wszystkie eliksiry, które miała, przekazała Norze.
- Jest jeszcze coś. Słyszałam głos, ale tak jakby wydobywał się z mojej głowy, a nie z boku. Mówił jak wąż: że wszyscy zostaniemy ukarani. Że jesteśmy zdrajcami - dodała cicho, obejmując ramiona dłońmi. Ten głos był przerażający i jego echo do teraz odbijało się w jej czaszce.
!Strach przed imieniem
Olivia miała na ciele ślady popiołu, spotkanie odbywało się tuż po tym, jak odkryła że z ich mieszkaniem coś jest nie tak, ale przed tym jak zaczęła szukać Tristana. Bolało ją serce na myśl, że nie wie co się z nim dzieje i widać było po niej, że wśród tylu ludzi czuje się bardzo niekomfortowo: nie dlatego, że ich nie znała, tylko dlatego, że była w tym gronie poniekąd nowa, a na dodatek jej myśli w ogóle nie były skoncentrowane na spotkaniu, a na Wardzie.
- Tak, u mnie w domu pojawiły się dziwne ślady z popiołu, nie chcą zejść, moja matka też je ma - przytaknęła Brennie, siadając z drugiej strony Thomasa. Na dowód swoich słów odsunęła odrobinę brudną koszulkę, by pokazać ślady, które próbowała wcześniej zmyć wodą, ale bezskutecznie. - Na pewno nie był normalny. Ugaszenie go trwało zbyt dużo, a rozprzestrzeniał się zbyt szybko na to, żeby to było zwykłe podpalenie.
Potwierdziła słowa Erika, przypominając sobie jak trudno było ugasić jeden maleńki dach Pękatej Fiolki. Być może się myliła, ale jak dla niej ten ogień został co najmniej wyczarowany, a nie odpalony od pochodni.
- Na Pokątnej są gruzy, widziałam też martwe sowy. Większość z nich została uduszona dymem, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie widziałam innych śladów na ich ciałach. Mam wrażenie, że ten dym uniemożliwił komunikację ze światem zewnętrznym i z nami wszystkimi, póki nie opadnie: nie mamy pewności że sowy dotrą do adresatów.
To niby było oczywiste, bo który ptak dałby radę w tak gęstym i gryzącym dymie, ale wolała to wypowiedzieć na głos, żeby reszta nie martwiła się tym, że ich listy nie dotarły bo bliscy mogą nie żyć. Sama wypuściła Kulkę i resztę sów, miała tylko nadzieję, że odleciały i wrócą, gdy kurz opadnie.
- Jest dużo rannych, słyszałam też krzyki - ludzie oskarżali siebie wzajemnie, nie mając dowodów - mruknęła, pocierając skronie. Olivia wbiła wzrok w podłogę, zagryzając dolną wargę ze zdenerwowania. - Widziałam dym, który unosił się nad niemagiczną częścią Londynu. Wysłałam tam Tristana, za chwilę będę go szukać, będziemy wiedzieć... Coś więcej.
Spojrzała na Brennę niemalże w panice. Ona jedna wiedziała, jak mocno kochała tego mężczyznę i jak bardzo bała się o jego życie nie dlatego, że szalał ogień lecz dlatego, że był mugolakiem. Nie chciała uciekać z tego spotkania, ale nie mogła tu być zbyt długo.
Powiedziała wszystko, co się działo - o tym jak dach Fiolki się zajął ogniem, o tym jak jej ojciec nie wrócił z Ministerstwa, więc zapewne wszyscy pracownicy próbowali pomagać. O tym, że jej matka przyjmowała do Fiolki sąsiadów, którym budynki się zawaliły. O tym, że w jej mieszkaniu i w Pękatej Fiolce wszystko było w dziwnej sadzy, która nie dawała się zmyć wodą. O tym, że ludzie skakali sobie do gardeł, że wszędzie byli ranni i trupy. Że wszystkie eliksiry, które miała, przekazała Norze.
- Jest jeszcze coś. Słyszałam głos, ale tak jakby wydobywał się z mojej głowy, a nie z boku. Mówił jak wąż: że wszyscy zostaniemy ukarani. Że jesteśmy zdrajcami - dodała cicho, obejmując ramiona dłońmi. Ten głos był przerażający i jego echo do teraz odbijało się w jej czaszce.
!Strach przed imieniem